5 rzeczy, których już nigdy nie chcę robić

Marta pisze

5 rzeczy, których już nigdy nie chcę robić

Segritta

Czy macocha powinna kochać dzieci swojego partnera?

Miałam w życiu okazję poznać ten układ z obu stron. Byłam i pasierbicą i macochą. Mogę Was zapewnić, że obie role są trudne – ale mam wrażenie, że główny problem polega na jakichś dziwnych kulturowych wymysłach związanych z „jedyną prawdziwą rodziną” i wynikających z nich wyrzutów sumienia, jakie czujemy, gdy nie pasujemy do wzorca. A więc zapamiętajcie sobie raz na zawsze: nie ma wzorca. Jesteście unikalni w waszej rodzinie i póki odnajdujecie w niej szczęście, wszystko z Wami w porządku. A jeśli jesteś macochą i dopiero tego szczęścia szukasz, to mam dla Ciebie kilka podpowiedzi. Pierwszy krok do zbudowania dobrej relacji z pasierbami – to chcieć. Chcieć ich poznać, chcieć, żeby byli szczęśliwi, chcieć ich zrozumieć. Właściwie to pokusiłabym się o stwierdzenie, że sympatię pasierbów zdobywa się tak samo jak sympatię każdego innego człowieka – czyli zainteresowaniem, szacunkiem i empatią. I dzieci to czują. Nawet jeśli jeszcze nie dają tego po sobie poznać, to naprawdę czują, kto się stara, a kto po prostu je toleruje i traktuje jak „zło konieczne”. Dlatego każdej początkującej macosze i każdemu ojczymowi radzę zaakceptować obecność pasierbów w życiu i za żadne skarby nie łudzić się, że partner te dzieci „odsunie”, albo że „nasze wspólne dzieci” będą kiedyś ważniejsze. Tak się nie stanie. A przynajmniej – tak nie powinno się stać. Żadne dziecko nie powinno tracić rodzica i jego bezwarunkową miłość tylko dlatego, że jego rodzice już nie są razem a tata lub mama mają nowych partnerów. Drugo krok – polubić ich. Tak, można polubić swoich pasierbów. Można się nawet nauczyć się ich lubić, jeśli to nie zaskoczy od pierwszego spotkania. Do tego potrzebne jest jednak wparcie naszego partnera, czyli ojca dzieci. Nie może on naciskać, przyspieszać tej nowej relacji, a już z pewnością nie mogą wymagać miłości między dziećmi a macochą. Do miłości zmusić nie można. No nie da się. I mam wrażenie, że im bardziej czujemy nad karkiem ten bat „no kochaj je już!”, tym trudniej je pokochać. Dlatego jestem głęboko przekonana, że najlepszym, co może dać ojciec swoim dzieciom i partnerce, która nie jest ich matką, jest czas. Po prostu czas i święty spokój w kwestii jakkolwiek pojmowanej miłości. Tak, powinien wymagać wzajemnego szacunku i sprawiedliwego traktowania, ale miłość pojawi się sama lub nie pojawi się wcale. Nie musisz ich kochać. Naprawdę, nie musisz. Nie miej wyrzutów sumienia, że nie pokochałaś dzieci, które są przecież dla Ciebie obcymi ludźmi. One też nie potrzebują Twojej miłości. Mają od tego mamę i tatę. Wy może pokochacie się z czasem. Może zostaniecie przyjaciółmi. A może po prostu będziecie się lubić. Nie ma w tym nic złego. Nie ma też nic złego w tym, że swoje własne dziecko kochasz mocniej niż pasierbów. To naturalne. Tak już po prostu jest, że własne, wynoszone, urodzone i odchowane dziecko kocha się bardziej niż młodych ludzi, którzy w twoim życiu pojawiają się nagle i wobec których nie masz przecież żadnych praw. To się może zmienić z czasem ale nie musi. Nie wymagaj tego od siebie. A, no i jeszcze jedno – rozmawiaj Wierzę, że dzieci rozumieją więcej, niż się nam wydaje. Potrafią też wiele nam wybaczyć – a czasem wręcz nie mają nam czego wybaczać, bo akceptują taki stan, jaki jest, nie wiedząc często, że „coś z nim jest nie tak”. Na przykład mój pasierb Ignaś nie wiedział, że jest coś złego w postaci macochy, dopóki jakiś kolega ze szkoły mu nie powiedział, że macochy to są postaci negatywne. Pamiętam, że był zdziwiony. Nic dziwnego. Ani ja, ani jego rodzice, nigdy nie daliśmy mu powodów, by widział w macosze lub w ojczymie coś złego. W podobny sposób dzieci potrafią zaakceptować bardzo wiele innych „dziwnych układów”, które nam, dorosłym, kojarzą się negatywnie. Dlatego nie bój się o nich z dziećmi rozmawiać, tłumaczyć twoje decyzje i opowiadać o uczuciach. Rozmawiaj też z partnerem. Mów śmiało o swoich lękach, informuj go, jeśli potrzebujesz jego wsparcia lub gdy jakieś jego zachowanie utrudnia ci dobre relacje z pasierbami. A, i mów mu też, jeśli jakieś jego zachowania ułatwiają ci życie. Takie zauważanie pozytywów działa dużo lepiej niż ciągła krytyka.

Journalistka

Happy hours

kierunek Skandynawia. jeśli nie ogród, balkon. happy hours w mieście = ♥ / lampka wina, książka  

Marta pisze

Czy lubisz Marta Pisze?

Piszę dla was od ponad trzech lat. Na blogu jest już ponad 550 postów. Czas się wreszcie poznać! Cześć, dzisiaj przychodzę z małą prośbą. Chciałabym, żebyście wypełnili ankietę – jest krótka   Bardzo Was proszę o wypełnienie, chciałabym się dowiedzieć, kto tu przychodzi do mojego domku Mam nadzieję, że te koty Was zachęcą. Ładowanie…

Wakacyjne plany, sukcesy tego tygodnia i zwyczajna nuda :)

ANIA MALUJE

Wakacyjne plany, sukcesy tego tygodnia i zwyczajna nuda :)

#30 Piątek z Martą: wydanie specjalne, dużo zdjęć

Marta pisze

#30 Piątek z Martą: wydanie specjalne, dużo zdjęć

Dlaczego warto fantazjować?

Marta pisze

Dlaczego warto fantazjować?

Co bym sobie kupiła, gdybym miała milion dolarów?

ANIA MALUJE

Co bym sobie kupiła, gdybym miała milion dolarów?

Miejska plaża - dzień z życia

DAAJAA

Miejska plaża - dzień z życia

Kto mnie inspiruje #1: kobieta, w której się zakochałam

Marta pisze

Kto mnie inspiruje #1: kobieta, w której się zakochałam

Każdy z nas ma jakąś inspirację. Jedni inspirują się Billem Gatesem, drugich podrywa z kanap Chodakowska, inni z kolei uważnie śledzą top modelki, znanych pisarzy albo wielkich biznesmenów. A ja? A mnie inspiruje zwykła dziewczyna, która większości kojarzy się tylko z serialami Disneya. Lubię Demi Lovato od czasów gimnazjum. Do tej pory namiętnie słucham jej płyt, znając wszystkie teksty na pamięć. Jest jedyną gwiazdą, której poczynania śledzę i to dość intensywnie – obserwuję ją na każdym możliwym portalu i nic nigdy nie umknie mojej uwadze. Przy tym wszystkim za każdym razem, kiedy widzę jej wpis, zdjęcie albo wideo, czuję jakiegoś kopa do działania, bo nikt, naprawdę nikt, nie inspiruje mnie tak, jak ta dziewczyna. CZEMU? Z kilku różnych powodów. Po pierwsze i najważniejsze, Demi jest sama z siebie niesamowicie inspirującą osobą: robi kilkanaście projektów na raz, angażuje się w fajne akcje, ma pozytywne podejście do życia i co chwila się śmieje tak sympatycznym śmiechem, że nie da rady samemu nie wyszczerzyć zębów, kiedy się to widzi. Jest piękną kobietą, która ma naprawdę fajny styl, a jej podejście do własnego ciała (działające na zasadzie: kocham siebie i swoją sylwetkę) sprawia, że odzyskuję wiarę w to, że kiedyś kult body positive, który chętnie sama promuję będzie czymś normalnym, a ludzie przestaną uprawiać intensywny body shaming i ocenianie innych wyłącznie na podstawie wyglądu.   Ale jest jedna najważniejsza rzecz, dla której Demi jest dla mnie osobą, która jest godna podziwu: pokonała w wielkim stylu swoje zaburzenia odżywiania i z kompletnego dołka weszła na sam szczyt. SIŁA Jakiekolwiek możecie mieć zdanie o Disneyu i jego produkcjach, praca na planie od dzieciństwa i dorastanie wśród kamer i paparazzi na pewno nie jest czymś, co pomaga dziecku w jakikolwiek sposób. Wieczne ocenianie, głównie na podstawie wyglądu może spowodować utratę pewności siebie i kompleksy nawet u pewnej siebie osoby. Demi sobie z tym wszystkim nie radziła. W ogóle. I chociaż mając piętnaście lat, nagrała piosenkę, w której śpiewa, że się nie zmieni mimo tej całej presji wokół, to nie do końca tak to wyglądało. W końcu prasa wyłapała cięte rany na wewnętrznej stronie nadgarstków, później zaczęła zauważać że Demi na zmianę tyje, chudnie, tyje i chudnie. Dziewczyna ucinała wszelkie spekulacje i nie wypowiadała się na temat. Do czasu, kiedy byłam w liceum. Demi Lovato z dnia na dzień wylądowała w ośrodku – ten pobyt często portale plotkarskie nazywają „odwykiem” (bo Demi zaczęła mieć też problemy z alkoholem i narkotykami), ale tak naprawdę największym problemem były zaburzenia odżywiania, a właściwie bulimia, cięcie się oraz choroba dwubiegunowa. Po wyjściu z ośrodka Demi otwarcie opowiadała już o swoich problemach i udzieliła obszernego wywiadu, w którym przyznała,, że od lat choruje na zaburzenia odżywiania, a blizny na jej nadgarstkach rzeczywiście były wynikiem samookaleczania. Po „odwyku” Demi znacznie przytyła, przez co spotkała się z wielką falą hejtu (do tej pory pod jakimiś jej materiałami potrafią znaleźć się niewybredne komentarze w stylu „fat slut”, „fat pig” i tak dalej). Mimo tego udało jej się z sukcesem zwalczyć chęć powrotu do bulimii i obecnie stara się jeść zdrowo, ćwiczy i wygląda cudownie.   URODA To, jak ta dziewczyna potrafi sobie dobrać fryzurę i jak wygląda bez makijażu… To przez nią pofarbowałam kilka razy końcówki włosów na różowo Moja wielka inspiracja, nie wszystkie jej stylizacje mi się podobają, ale te, które lubię, zapisuję na dysku i inspiruję się nimi w trakcie własnego dobierania ubrań. Podoba mi się, że Demi eksponuje swoje wdzięki i nawołuje do pozytywnego patrzenia na swoje ciało. #NMN #nomakeupmonday www.devonnebydemi.com Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Demi Lovato (@ddlovato) 29 Cze, 2015 o 2:21 PDT   Blue hurr, don’t curr..   Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Demi Lovato (@ddlovato) 24 Paź, 2013 o 8:47 PDT   xx Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Demi Lovato (@ddlovato) 4 Maj, 2015 o 12:12 PDT TALENT Możecie sobie wszystko mówić, ale na pewno nie to, że Demi nie potrafi śpiewać. Kilka moich ulubionych występów na żywo: SPOSÓB BYCIA Kocham to, że jest taka pozytywna i uśmiechnięta. Kocham jej nagrania z sucharami (bo krzepi mnie myśl, że nie tylko mnie śmieszą naprawdę nieudane żarty) i to, że tak aktywnie promuje zdrowy tryb życia i pozytywne myślenie o własnym ciele. Jeżeli miałabym wybierać idolkę dla mojej córki, wybrałabym kogoś, kto właśnie w taki sposób podchodzi do życia, jak robi to Demi. Na pewno byłaby dobrym wzorem. Zresztą, zobaczcie, co ze mnie wyrosło   Oh and by the way guys…… I’M ENGAGED!!!!!!!!!!!!!!!!! ❤️❤️❤️ thank you to my future husband Grant… #CUTESTEVER #demiworldtour Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Demi Lovato (@ddlovato) 11 Paź, 2014 o 9:41 PDT A Wy macie jakąś sławną osobę, która Was inspiruje? Dlaczego?

Żmije, ćwiczenia, sukienki i dziwne miejsca

ANIA MALUJE

Żmije, ćwiczenia, sukienki i dziwne miejsca

Nadaj życiu głębszą treść, wartość i znaczenie

KAMERALNA

Nadaj życiu głębszą treść, wartość i znaczenie

Lifemenagerka

Poniedziałek freelancera – plusy freelancingu

Mój ostatni wpis o freelancingu nie przedstawiał tego rodzaju pracy w najlepszym świetle… Pisałam o rzeczach, na które trzeba się przygotować i oczywiście skupiłam się na tych negatywnych. Nagrałam nawet film, a potem pomyślałam, że ten temat zasługuje na przedstawienie go również z drugiej strony… Postanowiłam zebrać plusy freelancingu w jeden wpis i podsuwać go potem każdemu, kto wspomni, że dopadł go freelancerski kryzys ;). Też miewałam kiedyś takie kryzysy i tylko dzięki myślom o tych plusach (których wtedy za bardzo nie odczuwałam, ale wierzyłam, że nadejdą) je przetrwałam i wytrwałam w swojej decyzji o pracy na własny rachunek.  Chętnych zapraszam na film, a przeciwników formy video na poniższy post. Osobom bardziej zainteresowanym tym tematem polecam i to i to – znowu usiadłam do nagrywania spontanicznie, bez notatek, więc mówiłam co mi ślina na język przyniosła, a potem usiadłam do pisania i do głowy przyszły mi kolejne rzeczy… Ach, błędy, błędy… Kiedy się czegoś na nich nauczę?  Niech żyje wolność Często freelancerzy na swoich blogach ostrzegają, że ta wolność jest tylko pozorna i bywa, że pozostaje w sferze marzeń. Ja nie do końca się z tym zgadzam. Wiele zależy od wykonywanej pracy i od ilości zleceń jakie bierze się na siebie, ale ja tę freelancerską wolność definiuję zupełnie inaczej. Dla mnie to właśnie wolność w dobieraniu zleceń i klientów, a także możliwość decydowania o tym gdzie, o której godzinie i jak dużo pracuję. To praca w domu, to praca która nie zmusza do siedzenia za biurkiem, kiedy już wszystko zrobiłam… To praca bez udawania, że pracuję. No i wreszcie – to praca, którą lubię bo nikt nie zmusza mnie do robienia rzeczy, które są niezgodne z moimi zainteresowaniami, kwalifikacjami czy filozofią życiową.  Brak szefa To też dyskusyjne, bo jak wiadomo – szefami freelancera są jego klienci. Doskonale to znam z przeszłości, ale uważam, że w relacji freelancer-klient mamy trochę większe znaczenie niż w relacji pracownik-szef. Szefowi często trudniej się sprzeciwić, wejście z nim w ewentualny konflikt może sprawić, że straci się pracę… A rezygnacja ze współpracy z jakimś trudnym klientem często nie jest tragedią, bo mamy też innych klientów… Poza tym szef może Wam narzucić, że np. jutro jedziecie w delegację, a klient raczej nie może Wam takich rzeczy narzucić, ta relacja jest bardziej partnerska. Ale na ten temat nie chcę się rozgadywać, bo tak jak mówię w filmie – moi klienci są totalnie bezproblemowi.  Praca na własny rachunek Kiedy pracując na etacie uświadomiłam sobie, że jakieś 80% zarobionych dzięki mojej pracy pieniędzy idzie na utrzymanie reszty firmy, nieco się zdołowałam. Tak to działa, jest to oczywiste, że pracując w firmie jesteśmy tylko częścią dużej maszyny, która musi na siebie zarobić. Lepiej jednak się czuję, kiedy pracuję i zarabiam tylko na siebie.  Wzrost stawki godzinowej W skali całego miesiąca rzadko zarabiam więcej niż wtedy, kiedy pracowałam na etacie. Ale kiedy spojrzę na stosunek ilości pracy do zarobionych pieniędzy to odczuwam dużą satysfakcję. No i co najważniejsze – bo w filmie zapomniałam o tym powiedzieć – to ja decyduję o wysokości moich zarobków, nie muszę czekać aż łaskawie ktoś przyzna mi podwyżkę lub premię, jeśli potrzebuję więcej kasy to spinam pośladki i po prostu ją zarabiam.  Szczerze mówiąc takich plusów mogłabym wymienić znacznie więcej (pewnie z 50 albo 100 ;)), ale skupiłam się na tych najważniejszych. Tradycyjnie już proszę innych freelancerów aby podzielili się swoimi odczuciami – co dla Was jest największym plusem (lub plusami) freelancingu?    The post Poniedziałek freelancera – plusy freelancingu appeared first on Life Manager-ka.

Przegląd tygodnia #2/07

Lifemenagerka

Przegląd tygodnia #2/07

Jakie są moje ulubione gadżety? Niektóre mogą Cię zaskoczyć :)

ANIA MALUJE

Jakie są moje ulubione gadżety? Niektóre mogą Cię zaskoczyć :)

6 rzeczy, które ludzie odnoszący sukcesy robią inaczej

Marta pisze

6 rzeczy, które ludzie odnoszący sukcesy robią inaczej

Be organic, be natural, be you

Katie's Style

Be organic, be natural, be you

Jak zaprosić magię do swojego życia?

ANIA MALUJE

Jak zaprosić magię do swojego życia?

Czy warto zaczynać wszystko od zera?

LOVE STREET FASHION

Czy warto zaczynać wszystko od zera?

Uwielbiam takie upalne lato. Popołudnie po pracy… Siedzisz w zacienionej kuchni, rozparta na krześle, nogi wyciągnięte przed sobą tak żeby żadna część ciała się nie dotykała. Wiatrak niemrawo miesza tę gorącą zupę, która unosi się wokół Ciebie zamiast powietrza. W głośniku Lana del Rey śpiewa o „Summertime Sadness”… Przypominasz sobie tamto lato. Lato, które było wypełnione marzeniami i możliwościami. Siedziałaś pod szkołą, wygrzewałaś się w popołudniowym słońcu niczym kot i paliłaś tanie papierosy. W trakcie rozmów z najlepszym przyjacielem z jednego marzenia przeskakiwaliście na drugie, żonglowaliście planami i nie było żadnych wątpliwości, że wszystko jeszcze przed Wami bo oto zaczęła się upragniona dorosłość. Sukces czekał na wyciągnięcie ręki, a czas potrzebny by go osiągnąć wydawał się iluzją. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że za miesiąc nasze życie wywróci się do góry nogami – nie dostaniemy się na wymarzone studia i będziemy musieli w popłochu szukać alternatywy dla dotychczasowych planów.   Zmiana planów W ciągu kolejnych 10 lat jeszcze kilkakrotnie zmieniałam swój pomysł na życie. Ostatni raz przed dwoma laty gdy wróciłam po rocznym pobycie z Gruzji. To był trudny moment, bo wiedziałam już, że dotychczasowa formuła, którą wymyśliłam sobie 5 lat wcześniej, już nie ma racji bytu. Reforma szkolnictwa i zmiana uczelni wyższych w kiepsko prosperujące biznesy (w których trzeba przepuszczać miernoty byle hajs się zgadzał) sprawiły, że zupełnie straciłam serce do kontynuowania kariery naukowej. Do tego ta niepewność jutra, ciągłe staranie się o granty i stypendia zamiast realnej pracy naukowej…  W efekcie czułam, że to co robię przestało sprawiać mi frajdę i jeśli pójdę tą drogą to będzie tylko gorzej. Nie ma łatwych decyzji To nie była łatwa decyzja, do której naprawdę długo dojrzewałam. Wiele osób z mojego środowiska było nią nawet mocno zaskoczonych – szczególnie dziwiła w kontekście moich wcześniejszych sukcesów. Ale mimo to, gdy już podjęłam decyzję, to się jej trzymałam. Znów zaczynałam wszystko od początku. Zmiany przynoszą… zmiany Dziś jestem tam gdzie jestem. Mam pracę, która lubię bo wciąż się w niej rozwijam i poszerzam zakres kompetencji. Mam też hobby, dzięki któremu ciągle się czegoś uczę i poszerzam swoje horyzonty. Ale to nie znaczy, że wszystko jest już przesądzone. Tak naprawdę nie wiem gdzie będę za kolejnych pięć lat. Czy spakuję walizkę i wyjadę na Korfu w poszukiwaniu słońca? A może będę prowadzić własną firmę i tworzyć filmy poklatkowe? Kto wie? Tyle jeszcze przede mną! Co dalej? Od tamtego popołudnia minęło 10 lat, a ja wciąż gdy przychodzi lato czuję radość, bo świat wciąż stoi otworem, mimo że przecież minęło wiele czasu, wiele szans nie zostało wykorzystanych, a plany zostały wielokrotnie zmienione. Ale to nieistotne. Ważne, jest czuć nadal tę energię, czuć radość na nadchodzące wakacje, czuć słońce na powiekach. I nie oglądać się za siebie. Bo zmiany są w życiu potrzebne – unikając ich w efekcie stoisz w miejscu. A co z Wami? Pamiętacie siebie sprzed 10 lat? jakie były wtedy Wasze plany? Jak wyobrażaliście sobie siebie za 10 lat?  Założę się że widzieliście się w zupełnie innym miejscu. To dobrze czy źle? Czy warto się tym w ogóle przejmować? Chyba nie. photo:  SomeDriftwood, CC BY-NC 2.0, www.flickr.com/photos/arthurjohnpicton/4383221264/sizes/l Post Czy warto zaczynać wszystko od zera? pojawił się poraz pierwszy w LOVE STREET FASHION.

Dlaczego nie lubię zwrotu

ANIA MALUJE

Dlaczego nie lubię zwrotu "rozwój osobisty"?

Poznań: miasto lodów

Ziołowy zakątek

Poznań: miasto lodów

Przegląd tygodnia #1/07

Lifemenagerka

Przegląd tygodnia #1/07

O obronie, Poznaniu, nowych smakach i życiu, czyli tygodnik

ANIA MALUJE

O obronie, Poznaniu, nowych smakach i życiu, czyli tygodnik

Życie jest za krótkie, żeby płakać za ludźmi, którzy cię nie lubią

Marta pisze

Życie jest za krótkie, żeby płakać za ludźmi, którzy cię nie lubią

Moja lista wakacyjnych planów

Lifemenagerka

Moja lista wakacyjnych planów

Jak wygląda moje życie bez telewizji?

ANIA MALUJE

Jak wygląda moje życie bez telewizji?

A czy Ty lubisz swoje imię?

Fragrance of beauty

A czy Ty lubisz swoje imię?

Marta pisze

#29 Piątek z Martą: ludzie, kocham wakacje!

Czy ja już mówiłam, że wakacje są SUPER? To się wreszcie stało – mam wolne! To znaczy, wiadomo, nie do końca, dalej pracuję, ale mam wolne od uczelni, dziwnych zaliczeń i stresów związanych z głupią papierologią. Czuję się strasznie szczęśliwa, codziennie budzę się z wielkim uśmiechem na twarzy i chce mi się robić milion rzeczy na raz! Byłam odwiedzić moich rodziców i oczywiście jak zwykle nie szczędziliśmy sobie z Maćkiem czułości <3  Ten kot jest zwierzęciem, z którym mam jakąś niesamowitą więź, wychowywaliśmy się razem (trafił do mnie jako pięciomiesięczny kociak, ja byłam w II klasie podstawówki) i to niesamowite, jak bardzo się cieszy na mój widok! Biegnie w moją stronę, miauczy i wskakuje mi na ręce (co jest dość dużym wyzwaniem, bo waży 7 kilogramów). Śpimy razem (układa się na mojej głowie) i lubi się ze mną strasznie przytulać. Chętnie wzięłabym go do Wrocławia, ale rodzice nie chcą go oddać (mówią, że się zestresuje, ale jak dla mnie – chcą go mieć dla siebie!) Ten moment kiedy chcesz coś zrobić ze swoim życiem, ale niw możesz, bo kot na tobie leży. Dobra, mogę też przecież poprzeglądać głupie rzeczy w necie. #królMaciosław #Maciek #MaciekWałęsa #WąsyMaćka #ija Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@martapisze) 27 Cze, 2015 o 8:12 PDT Byłam też u mojej siostry – jeżdżę tam rowerem przez wiejską drogę i zawsze jak widzę zwierzęta, to się autentycznie podniecam (Boże, to źle brzmi. Chodzi mi o to, że się cieszę!). I tak widziałam małą krowę, która piła mleko od mamy <3 Powiedziałam ‚hejka’ i teraz się gapią. #noweprzyjaciolki #hejka #krowy Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@martapisze) 28 Cze, 2015 o 3:05 PDT I wypieściłam siostrzane małe kotki (mają jakieś 1,5 miesiąca): BOŻE, TAK BARDZO SIĘ ZAKOCHAŁAM <3 #Martakociara Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@martapisze) 28 Cze, 2015 o 4:23 PDT A pod koniec maja byłam w Tyliczu, więc dawno i nieprawda, ale wcześniej nie było okazji… a podoba mi się to zdjęcie <3 Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@martapisze) 1 Lip, 2015 o 3:51 PDT Na moim kanale na yt próbuję codziennie w lipcu wrzucać chociaż jeden filmik. To moje małe wakacyjne wyzwanie i na razie muszę powiedzieć, że strasznie mi się podoba! (Więcej o moich planach na wakacje tu: klik) A wcześniej nagrałam jeszcze film ,w którym mówię o tym, że jestem grającą dziewczyną (i jak mnie wkurzają oświadczający mi się mężczyźni): No i oczywiście jeden z pierwszych filmów po przerwie – jak zmienić swoje życie? Który cieszył się sporą popularnością, co mnie bardzo uszczęśliwiło. Jeśli Wam też się podoba, śmiało udostępniajcie, spróbuję robić ich więcej: CIEKAWE LINKI Zrób sobie urlop, czyli przepisy Nadine na udane wakacje -KLIK Musicie to zobaczyć. „Wyglądasz obrzydliwie”: Jak zwykle śliczna tapeta OneLittleSmile. Tym razem na lipiec: KLIK Pozytywne życie – zrób to sam! – KLIK Metoda na styl – przejęcie stylu - KLIK 20 prostych rzeczy, które powinieneś zrobić teraz, by twoje życie było lepsze za 5 lat [ENG] – KLIK Wiecie co, mam wrażenie, że na blogach jest jakaś susza… wydaje mi się? NA MOIM BLOGU: Jak to jest być potworem? Dlaczego nie masz motywacji? Zagadka rozwiązana! Jak dobrze wykorzystać wakacje? Moje plany na lato 10 nieznanych faktów o mnie… w memach „Tak jakoś wyszło”, czyli jak to jest nie wierzyć w siebie Jak zmienić swoje życie? Konkretna motywacja Jak nie zmarnować wakacji? Jeżeli chcesz, żeby Twój blog się tutaj znalazł – wyślij mi maila na kontakt@martapisze.pl z adresem bloga, w tytule wpisz #PiątekzMartą. Opisz jednym zdaniem swój blog i napisz, dlaczego jest warty polecenia. Wiem, jak ciężko zdobyć pierwszych czytelników, więc bardzo chętnie polecę Wasze blogi.

Marta pisze

Jak to jest być potworem?

Moja mama czasami mówi, że istnieją ludzie i parapety, ale żeby się klamką urodzić, to dopiero sztuka. Ale klamka to pikuś. Gorzej urodzić się potworem. Opowiem wam pewną historię. Był sobie czternastoletni chłopiec, który miał problemy w szkole. Te problemy polegały na tym, że dzieci z innych klas się z niego śmiały. Dość intensywnie. Że nosi rurki, czesze sobie fryzurkę i ogólnie, że niezły z niego pedał. Dzieci śmiały się dzień w dzień, a chłopiec to przeżywał, bo chociaż skarżył się nauczycielom, ci udawali, że problemu nie ma. Bo przecież z każdego czasami się śmieją, nie? No hej, każdy z nas to przecież przeżył, to tylko szkoła, prawda? No nie. Problem jednak był, bo pewnego dnia chłopiec się powiesił. Na sznurówce. A w liście pożegnalnym napisał, że jest zerem. „DZIECI SĄ OKRUTNE” Mówią, że dzieci są okrutne. No są. Walą prosto z mostu, często nie liczą się z czyimiś uczuciami i do końca nie rozumieją, co tak naprawdę robią i jakie mogą być tego konsekwencje. Nie wiem, czy czternastolatków i trzynastolatków też można w ten sposób usprawiedliwiać (bo jak Boga kocham, mi w takim wieku nigdy do głowy nie przyszło gnojenie kogoś), ale jestem w stanie jakoś zrozumieć, że może te dzieciaki mają naprawdę burzę hormonów w swoim organizmie i któryś z nich trochę zaciemnił ich ocenę sytuacji. O reakcji – a właściwie jej braku – nauczycieli nawet nie chce mi się gadać. Nie ma to jak bagatelizować problemów uczniów, a potem się dziwić, że dziecko się zabiło. To niesamowite, jak czasami bardzo nieodpowiedni ludzie zajmują się robotą, która kompletnie nie jest dla nich. Ale pomińmy ten aspekt. To nie pierwszy raz, kiedy dzieje się coś w tym stylu. Pamiętacie sytuację Ani, która została upokorzona i zgwałcona (bo inaczej się tego nie da nazwać) w klasie pod nieobecność nauczyciela? To teraz wyobraźcie sobie, że w historii tego chłopca działo się coś jeszcze. NIE DADZĄ MU SPOKOJU NAWET PO ŚMIERCI Ktoś po jego śmierci założył fanpage pod tytułem „Imię nazwisko chłopca, dobrze, że zdechł”.  Czy Wy to rozumiecie? Powtórzę: DOBRZE, ŻE ZDECHŁ. A na fanpage – przerobione zdjęcia tak, żeby ośmieszyć chłopaka, który ODEBRAŁ SOBIE ŻYCIE Z POWODU DRWIN. To nie są dzieci. To są małe potwory. Wiecie, kiedy można powiedzieć „och, to tylko dziecko”, albo „no, dzieci są okrutne”? Kiedy jedno drugiemu zabierze zabawkę i kopnie jeszcze w goleń. Albo kiedy kilkoro dzieciaków powie innemu, że nie chce się z nim bawić i że nie należy od dzisiaj do ich paczki. Rany boskie, dobra, można powiedzieć, że dzieci są okrutne, kiedy jedno drugiemu krzyknie, że jest grube. Zdarza się. Może odcisnąć piętno na tym wyzywanym dziecku, ale da się to podciągnąć pod głupotę młodego wieku. Gimnazjum i koniec podstawówki to naprawdę durny okres. Wtedy dzieci są okrutne. Wtedy można powiedzieć „no, to sprawa rodziców, powinni powiedzieć dziecku, co można i czego nie można, TO NIE JEST WINA DZIECKA”. W przypadku oprawców chłopca (i prawdopodobnie administratorów strony – to znaczy, to moje przypuszczenie, nie chcę nikogo oskarżać) to nie funkcjonuje. Przepraszam bardzo, ale tego się nie da skwitować tylko „no, to wina rodziców, powinni im wytłumaczyć”, bo to już nie jest tylko wina rodziców. Ktoś, kto gnoi tak drugiego człowieka i nawet po jego śmierci nie ma cienia refleksji, dla mnie jest tylko potworem. To nie jest siedmiolatek czy pięciolatek – to już nastolatki, które mają swój rozum i podejmują świadome decyzje. Najpierw wyzywały kolegę, potem widocznie miały gdzieś jego śmierć, a teraz jeszcze ich to strasznie bawi, że chłopak się przez nich powiesił. Nie brzmi dla was jak opis potwora? Bo dla mnie tak. Okrucieństwa nie wolno tłumaczyć.

Lifemenagerka

ZdrowoMania odc. 21 – rozmowa z fizjoterapeutą, joga w domu dla początkujących

Zapraszam Was na kolejny odcinek ZdrowoManii… I nie będę się dzisiaj przesadnie rozpisywać, bo bardziej zależy mi na tym, abyście obejrzeli materiał video :).  Temat odcinka zrealizowany został na życzenie jednej z Was (przepraszam Cię Magdo, że tak późno!). Uznałam, że jest naprawdę wart poruszenia, szczególnie w dobie internetowych trenerek i fit blogerek, które codziennie z Facebooka i Instagrama krzyczą „pupa sama się nie zrobi, trenowałaś już dzisiaj?”. Poprosiłam Marcina – fizjoterapeutę, aby rozwiał wątpliwości odnośnie częstotliwości i intensywności treningu, zakwasów itp. Podsumowując tak w dużym skrócie – to co nazywamy zakwasami to fachowo mówiąc mikrourazy (zakwasy są chwilę po treningu) i to zupełnie naturalne zjawisko, ale jeśli trwa dłużej niż kilka dni to znaczy, że przegięliśmy. Wtedy przy kolejnym tego typu treningu/wysiłku powinniśmy zrobić ok. 70% tego, co zrobiliśmy ostatnio. Jeśli nie odczuwamy intensywnego bólu mięśni po ćwiczeniach to stopniowo (mniej więcej co tydzień) możemy zwiększać ich intensywność o ok. 10%. Nie będę zdradzać co jeszcze jest istotne aby trenować zdrowo polecam obejrzeć wywiad. Marcin niedługo startuje ze swoim kanałem na YouTube, będzie na nim dużo ciekawych rzeczy… Na pewno Wam go podlinkuję :). Sekwencja jogi do samodzielnego ćwiczenia w domu również przygotowana została na życzenie kilku z Was. Moim gościem jest Agata z bloga Poczuj się lepiej, której baaaaardzo dziękuję za wystąpienie. Fragment z ćwiczeniami celowo odseparowałam od filmu głównego, aby wygodniej było Wam później przy nim ćwiczyć (żeby nie było czołówki i innego tematu do przewinięcia). W filmie głównym natomiast Agata mówi na co zwrócić uwagę podczas ćwiczeń w domu. Zerknijcie zanim przystąpicie do ćwiczeń :).  Ja popełniłam też kilka błędów, których Agata nie miała możliwości wyłapać podczas nagrań, ale podpisałyśmy je w filmie abyście wiedzieli czego pilnować u siebie. Poza tym zauważcie, że niektóre rzeczy robię troszkę inaczej (np. mam zgiętą nogę) – jest to wersja dla osób początkujących, ale docelowo trzeba dążyć do takiej postawy jak ma Agata. W tle szwenda nam się jakiś płochliwy, wyrośnięty szczurek, wybaczcie   Oczywiście zachęcam do wspólnego ćwiczenia – tak jak na końcu powiedziała Agata – to idealna sekwencja na poranny rozruch lub np. odpoczynek po pracy.  The post ZdrowoMania odc. 21 – rozmowa z fizjoterapeutą, joga w domu dla początkujących appeared first on Life Manager-ka.