Niezbędnik współczesnego podróżnika

Fashionable

Niezbędnik współczesnego podróżnika

Jest pięknie

Jesienne wakacje: Hotel & Restauracja Poziom 511, Ogrodzieniec

Kolejny dzień naszych jesiennych wakacji spędziliśmy w Ogrodzieńcu. Bardzo dobrze wspominałam to miejsce z poprzedniego pobytu, więc od razu zrobiłam rezerwację. Polska jest piękna, to bez wątpienia, ale nie do wszystkich miejsc prowadzi ładna czy choćby porządna droga. Hotel Poziom 511 w Ogrodzieńcu jest wyjątkowo umieszczony, bo tuż przy ruinach zamku, ale trzeba przejechać przez całą miejscowość, a na koniec wjechać pod stromą górę kilkaset metrów drogą, która w zimie musi być wyzwaniem dla czegokolwiek, co nie ma napędu 4×4. A może i łańcuchów na oponach. No, ale na razie mamy jesień, więc nie było problemu. Widok z górnej części hotelu jest naprawdę zachwycający, a połączenie starszej i nowszej architektury bardzo ciekawe. Jeśli ktoś lubi piesze spacery albo jazdę na rowerze, pewnie doceni Hotel Poziom 511 jako miejsce wypadowe – ale w samym Ogrodzieńcu jest kilka innych adresów, może nie tak spektakularnych wizualnie, ale być może też pozbawionych mankamentów, jakich nie ustrzegł się hotel, w którym się zatrzymałam. Zacznę jednak od tego, co mi się podobało: książki stojące w recepcji, które można sobie wypożyczyć, to doskonały pomysł. Nowatorski kształt bryły hotelu, zmuszający do spacerów, to plus dla mnie i mojej chęci wykręcenia codziennie 10000 kroków. A najlepsza była kolacja w restauracji hotelowej. Zjedliśmy dwie wersje tatara – z wołowiny i ze śledzia, z przegrzebkami, potem kociołek prażonek jurajskich, czyli ciekawe danie regionalne, a na koniec – mus czekoladowy i tartę żurawinową. Wszystko pięknie podane, bardzo smaczne, desery nawet za duże jak na moje potrzeby. Do tego wybór win od Mielżyńskiego. Wyszliśmy zachwyceni. Tym większe było nasze zdumienie, kiedy na śniadaniu okazało się, że sery i wędliny (poza tymi pieczonymi być może na miejscu) to najtańszy supermarketowy sort, nikt nie proponuje np. omletu czy jajek na miękko, a caprese jest tak naprawdę marnej jakości pomidorem z marnej jakości serem w stylu mozzarelli, bez żadnego sosu nadającego całości smak i sens. Zjadłam trochę twarożku, trochę pasty z jajek i to tyle, jak chodzi o śniadanie. Drugi minus to WiFi. Hotel opisuje, że jest ono dostępne, więc od razu wpięłam do niego komputer i zaczęłam pracę. Czy raczej usiłowałam zacząć. WiFi działało chwilę, potem przestawało. Nie było jak nawet wysłać maila, nie mówiąc o czymkolwiek innym. I tak, mam spory przesył danych w komórce i poradziłam sobie bez hotelowego WiFi, ale to nie o to chodzi. Na początku napisałam, że byłam już w hotelu Poziom 511. Było to ponad 3 lata temu, zapewne wkrótce po otwarciu tego miejsca. Od tego czasu, niestety, to i owo się zużyło – wypaczone od wody listwy przy drzwiach łazienkowych, obita ściana nad toaletą są może niewielkimi mankamentami, ale to nie jest miejsce, w które zabrałabym obcokrajowca, żeby pochwalić się tym, co w Polsce najlepsze. Nawet mimo widoków. Dziękujemy firmie Mazda Motor Poland za umożliwienie tej wycieczki. Share and Enjoy Share on Facebook Retweet this The post Jesienne wakacje: Hotel & Restauracja Poziom 511, Ogrodzieniec appeared first on Jest Pięknie.

Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady!

Szafeczka blog

Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady!

Jak zorganizować wyjazd do Paryża - loty, dojazd, przejazdy, noclegi

Fashionable

Jak zorganizować wyjazd do Paryża - loty, dojazd, przejazdy, noclegi

Spacerem po Mediolanie

charlizemystery

Spacerem po Mediolanie

Wtorlinki #58 - podróżnicze

KRÓLICZEK DOŚWIADCZALNY

Wtorlinki #58 - podróżnicze

Nasza niezwykła podróż do Włoch - czas start! Przystanek pierwszy -  Bergamo

Fashionable

Nasza niezwykła podróż do Włoch - czas start! Przystanek pierwszy - Bergamo

Trip: Barcelona w jeden dzień

DAAJAA

Trip: Barcelona w jeden dzień

Na wschód od Wisły: cz. 1. - Lublin

KRÓLICZEK DOŚWIADCZALNY

Na wschód od Wisły: cz. 1. - Lublin

Bardzo wakacyjny przegląd tygodnia – Kazimierz Dolny, Lublin, Jezioro Bialskie

Lifemenagerka

Bardzo wakacyjny przegląd tygodnia – Kazimierz Dolny, Lublin, Jezioro Bialskie

W podróży

GUMIJAGODA

W podróży

Złap oddech za miastem

charlizemystery

Złap oddech za miastem

Jak wybrać ofertę biura podróży (i nie żałować!) - na przykładzie Lavris Hotel, Kato Gouves, Kreta

ANIA MALUJE

Jak wybrać ofertę biura podróży (i nie żałować!) - na przykładzie Lavris Hotel, Kato Gouves, Kreta

Jest pięknie

Wakacje dzień 5 – przyjazd na Rugię

Rugia to niemieckie wybrzeże. Dlaczego chciałam tu spędzić wakacje? Wakacje traktuję umownie; nie bawi mnie tydzień czy dwa leżenia w piasku gdziekolwiek. Lubię poznawać okolicę – najchętniej na piechotę, bo samochodem jeżdżę na co dzień, a rowerów nie lubię. Rugia to pomysł na wakacje, jeśli kilkaset km z Polski nie jest problemem (albo mieszka się bliżej granicy niż ja). Na pomysł odwiedzenia tego miejsca wpadłam, dowiedziawszy się o tym, czym była Prora. Bardzo chciałam to skupisko budynków zobaczyć, więc poszukałam najbliższego miasta. Najpierw jednak musieliśmy tu dojechać z Berlina. Ponieważ lubimy jeździć samochodem, to wybraliśmy drogę nie przez autostradę, ale przez tzw. boczne drogi. Bocznych dróg w rozumieniu jazdy przez wioski i miasteczka była może połowa. Plus jest taki, że te ich wioski naprawdę wyglądają ładnie i mimo że w każdej ktoś oferuje grzyby, owoce czy warzywa, to jakoś zwykle stragany są w podwórzu a nie przy drodze (gdzie jest niebezpiecznie, nie mówiąc o tym, że owoce z całodniowym kurzem i osadem z rur wydechowych nie są wiele warte), a wszystkie szyldy są schludne i niewielkie. Minus jest taki, że nikt be potrzeby przez te wsie nie jeździ, bo korki. Po to są autostrady, żeby z nich korzystać. Kiedy już wjechaliśmy na Rugię, zaczęliśmy zapamiętywać, gdzie są stacje benzynowe – w polskich kurortach różnie z tym bywa. Po czym okazało się, że w Binz jest ich ze trzy, jedna koło drugiej, więc nie będzie problemu z tankowaniem. Gdybym chciała zrobić zakupy, też mogę – jest i Lid, i Tommy Hilfiger. I pewnie ze 100 innych sklepów, sklepików i straganów. Ale nie wygląda to i nie brzmi tak, jak nasze Władysławowo czy Łeba, dwa najokropniejsze miasta nadmorskie. Nie ma krzykliwych bannerów, neonów, nie ma dudniącej muzyki. Na promenadzie prowadzącej na plażę zauważyłam może trzy tablice informacyjne z logo Nivea – ale tylko z ich logo, poza tym można tam znaleźć faktycznie przydatne informacje. Co krok toalety, kubły na śmieci, pojemniki na psie kupy i podajniki torebek na nie. I nic dziwnego, bo psów jest mnóstwo – wszystkie grzeczne, idące na smyczy przy nodze. W barze na plaży mogę się napić piwa i zjeść bułkę z rybą, ale gdybym miała ochotę do mojej kajzerki ze śledziem wypić kieliszek wina albo szampana, nie ma przeszkód, mogę wybrać coś z szerokiej oferty. Na samej plaży ludzi mnóstwo, ale NIKT nie dudni muzyką z komórki ani radia, nikt nie jest pijany, nikt nie drze się opętańczo, dzieci bawią się, ale raczej w sposób nie wadzący innym. Kiedy młody chłopak niechcący dotknął piłką panią leżącą obok, przeprosił, ukłonił się, pani się uśmiechnęła. Czyli jednak da się być miłym i nikomu od tego niczego nie ubywa. To bardzo budujące. Na kolację poszliśmy „do siebie” – śpimy w Oma’s Kueche & Quartier. Może nie z widokiem na morze, ale za to w bardzo przestronnym, wygodnym apartamencie. Stylistyka nadmorska, więc ja jestem zachwycona. Wypiliśmy piwo, Marek wybrał mięso, ja rybę. Porcje ogromne – w zasadzie najedlibyśmy się połową, ale w ten sposób, brak czekadełek nie dziwi. Nikt tu nie przeje i dania głównego, i dodatków. Jeszcze o pensjonacie – jest to coś tak dalekiego od moich preferencji, jak chodzi o wystrój, jak tylko się da. Nie lubię żadnych durnostojów, wiszących obrazków, pierdółek, a tutaj jest tego tyle, że obdzieliłoby się ze trzy domy. Ale wszystko jest przemyślane, czyste, to nie jest sposób na zamaskowanie złego stanu technicznego. No i uwaga, jesteśmy tu w środku sezonu, ale nikt nie ma problemu z tym, że wynajęliśmy pokój tylko na 2 noce. Share and Enjoy Share on Facebook Retweet this The post Wakacje dzień 5 – przyjazd na Rugię appeared first on Jest Pięknie.

Krótka relacja z Grecji - tygodnik

ANIA MALUJE

Krótka relacja z Grecji - tygodnik

 Zapraszam na bardzo krótką relację z moich wakacji na Krecie ;-). Będzie kilka zdjęć i kilka linków godnych uwagi, bo na więcej niestety mnie w tym momencie nie stać ;).Te wakacje to dla mnie walka z moim uprzedzeniami (kilka lat temu, gdy byłam bardziej negatywną osobą, gardziłam wczasami All-Inclusive...), ale też trochę strach o to, jak poradzi sobie mój organizm. Nie lubię narzekać na moją chorobę, ale zmiana klimatu, kuchni i wilgotności powietrza była dla mnie dużym wyzwaniem. Na tyle dużym, że w zeszłym roku nie wyściubiłam nosa poza kraj, chociaż miałam odłożone na ten cel pieniądze. Ok, wyściubiłam na bardzo krótki wyjazd do Paryża, ale to się raczej nie liczy.Moja choroba dotyczy głównie gospodarki wodnej organizmu, czyli zamiany prawie wszelkiej wody w śluz, który zalepia mi głównie oskrzela i płuca. Chlorki w pocie i te sprawy. Plus pewne cechy zespołu Cushinga, którego dorobiłam się przez leki sterydowe - bawoli kark, kulenie ramion i charakterystyczne puchnięcie brzucha zauważycie pewnie na zdjęciach, które pojawią się w tygodniu.I co? I więcej strachu, niż to było warte! Grecki klimat niesamowicie mi służył, chociaż grecka kuchnia już nieco mniej ;). Było niesamowicie, intensywnie, ciepło i sympatycznie. Zdecydowałam się na totalny reset w postaci wakacji bez zwiedzania (prawie się udało ;-)), z leżeniem na plaży, w morzu i basenie, czytaniem książek i brakiem zmartwień.  Kto wypatrzy kota na tym zdjęciu? ;-).Z kotami jest długa i smutna historia, którą opowiem wam później...jeśli uda mi się odzyskać jakieś 3/4 zdjęć. Wybrałam się bowiem na krótki wypad do Heraklionu - aparat się zbuntował i przegrzał po 3 minutach! Tak samo, jak klej łączący kartki w czytanej przeze mnie książce, która się po prostu rozpadła. Czasopisma puszczały farbę, a bawełniane ubrania wypełniające jakieś 3/4 mojej walizki, okazały się kompletnie niepraktyczne - podobno trafiłam na największą falę upałów - żadnej chmurki na niebie, żadnego wiaterku i piasek po którym lepiej nie spacerować boso - no chyba, że jesteśmy amatorami biegów przez rozżarzone węgle ;-).  Nietrudno się domyślić, że wybrałam cieplutkie morze i leżaczki. Góra od bikini - KLIK, dół - nie pamiętamMożna iść ze 100 metrów wgłąb morza i wciąż mieć grunt oraz widzieć dno i pływające rybki. Krystalicznie czysta woda i złocisty piasek, bosko! Opłaciło się szukać odpowiedniej części Krety przy rezerwacji wycieczki ;-).Narzutka z pierwszego zdjęcia : klikMówiłam coś o Cushingu? Zobaczcie jak skręcam ramiona do przodu. Niestety nie jest to moja zła wola, starałam się nawet intensywnie nad tym pracować i pływać - jeden z moich większych lęków został pokonany, pływałam żabką bez strachu. W sumie zdałam sobie sprawę, że wszystkie moje lęki związane są z oddechem, ale to specyfika choroby. Znowu ;-).Gdy po przegrzaniu aparat postanowił się włączyć, zaczął robić zdjęcia bez ostrości - bez względu na światło :D. Cóż, nie pokażę Wam wieczornego spaceru wzdłuż plaży. Sukienka KLIKDlaczego gwiżdżąc na zakazy "ze względów higienicznych prosimy nie karmić psów i kotów", karmię tę kotkę...suchym chlebem? Bo była niesamowicie głodna, jak jakieś 3/4 kotów i psów na tej części wyspy. Patrząc na to ile jedzenia marnuje się w hotelach, mam ochotę dać Grekom czerwoną kartkę. Oj, nieładnie drodzy Grecy! Ale to materiał na osobny tekst. Na zdjęciu widać przypadkiem moje ulubione sandałki na szpilce - KLIK - to trochę szczęśliwy talizman, bo kupiłam je sobie w nagrodę za obronę pracy magisterskiej...jeszcze przed obroną. Niesamowicie wygodne! To zdjęcie wygląda jak dziwna grafika, ale to najprawdziwsza ryba. Wybrałam się bowiem do CretaAquarium by podziwiać rekiny. Dziwny spacer, dziwne ryby i dziwne wnioski - ryby mają tak tępe wyrazy twarzy (no wiecie, tych profili ;-)), że nie mam żadnych moralnych wyrzutów sumienia związanych z ich jedzeniem. Tak, na Krecie jadłam głównie ryby ;-).Lot samolotem i zmiany ciśnienia także nie były takie złe, jak myślałam. Chociaż oczywiście się przeziębiłam - pasażerka dwa siedzenia obok była zbyt otyła, by zapiąć pas. Wstydząc się poprosić o specjalną przedłużkę, założyła gruby sweter którym przykryła brzuch i...włączyła klimatyzację na full, bo było jej za gorąco. Ja i moje cztery paczki chusteczek wysmarkanych w ciągu trzech godzin, bardzo serdecznie tę panią pozdrawiamy! ;-). Kichałam tak potężnie, że mam przygryziony język z dwóch stron, więc mówię dzisiaj sepleniąc jak małe dziecko. Cóż, przygoda ;-).Dajcie znać co interesuje Was najbardziej jeśli chodzi o wakacje - jak wybrać miejsce i hotel by nie żałować, czego posmakować, jak się spakować (mogę dużo opowiadać na swoich błędach), oraz czy Grecja w kryzysie jest bezpieczna... postaram się odpowiedzieć na te pytania.Kapelusz KLIK, koronkowy top KLIK, szorty KLIK (podobne)a  bonusie Heraklion :Wybrałam się do miasta #Heraklion - 3 minuty słońca i aparat się przegrzał

Jest pięknie

Wakacje dzień 3. – Drezno i przyjazd do Berlina

Z Zamku Czocha wyjechaliśmy z samego rana, zjadłszy tylko śniadanie. Postanowiliśmy przespacerować się po Dreźnie po drodze do Berlina. Drezno robi wrażenie. Zabytki i nowoczesne budynki współgrają ze sobą idealnie, bo nikt nie usiłował niczego zmieniać. Stare kamienice są kolorowe, pełne detali, a nowoczesne budynki, chociaż dorównują starym wysokością i nawiązują kształtem, to jednak nie imitują niczego. No i ogromne podziemne parkingi – da się to tak zorganizować, żeby wjechać do centrum miasta, ale nie zakorkować go na amen i nie zapchać każdego wolnego skrawka powierzchni samochodami. Przeszliśmy się też po centrum handlowym – w końcu to też spacer. Niestety, nie ma niczego, czego by u nas nie było, nawet jeśli nazwy się trochę różnią, to oferta jest taka sama. Czyli niczego nie kupiliśmy. Trasa do Berlina przebiegła bez większych rozrywek – po to są autostrady. Niemcy są o wiele bardziej uprzejmi na trasie – może po prostu bardziej obyci z trasami szybkiego ruchu niż Polacy. O ile 150 km do Łodzi z Warszawy to zwykle masa stresu, to tutaj naprawdę można włączyć tempomat i jechać. Jeśli trzeba zmienić pas, nie ma sprawy, nawet przy większym ruchu. Dojechaliśmy do hotelu, który mieliśmy zarezerwowany. Kolejna rezerwacja z Miles & More i kolejne rozczarowanie. Tym razem na tyle duże, że od razu sprawdziliśmy, czy są pokoje w hotelu, w którym mieszkaliśmy przy poprzednim pobycie w Berlinie i wynieśliśmy się z Mark Apart Hotel po jakichś 40 minutach. Na szczęście ibis styles Berlin Mitte miało dla nas pokój, o wiele bardziej nam odpowiadający. Dla wyjaśnienia – pokój w pierwszym hotelu był na pewno większy, ale zaniedbany, z brudną wykładziną, popękanymi ścianami. W dodatku Wi-Fi uprawniało do podłączenia tylko jednego urządzenia, za każde kolejne musiałabym dopłacać. Na zdjęciach w sieci widać ten sam hotel, ale zdjęcia częściowo pochodzą chyba z dnia otwarcia hotelu i na pewno są dobrze wyretuszowane. Piątek znaczy pizza – znaleźliśmy niezłą pizzerię na Linienstrasse, zamówiliśmy pizzę i wino. I tak skończył się ten dzień. Share and Enjoy Share on Facebook Retweet this The post Wakacje dzień 3 – Drezno i przyjazd do Berlina appeared first on Jest Pięknie.

Wrocław na weekend

Lifemenagerka

Wrocław na weekend

Wakacje z Itaka - Turcja - Side

Vivi & Oli

Wakacje z Itaka - Turcja - Side

O tym wyjeździe myślałam już od dłuższego czasu. Potrzebna nam  była mała odskocznia, odpoczynek.  Taki wyjazd i czas kiedy jedyne o czym trzeba pomyśleć to czy iść dziś na plaże czy na basen. Dlatego tak bardzo mimo tego że jeździmy dużo sami, lubię wyjazdy zorganizowane, takie z konceptem all inclusive. Nie martwię się wtedy czy jest mleko do kawy i czy dzieci mają świerze pieczywo na śniadanie,  kto pójdzie do sklepu i gdzie w ogóle jest jest sklep. Czy już trzeba zacząć obiad gotować czy jeszcze chwile...Jako mama bliźniaków ciągle jestem postawiona w gotowości, muszę mieć logistykę opanowaną do perfekcji, zaplanowany dzień, posiłki, zakupy, porządki, prania, zadania...a jak miło gdy czasem wszystko jest już zaplanowane, zrobione, ugotowane. Śniadanie po którym nie trzeba posprzątać, pani która na chwile zajmie się dzieciakami, pan co im kolorowe drinki zrobi, i lody o odpowiedniej porze poda. Malutki busik które zawiezie nad morze i przywiezie z powrotem, do posprzątanego już pokoju, a wieczorem po drzemce, kolacja już będzie  gotowa i nawet zupa w środku nocy jak któreś z dzieci zgłodnieje bedzie. Brzmi to wszystko jak jakaś błahostka, ale odkąd mam dzieci i jak by nie było sama je wychowuje taki tydzień gdzie nie muszę nic planować to dla mnie ogromny luksus. . . a do tego sam hotel luksusowy, ale od początku.Mieliśmy wyjechać do Egiptu, ale po strasznej tragedii w Tunezji wolałam nie ryzykować i postanowiłam wybrać mniej narażony region. Padło na Grecje która na lipiec była już cała wykupiona a po za tym tam też zamieszanie. Naturalną myślą była Turcja tak dobrze mi znana i kochana. Mieszkałam tu trzy lata jako przewodnik wycieczek i rezydentka. Zmierzałam dziesiątki  tysięcy kilometrów opowiadając o urokach, zabytkach i kulturze tego fascynującego kraju i znam chyba wszystkie jego hotele.  Kapadocja, Pamukkale, Istambul znam jak własną kieszeń i jeszcze kiedyś na pewno zabiorę dzieciaki w te miejsca, tym razem mieliśmy odpocząć, więc tylko smażing i plażing. Moim ukochanym i jednym z piękniejszych regionów Turcji jest Bodrum i jego okolice. Położone na zachodzie Turcji z mocno poszarpaną linią brzegową, pełne małych wysp i wysepek. Byłam pewna że wylądujemy właśnie tutaj, ale ostatnie miejsce w znanym mi hotelu sprzątnięto nam sprzed nosa. Bo tu ważne by hotel był w samym Bodrum lub Gumbet wtedy mamy miasto na wyciągnięcie ręki ( np TU gdzie miałam okazje pobyć  ) jeśli macie ochotę. Jak nie można wybrać coś na bardzo znośnym odludziu jak np TUTAJ czy TUTAJ . Wszystkie te hotele znam i mogę szczerze polecić. Mi zależało na pierwszyszm ze względu na położenie i możliwość spędzenia wieczorów w TYM pięknym miejscu w porcie. Marina Yaht Club to renomowane miejsce spotkań Tureckich celebrytów a samo Bodrum  to Tureckie Saint Tropez. Co sezon na plenerowej scenie, można upijać i upajać się tu jazzem w wykonaniu mojego starego przyjaciela Fatih Erkoc przy kieliszku lokalnego wina do samego rana... ale stop! rozmarzyłam się... wróć - dzieci- piasek- wakacje.Tak wiec Bodrum odpadło i padło na SIDE w regionie Manawgat, bo to tu, na riwierze Tureckiej są najpiękniejsze plaże, więc i raj dla dzieci. stąd też blisko na jedną z wycieczek którą polece w następnym wpisie. Przepiękny Zielony Kanion, wodospad w Manawgacie czy delfinarium z możliwością pływania z delfinami to wycieczki typowe dla rodzin z dziećmi. Wybrałam Hotel Crown Palace ( wolne terminy od sierpnia ) ale tak naprawdę wszystkie hotele w Side w ofercie ITAKI to dobre hotele, ja sugerowałam się terminem i wolnymi lotami. Wszystkie TE hotele mają wspólny mianownik 5 gwiazdek, wysoki standard obsługi, zjeżdżalnie wodne, animacje i plaże - czego chcieć więcej ?!!   Jeśli planujecie wakacje całą rodziną wtedy warto skorzystać z opcji :- I...TAKI HIT ! znajdziecie tu codziennie nowe oferty w dobrych cenach - wakacje na każdą kieszeń w różnych kierunkach. Zmieniają się co 24 godziny więc watro śledzić oferty TUTAJ - zniżka -50 % na dziecko - TUTAJ  czy last minute TUTAJ - Itaka & Gala - to wyselekcjonowane hotele i podróże w stylu gwiazd, możecie się zanurzyć w luksusie . . . Nie muszę chyba pisać że ITAKA to jedno z najlepszych biur podróży w Polsce a opieka na miejscu jest bez zastrzeżeń. My byliśmy zadowoleni pod każdym względem :)To pierwszy z kilku wpisów oczekuijcie też filmu :) Dziękujemy ITAKA za wspaniały czas :*

Travel guide – pakowanie walizki na dwutygodniowe wakacje

KAMERALNA

Travel guide – pakowanie walizki na dwutygodniowe wakacje

Weekendowy wypad do Krakowa + insta

Fashionelka

Weekendowy wypad do Krakowa + insta

Barcelona – ulice, parki, Sagrada Familia, Park Güell

Lifemenagerka

Barcelona – ulice, parki, Sagrada Familia, Park Güell

Barcelona – Sants Montjuic, La Boqueria, plaże

Lifemenagerka

Barcelona – Sants Montjuic, La Boqueria, plaże

Miasto stu mostów - most milenijny

Nieperfekcyjna Pani Domu

Miasto stu mostów - most milenijny

Egipt part I

Honorata HONEY Skarbek

Egipt part I

JOTEM

Dubaj z lotu orła. Nowy rekord świata w locie z najwyższego budynku na świecie

W połowie marca,  ruch ochrony środowiska FREEDOM ustanowił nowy rekord świata polegający na pomyślnym przelocie orła z kamerą ze szczytu najwyższego budynku świata.  Orzeł zleciał z Burj Khalifa w Dubaju z wysokości blisko 830 metrów. Lot orła ze znajdującego się 829,8 m nad ziemią wierzchołka wieżowca Burj Khalifa jest pierwszym wydarzeniem tego rodzaju. To również nowy światowy rekord wysokości udokumentowanego przelotu ptaka z budynku. Orzeł Darshan jest przykładem zagrożonego gatunku, który ocalono i odbudowano poprzez globalne programy ochrony środowiska. Nowy rekordzista świata pełni więc obecnie rolę ambasadora wszystkich zagrożonych zwierząt na Ziemi. Orły cesarskie, dawniej wymienione w „Czerwonej Księdze” ginących gatunków, obecnie nie są narażone na wymarcie. Ptaki drapieżne stanowią część kulturowego dziedzictwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich — kraju, którego symbolem narodowym jest złoty sokół. Dubaj aktywnie wspiera międzynarodowe wysiłki na rzecz ochrony zagrożonych gatunków, takie jak prowadzone przez Freedom Conservation. Mimo szybkiego rozwoju jako głównego centrum biznesu w regionie Dubaj od dawna uznaje swoją odpowiedzialność za zachowanie środowiska naturalnego, zwłaszcza unikatowych siedlisk zwierząt na pustyni. Zjednoczone Emiraty Arabskie zawsze aktywnie chronią gatunki w niebezpieczeństwie. W trosce o ochronę zagrożonych zwierząt przez ostatnie trzy dekady wprowadzono szereg nowych przepisów i utworzono przeszło 15 rezerwatów przyrody. Orły Freedom Conservation latały już z najsłynniejszych europejskich pomników architektury, takich jak wieża Eiffla w Paryżu (301 m) czy londyńska katedra św. Pawła. Nagrane przy tej okazji niepowtarzalne materiały filmowe cieszyły się ogromnym zainteresowaniem i znacząco przyczyniały się do popularyzacji działań organizacji. Treserem orłów jest światowej sławy sokolnik Jacques-Olivier Travers. Jego pionierskie techniki i rozwiązania — oparte między innymi na wykorzystaniu paralotni, nart czy kajaka — pomagają zagrożonym orłom wykształcić niezbędne umiejętności życiowe, a w rezultacie zwiększają wskaźniki reintrodukcji. Travers bywa więc nazywany „człowiekiem, który uczy orły latania”. Do udokumentowania lotu posłużyła kamera Sony Action Cam.   Post Dubaj z lotu orła. Nowy rekord świata w locie z najwyższego budynku na świecie pojawił się poraz pierwszy w Lifestyle, technologie, ciekawostki blog kulinarny.

Doświadczając Wilno...

KRÓLICZEK DOŚWIADCZALNY

Doświadczając Wilno...

Jak zorganizować wyjazd do Londynu – moda i zakupy

Fashionable

Jak zorganizować wyjazd do Londynu – moda i zakupy

Śladami Kevina Samego w Nowym Jorku

charlizemystery

Śladami Kevina Samego w Nowym Jorku

W góry z dzieckiem!

Szafeczka blog

W góry z dzieckiem!

Jak zorganizować wyjazd do Londynu – 10 miejsc, które bezpłatnie odwiedzisz w Londynie

Fashionable

Jak zorganizować wyjazd do Londynu – 10 miejsc, które bezpłatnie odwiedzisz w Londynie