Czym obudzić grafika, czyli jaka kawa o 7rano?

7 rano

Czym obudzić grafika, czyli jaka kawa o 7rano?

Facetem jestem i o siebie dbam

Kuźnia charakterów vol.1 (cierpliwość i systematyczność)

Panowie, przed wami pierwszy etap mojego autorskiego programu pracy nad sobą. Od razu ostrzegam, że jeśli ktoś z was uważa, że: a) nie ma nigdy czasu; b) nigdy mu nic nie wychodzi; c) jest zdolny ale leniwy, to może od razu pakować manatki i zamknąć ten wpis. Dlaczego zaczynamy od cierpliwości i systematyczności? Przyczyna jest […]

3 drinki z Cointreau, które zrobisz w 5 minut

Jest pięknie

3 drinki z Cointreau, które zrobisz w 5 minut

Zamiast banalnej wódki z sokiem czy ogranego mojito, podaj drinki z Cointreau. Znajomi będą zachwyceni! Nie promowany czytaj dalej

Trudne słowa na literkę „k”

Szafeczka blog

Trudne słowa na literkę „k”

Facetem jestem i o siebie dbam

Depilacja klatki piersiowej

Sprawa jest poniekąd podobna do kwestii depilacji miejsc intymnych, o której możecie przeczytać tutaj. Aczkolwiek w przypadku klatki piersiowej dochodzą pewne niuanse, na które warto zwrócić uwagę. Golić klatę czy nie golić? Nie chciałbym tutaj roztrząsać nieśmiertelnego pytania typu „co jest bardziej męskie?”, albo „co się bardziej podoba kobietom?”. Decyzja dotycząca golenia lub niegolenia klatki […]

Przepis na...Ciasto jogurtowe z malinami

It's so easy

Przepis na...Ciasto jogurtowe z malinami

Jak bezpiecznie prostować włosy? 6 porad!

Jest pięknie

Jak bezpiecznie prostować włosy? 6 porad!

Facetem jestem i o siebie dbam

Najpierw masa, potem rzeźba? Czyli jak naprawdę nabrać masy mięśniowej

„Najpierw masa, potem rzeźba” to chyba najbardziej wyświechtany frazes dotyczący treningu siłowego. O co tak naprawdę chodzi i ile w tym prawdy? O tym właśnie jest ten wpis. Na wstępie szybkie wyjaśnienie pojęć. „Masa” w tym powiedzeniu ma oznaczać przyrost tkanki tłuszczowej, lub też zwiększone spożycie węglowodanów, czy też po prostu nadwyżkę kaloryczną w diecie. […]

Gdzie po zioła w Krakowie? Ziołowe zakupy w Ogrodzie Łobzów.

Ziołowy zakątek

Gdzie po zioła w Krakowie? Ziołowe zakupy w Ogrodzie Łobzów.

Facetem jestem i o siebie dbam

Pokochać smutek

Gdyby jakiś psycholog pisał dekalog z pewnością zawarłby tam następujące zdanie. Nie ma złych emocji. Smutek nie jest zły. Gniew nie jest zły. Nienawiść nie jest zła. Złe może być, to jak z tymi emocjami będziemy postępować. Emocje są niczym innym jak (bardzo ważnymi) sygnałami wysyłanymi do naszej świadomości przez psychikę. Niestety ale wiele osób […]

Wiza turystyczna B2 do USA. Krok trzeci (ostatni) - kontrola imigracyjna.

77Gerda

Wiza turystyczna B2 do USA. Krok trzeci (ostatni) - kontrola imigracyjna.

Wiza w paszporcie wbita. Podróż zaplanowana. Lecimy!Jak pisałam w poście o rozmowie w konsulacie, otrzymanie wizy nie gwarantuje Ci wjechania na teren USA. Musisz przejść na lotnisku w Stanach przez inspekcję imigracyjną. Nic się jednak nie bój. Dasz radę!:)Etapy odprawy imigracyjnej:Formularz wizowy I-94.Deklaracja celna.Rozmowa na lotnisku w USA z urzędnikiem imigracyjnym.Druk I-94.Kiedy ja w kwietniu 2013 roku wylatywałam do Los Angeles przepisy mówiły, iż przed rozmową z urzędnikiem konieczne jest wypełnienie formularza wizowego I-94. Dostawało się w samolocie od stewardessy lub też wcześniej na lotnisku przy odprawie (tak było w moim przypadku) karteczkę do wypełnienia, którą trzeba było oddać na odprawie. Była to absolutna konieczność! Po 30.04.2013 sytuacja została uproszczona. Nie musisz już wypełniać I-94. Możesz to zrobić i z tego co słyszę jeszcze w niektórych liniach lotniczych obsługa samolotu takie kartki rozdaje, ale nie jest to wymóg konieczny.  Nawet jeśli podasz go urzędnikowi na lotnisku w USA, może on go wyrzucić, nie przyjąć, ale też może zabrać dla Twojego świętego spokoju:)W każdym razie I-94 jest aktualnie tworzony automatycznie poprzez skan Waszego paszportu, w czasie przekraczania granicy ze Stanami. Możesz go wygenerować dla własnego użytku (ale nie musisz) na tej stronie >>. Oczywiście już po odprawie.Po wpisaniu imienia i nazwiska, daty urodzenia, kraju pochodzenia i numeru paszportu, zobaczysz swój formularz wizowy. Sprawdzisz też w tym miejscu własną historię pobytów w USA, ale tylko po 30.04.2013. Uwaga! Zrobisz to tylko będąc na terytorium Stanów. Po wyjeździe nie masz dostępu do tych danych.Jest zatem teraz prościej i to się chwali.2. Deklaracja celna.Wypełnić nadal musisz. Z tego co wiem, tu się nic nie zmieniło. To oświadczenia, w którym informujemy, czy zgłaszamy coś do oclenia. Wiadomo, jednak że staramy się nie zabierać nic, co by wymagało jakiś opłat. Nawet jeśli nic nie zgłaszamy na cło, musimy ten druk wypełnić.3. Kontrola imigracyjna.Znowu jakaś rozmowa?Przemaglują nas, co nie?:) Ten poważny Pan, do którego stoisz w kolejce po wyjściu z samolotu zadecyduje, czy Twoja noga stanie na amerykańskiej ziemi czy nie. Naszykuj paszport, miej na wierzchu ewentualnie bilet powrotny (często proszą o okazanie) i czekaj cierpliwie. Wszyscy obywatele krajów, gdzie wymagana jest wiza do USA, muszą przejść przez tzw. primary inspection. Obywatele większości krajów idą sobie zatem luksusowo przez bramki wyjściowe, a Ty stoisz niestety w kolejce, czasem naprawdę dłuuugiej i....po kilkunastu godzinach lotu (u mnie po 17 h), marząc o śnie w normalnym łóżku, jeszcze masz nerwa, czy Cię łaskawie wpuszczą:)W zależności od lotniska stanowisk inspekcyjnych może być kilka lub kilkanaście. Rada? Staraj się wyjść szybko z samolotu i nie wlec na odprawę. Kto pierwszy, ten krócej czeka. W innym przypadku można tam wrosnąć w podłogę, a krzesełek nie ma. Przynajmniej na lotnisku w Los Angeles, gdzie ja lądowałam.W końcu Twoja kolej.Podajesz paszport. Sprawdzana jest Twoja wiza, skanowane są linie papilarne. Umieszczają dane w systemie. Od teraz Wielkie Amerykańskie Imperium ma Cię już na widelcu!Urzędnik będzie Ci się przyglądał. Czasem nawet intensywnie. Nic się tym nie przejmuj. Zada Ci też kilka pytań. Ile, jakie? To zupełna loteria. Zależy od człowieka, miasta, lotniska. Standardowe pytanie na wstępie: Skąd jesteś? Widzi to w paszporcie jak wół, ale pyta chyba zawsze. O co mnie zapytano?- Kraj pochodzenia?- Pierwszy raz w Stanach? - Jaki jest cel wizyty? Koniec. Nie maglowano mnie, nie wypytywano. Chyba wzbudzam zaufanie:) Wszystko poszło sprawnie i szybko. Koleżankę troszkę dłużej przetrzymano. Z tego co opowiadała pytano ją, czym zajmuje się w Polsce, kazano pokazać bilet powrotny i zadano kilka pytań o plan wycieczki.Mogą zatem Cię zapytać w zasadzie o wszystko. Miejsce pobytu w USA? Czy będziesz tu u rodziny, czy w hotelu? Na jak długo chcesz zostać? Z kim lecisz? Twoja praca, zarobki?Warto być konkretnym, zdecydowanym, śmiałym i dość poważnym. W zasadzie pracownikom tego urzędu nie wolno wdawać się w żarty, uśmiechy czy prywatne konwersacje, choć pewnie takie czasem też mają miejsce.Np. przy odprawie mojej bratowej w San Francisco, zaraz po tym jak oznajmiła, że jest z PL, padło pytanie: Przywiozłaś pierogi, kiełbasę, szarlotkę?:) Taaa chcieliby....:) Jak widać naszą kuchnię cenią nawet za Oceanem i mają rację!W zasadzie większość osób bez problemu przechodzi przez primary inspection. Nie znam osobiście przypadku, by było inaczej. Nie ma się czego bać. To rutynowa procedura. Urzędnik wbija Ci w paszport pieczątkę z czasem pobytu, wita Cię w USA i już.Zazwyczaj możesz zostać jednorazowo na wizie turystycznej 6 m-cy. Nawet jeśli masz wykupiony bilet powrotny za kilka tyg., tak jak było to w moim przypadku. Rzadko kiedy dostaniesz na krócej, ale oczywiście taka ewentualność istnieje. W czasie rozmowy do paszportu przypięto mi zszywką drugą część druku I-94, który przy wyjeździe z USA został mi zabrany. Jednak teraz gdy formularza tego nie trzeba już wypełniać, wydaje mi się, że tylko dostaniesz pieczątkę i to wszystko.Teraz naprawdę jesteś wolny! Zabierasz paszport, dbasz o niego pilnie przez cały pobyt, idziesz po odbiór bagażu i zaczynasz w pełni oddychać amerykańskim powietrzem:)Kilka dodatkowych informacji:Nie znam angielskiego lub znam słabo. Jak się dogadam na rozmowie?Nie musisz znać języka kraju, do jakiego się wybierasz. Nie ma takiego obowiązku. Pytania są proste, więc raczej nie powinieneś mieć problemu z ich zrozumieniem, ale urzędnik, jak będzie upierdliwy, może przywołać tłumacza. Czasem zdarza się, że pyta czy ktoś z kolejki stojących może tłumaczyć. Możesz też poprosić o tłumaczenie kogoś z bliskich czy osób z jakimi lecisz. Nie przejmuj się tym wcale. Najczęściej jest tak, że Ci co kompletnie nie znają języka, przechodzą łatwiej. Macha się na takiego ręką i ma z głowy:)Lecę z mężem, narzeczonym, całą rodziną. Czy rozmowa może być wspólna?Najczęściej tak. Zwykle rodziny podchodzą razem do stanowiska odpraw. Wszystko wtedy idzie sprawniej.Mama, chłopak, wujek, mąż koleżanka leci ze mną i ma paszport amerykański lub inny bezwizowy. Czy ja muszę przejść odprawę? Czy mogę iść razem z nim do wyjścia?Możesz iść ale i tak Cię cofną:) W tym przypadku więzy rodzinne nic nie dają. Masz paszport polski? Musisz iść na odprawę. Nie ma bata. Nie ważne, że Twoja rodzina, przyjaciele, ukochany już odebrali bagaż i jedzą hamburgera w barku przy lotnisku. Ty bez odprawy go nie zasmakujesz.Co to jest secondary inspection?Tak jak pisałam wyżej standardowa kontrola to primary inspection. Każdy z wizą jej doświadcza.Jeśli urzędnik ma jakieś wątpliwości, coś mu nie pasuje w dokumentach, w systemie itp.,może odesłać Cię na tzw. secondary inspection. To dokładniejsza kontrola z urzędnikiem wyższej rangi. Idziesz do specjalnego pokoju i tam inne osoby z Tobą rozmawiają. Jesteś poddawany trochę większemu maglowaniu. Ale to są naprawdę rzadkie przypadki. Po 11 września były one dość częste, ale obecnie zdarzają się sporadycznie, jeśli chodzi o nas Polaków. Oczywiście jednak taka ewentualność istnieje.na koniec tego etapu mogą Cię normalnie wpuścić na teren ich kraju lub nie.Istnieje też coś takiego jak deferred inspection. Zezwalają Ci na pobyt, ale warunkowo. Zostaniesz odesłany do opóźnionej inspekcji  w biurze imigracyjnym. Wygląda to tak, że umawiają Cię na spotkanie w określonym dniu i godzinie i musisz się tam stawić. By do tego Cię zmusić, mogą zatrzymać paszport. Tam ostatecznie przesądzą o Twoim losie.Piszę o tym, ale to naprawdę skrajne przypadki. Kogoś kto dorabia sobie w weekendy handlem bronią, żywym towarem, nie jada kolacji z przywódcą organizacji terrorystycznych, nie lata co miesiąc do Arabii Saudyjskiej, a pod nogawką spodni nie ma wszytego tajemniczego pendrive, nie powinno to dotyczyć:)Pamiętaj! To, że masz wizę na 10 lat, nie oznacza, że możesz tam siedzieć tyle czasu. Liczy się, na ile w paszport zostało Ci wbite pozwolenie jednorazowego pobytu. Najczęściej wynosi 6 m-cy. Każdy dzień przekraczający ten termin to pobyt nielegalny. Oczywiście ze Stanów wyjedziesz spokojnie, ale przy ponownym wjeździe możesz mieć na granicy problemy.Czy przy wyjeździe czeka mnie też jakaś procedura?Okazujesz paszport. Następuje jego skan i tyle. Mają udokumentowane, że teren USA opuściłeś.Jeśli zrodziły Wam się jeszcze jakieś pytania, piszcie śmiało.Wszystkim wyjeżdzającym za Ocean, życzę bezpiecznej podróży, udanego pobyty i całej masy wrażeń.Czy warto polecieć? Absolutnie warto! Nie ma nic piękniejszego niż podróże! Tylko błagam nie siedźcie w centrach handlowych, nie róbcie samych zakupów i nie traćcie czasu na wyłączne leżenie na plaży. Zwiedzajcie, miejcie kontakt w ludźmi, zobaczcie jak najwięcej! To jest zawsze bezcenne!Pozdrawiam!

Domowa perfumeria czyli robimy własne perfumy.

Ziołowy zakątek

Domowa perfumeria czyli robimy własne perfumy.

Facetem jestem i o siebie dbam

Gdzie są granice dbania o siebie?

Ten temat w jakimś stopniu poruszałem już na blogu, ale tak naprawdę nie do końca w tym kontekście. Pisałem raczej o tym w jaki sposób ja rozumiem koncepcję „zadbanego faceta”. Zainteresowanych odsyłam do dwóch tekstów na blogu tego i tego.Jeśli nie chce wam się czytać poprzednich wpisów, to w skrócie moja idea dbania o siebie […]

Jeśli kochasz swojego męża zrób mu nalewkę z głogu.

Ziołowy zakątek

Jeśli kochasz swojego męża zrób mu nalewkę z głogu.

W schronisku

Szafeczka blog

W schronisku

Jak każdy rodzic chciałabym, aby moje dziecko wyrosło na dobrego człowieka. Staramy się przekazywać jej wartości, które są dla nas ważne. Duży nacisk kładziemy na to, aby traktowała innych tak jak sama chciałaby być traktowana. Tu też pojawia się takie słowo jak „empatia”… Oczywiście nie możemy zrobić wszystkiego, wiele rzeczy po prostu przychodzi z czasem. Nie można też zamykać dziecka w „złotej klatce”, bo później może spotkać je wiele rozczarowań. Na świecie jest ból, cierpienie i krzywda. Wcześniej czy później sama to zobaczy… Ja mogę tylko pomóc w zrozumieniu tego wszystkiego. Moja córka temat „biednych zwierzątek” ma dość dobrze ogarnięty, bo w przedszkolu ciągle są zbiórki karmy. Jednak nigdy w samym schronisku nie byliśmy. Wybraliśmy się tam, żeby zawieźć koce i puszki z karmą. Ja wyszłam po chwili ze łzami w oczach, bo nie mogłam patrzeć na te psie ślepia, które aż krzyczały „weź mnie ze sobą”. Wyszłam od razu, a Nikola poszła z tatą odwiedzić kotki. Opowiadała mi potem przez godzinę o tych czworonogach. Tutaj widzę dużą różnicę… ja chyba zbyt emocjonalnie podchodzę do wszystkiego, a los takich zwierzaków zawsze mnie dobija. Ona patrzy na to inaczej… szuka pozytywów. Stwierdza że kotki nie mają tam tak źle, a pieski na pewno ktoś przygarnie, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że trzeba im pomagać. Takie podejście odziedziczyła pewnie po tacie i tak jest chyba najlepiej :) Tym wpisem chciałabym też zachęcić Was do pomocy w schroniskach. Jeśli nie wiesz jak, to najlepiej zadzwonić i zapytać czego najbardziej potrzebują :) A może kiedyś wrócicie do domu z jakimś zwierzakiem? Ja bym bardzo chciała mieć kota, ale na niego jeszcze przyjdzie czas. Jednak jestem pewna tego, że będzie pochodził ze schroniska :) Nie umiałabym kupić kotka kiedy tyle innych czeka na swojego właściciela… Czy ktoś z Was ma zwierzaka ze schroniska? a może pomagacie w jakiś sposób? The post W schronisku appeared first on szafeczka.com.

Na straganie w dzień targowy…

Lady of the House

Na straganie w dzień targowy…

Facetem jestem i o siebie dbam

Plan doskonały

Mam kilka książek dotyczących planowania i organizacji czasu. Wszystkie są śmiertelnie nudne i nie udało mi się dobrnąć do końca żadnej z nich. Ale jedno jest pewne – planowanie to doskonała metoda na osiąganie własnych celów. W tym wpisie zaprezentuję wam mój własny pomysł na to jak się za to zabrać. Sam zresztą ostatnio odczuwam, […]

Najlepszy syrop z mniszka lekarskiego. Robimy gliceryt.

Ziołowy zakątek

Najlepszy syrop z mniszka lekarskiego. Robimy gliceryt.

Domowy Zielnik

Lady of the House

Domowy Zielnik

Regenerująca maseczka do twarzy z pyłkiem pszczelim i miodem

Ziołowy zakątek

Regenerująca maseczka do twarzy z pyłkiem pszczelim i miodem

Facetem jestem i o siebie dbam

Broda, kilkudniowy zarost, czy na gładko? Czyli o tym jak zarost wpływa na atrakcyjność mężczyzny

Różnego rodzaju badania (między innymi jedno, które sam przeprowadziłem na blogu) pokazują, że jako taki zarost jest pożądany przez kobiety. Nikt też nie zaprzeczy, że dodaje on męskości. Ale pojawia się pytanie – jaki zarost jest optymalny i od czego to zależy? Jaki zarost jest najbardziej preferowany przez kobiety? Niedawno na łamach „Biology Letters”, Rob […]

Lifemenagerka

Wyzwanie majowe – przygotowanie do lata + nauka

Jako że minął kolejny miesiąc, czas na nowe wyzwania W kwietniu kontynuowałam akcję „wiosenna mobilizacja”, której sukces oceniam na jakieś 70%. 

Facetem jestem i o siebie dbam

Jak zmarnować swoje życie? 10 niezawodnych sposobów

Jesteś niezadowolony ze swojego życia? Poniżej znajdziesz 10 sposobów na to, co możesz zrobić, żeby nie zmieniać tego stanu rzeczy. 1) Wiń wszystkich za swoje niepowodzenia. Nie masz pracy? Wina Tuska. Masz złą pracę? Wina Tuska. Boli Cię noga? Wina Tuska. Nie masz dziewczyny? Wina Tuska. I tak dalej – najlepiej znajdź  sobie jednego kozła […]

Co przegapiliście w kwietniu?

Ziołowy zakątek

Co przegapiliście w kwietniu?

Lady Gugu

Pierwszy dzień w przedszkolu

Jak się przygotować do tego ważnego dnia żeby rozstanie nie było dla dziecka zbyt bolesne?  Co zrobić a czego nie robić żeby nie pogorszyć sytuacji, która niestety może się okazać ciężka. Jest kilka prostych zasad, które warto poznać. Problem w tym, że samo poznanie tych zasad to za mało, musimy jeszcze bardzo mocno się starać żeby się ich trzymać (co jak wiemy, może nie być łatwe). Daje nam to nadzieję ( niestety tylko nadzieję), że adaptacja w nowym miejscu będzie dla dziecka łatwiejsza i pierwsze dni w przedszkolu będą dla malucha przygodą, matka natomiast czas ten spędzi ciesząc się chwilą…. prawdopodobnie od bardzo dawna pierwszą chwilą tylko dla siebie. Dobra wiadomość jest taka, że część dzieci z marszu odnajduje się w nowej sytuacji. To dzieci, które od pierwszego dnia stanowczo odmawiają pójścia do domu, kiedy rodzic wpadnie na pomysł żeby od czasu do czasu z przedszkola odebrać je wcześniej. Tu niestety pojawia się zła wiadomość bo te dzieci są w zdecydowanej mniejszości. Nie można się nastawiać na najgorszy scenariusz, ale dobrze się do niego przygotować, zapytać znajomych, poszukać informacji w internecie, bo to od rodziców w dużej mierze zależy, w jaki sposób dziecko zareaguje na zmiany w swoim zyciu. Przygotowanie do tego wielkiego dnia dobrze zacząć od siebie. To my musimy być przekonani, że oddajemy nasz największy skarb w dobre ręce. Jak to było u nas? Przed podjęciem ostatecznej decyzji w przedszkolu byliśmy dwa razy. Najpierw rozmowa z panią dyrektor. Pytania, pytania i jeszcze raz pytania. Co mnie przekonało? Nie ładne sale, nie informacja o dobrym jedzeniu, ale osoba zarządzająca całym obiektem. Jej spokój, profesjonalne podejście do rodziców i zrozumienie dla naszych obaw, pomogły nam podjąć decyzję, że to właśnie w tym miejscy nasze dziecko zacznie swoją przedszkolną przygodę. Jak przygotować dziecko - odpowiednio wcześniej wprowadźmy w domu rytm dnia, dostosowany do tego, jaki panuje przedszkolu ( podobne pory posiłków,  drzemki, wyjścia na spacer) - uczymy dziecko jedzenia urozmaiconych potraw. Zupa pomidorowa smakuje świetnie, ale ogórkowa i barszcz biały też są smaczne - wytłumaczmy dziecku kiedy po nie przyjdziemy. Dwie godziny i osiem godzin to dla malucha tyle samo czasu. Wyjaśnijmy więc, że     mama przyjdzie po zupce, po drzemce itp - nauczmy dziecko czym są zasady. Mówmy, że należy się do nich stosować - uczmy dziecko samodzielności odpowiednio wcześnie. Niech samo je posiłki, myje ręce i korzysta z toalety. Tak przygotowany maluch szybciej odnajdzie się w nowym miejscu - pozbądźmy się smoczka i pieluchy - pozwólmy dziecku zabrać ze sobą ” kawałek domu”  - z ulubioną maskotką pierwsze dni w przedszkolu będą mniejszym stresem - nie przedłużajmy pożegnania -  nie pokazujmy dziecku własnych obaw - przygotujmy się, że pierwsze rozstanie może być łatwiejsze od kolejnych - jeśli to możliwe, bierzmy wcześniej udział w zajęciach adaptacyjnych, które znacznie ułatwią start w nowym miejscu - pierwszego dnia wstańmy odpowiednio wcześnie. Nerwowe przygotowania i pośpiech nie są tego dnia wskazane  Powodzenia:) Post Pierwszy dzień w przedszkolu pojawił się poraz pierwszy w .

77Gerda

Wiza turystyczna B2 do USA. Krok drugi - rozmowa w konsulacie.

O złożeniu wniosku wizowego, potrzebnych dokumentach, opłatach i umówieniu rozmowy pisałam w poście z 24 listopada'13. Dziś idziemy na rozmowę do konsulatu. Po jej odbyciu dowiesz się, czy wiza została Ci przyznana czy nie.Masz wyznaczony termin - dzień i godzinę. Nic się nie bój. Sam zobaczysz, że to będzie miła wizyta:)W Polsce rozmowy odbywają się w dwóch miastach: Warszawa i Kraków.WarszawaKonsulat mieście się przy Ambasadzie USA - ul. Piękna 12 (na rogu z Al. Ujazdowskimi)KrakówKonsulat Generalny USA - ul. Stolarska 9.Podczas składania wniosku i umawiania wizyty (wszystko online) wybierasz sam miasto w jakim chcesz starać się o wizę.Co koniecznie trzeba zabrać na rozmowę?Aktualny paszport.Wydrukowaną kartę potwierdzenia złożenia wniosku wizowego DS-160 - z dwoma kodami alfanumerycznymi.Wydrukowaną kartę potwierdzenia spotkania.Bez tych dokumentów nie przekroczysz progu konsulatu.O czym warto pamiętać przed wejściem?Będziesz na wejściu poddany kontroli bezpieczeństwa. Nie możesz wejść z:urządzeniami elektronicznymi jak np. laptop, aparat fotograficzny, tablet, dyktafon, mp3 itp.jedzeniem, piciempapierosami, zapałkami, zapalniczkamibronią, materiałami łatwopalnymi czy ostrymi przedmiotami jak nożyczki, pilniki do paznokci, scyzorykizaklejonymi kopertami, paczkami itp.płynami, sprayami, kosmetykami, mi np. kazano u ochrony zostawić na czas rozmowy dezodoranty i krem do rąk jaki miałam w torebcewalizkami, torbami podróżnymi, dużymi plecakami, większymi gabarytowo torebkami.Na stronie ambasady jest informacja, że nie wejdziesz z torebką większą nić A4 i tu akurat chyba jest to indywidualne widzi misie ochrony. Ja miałam zdecydowanie dużo większą torebkę i nikt nawet nie szepnął słowa, że jest coś nie tak. Przy mnie wchodziło wiele osób z miejskimi sporymi plecakami i również zero problemu. W innym terminie  (ok. miesiąc po mnie) moja bratowa idąc na taką samą rozmowę, nie mogła wejść z nawet malutką torebką. Co więcej mi zaproponowano zostawienie niedozwolonych kosmetyków u ochrony i odbiór ich przy wyjściu. Gdy ona chciała to uczynić, kategorycznie odmówiono. Musiała wyjść z konsulatu, "pozbyć" się torebki i wejść ponownie. Z racji, iż była bez samochodu i sama, nie miała gdzie zostawić bagażu. Co robić? Okoliczny mały sklepik/kiosk wychodzi na przeciw Twoim problemom. Za 15 PLN przechowują Ci wszystko, co chcesz. Oczywiście od razu informują, że nie odpowiadają za rzeczy im powierzone. 15 PLN!!! Zgroza. Wszystko oczywiście jest "ukartowane" z ochroną konsulatu, gdyż to oni od razu informują Cię o "życzliwym" sklepiku. Sytuacja dotyczy Warszawy i miała miejsce około 10 m-cy temu. Nie wiem, jak to wygląda teraz. Mnie zupełnie to nie spotkało. Jednak informuje, że może to mieć miejsce, więc lepiej o tym wiedzieć i zawczasu nie brać nic nieodpowiedniego, do czego mogliby się przyczepić.Co z telefonem komórkowym?Na rozmowę nie możesz go zabrać. Przy wejściu ochrona każe telefon całkowicie wyłączyć i oddać do indywidualnego koszyczka. Numer koszyczka dostajesz do ręki (zalakowany kartonik). Na jego podstawie odbierzesz komórkę przy opuszczaniu budynku.Mi w koszyczku bez problemu pozwolono zostawić dezodorant i krem do dłoni, ale jak widać z info powyżej, nie zawsze ochrona się na to godzi.Etapy pobytu w konsulacie:Kontrola bezpieczeństwa.Weryfikacja dokumentów w osobnym punkcie.Wejście na salę rozmów- skanowanie linii papilarnych- sprawdzanie dokumentów i paszportu- przyznanie numeru rozmowyRozmowa z urzędnikiem konsulatu - decyzja o przyznaniu wizy lub nie.Kontrola bezpieczeństwa1. Sporo o niej napisałam już wyżej. (patrz: O czym warto pamiętać przed wejściem?). Jest w zasadzie identyczna jak na lotnisku.2. Przechodzisz przez specjalną bramkę.3. Musisz zdjąć wierzchnie odzienie, czasem mogą poprosić o zdjęcie obuwia (np. kozaki, glany itp). Wszystko to, wraz z ewentualnym dozwolonym bagażem np. torebka, jest skanowane i sprawdzane na monitorze.4. Wyłączony aparat telefoniczny przechowuje Ci ochrona. 5. Tu też sprawdzane jest, czy posiadasz paszport i kartę umówienia spotkania. Nie możesz przyjść w innym dniu niż wyznaczony, nie możesz też nie posiadać tego dokumentu. Zwyczajnie zostaniesz cofnięty. Weryfikacja dokumentów w osobnym punkcieW Warszawie idziesz przez długi hol. Za szklanym drzwiami znajduje się mały punkt (w zasadzie stolik), gdzie pokazujesz ponownie paszport, kartę umówienia spotkania i potwierdzenie złożenia wniosku DS-160.Jeśli wszystko jest ok, schodzisz schodami w dół do sali rozmów.Sala rozmówNa początek podchodzisz do okienka, gdzie skanowane są Twoje linie papilarne (jak podczas wyrabiania paszportu).Czasem do tych okienek może być mała kolejka. Zależy od obłożenia.Paszport, kartę umówienia spotkania i potwierdzenie złożenia wniosku wizowego. Dwa ostatnie dokumenty są Ci zabierane. Paszport otrzymujesz z powrotem.Nie przynosisz innych żadnych papierów. Ani o zarobkach, ani z US, ani z ZUSu, żadnych zdjęć rodzinnych, listów od brata z NY itp. Nikt nawet na to nie spojrzy i nie weźmie tego do ręki. Przede mną jeden pan zabrał całą teczkę. Pani za szybą tylko na niego spojrzała z politowaniem i kazała teczkę zamknąć:)Pracownik konsulatu rejestruje Cię w systemie. Następnie nadaje numer Twojej rozmowie. Drukuje się on elektronicznie. Odrywasz go z czytnika i idziesz dalej.Właściwa rozmowa z urzędnikiem konsulatuZ numerem w dłoni idziesz do poczekalni. To dalsza część sali z fotelami, stolikami, wieszakami na ubrania. Tu spokojnie czekasz na swoją kolej. Okienek do rozmów jest kilka. Podchodzisz do tego, nad jakim wyświetli się Twój numer. Dokładnie identycznie jak w aptece, poczcie czy przychodzi rejonowej:)Możesz czekać na rozmowę 2 minuty, a możesz i godzinę. Wszystko zależy od tego jak długo będą prowadzone "spotkania" z tymi przed Tobą. To, że masz wyznaczoną dokładną godzinę, nie znaczy, że ściśle o tej porze poproszą Cię do okienka.Sala oczekiwań jest przyjemna. Co metr masz dozownik z antybakteryjnym płynem do oczyszczania dłoni. Amerykanie mają na tym punkcie totalnego bzika! Miałam wrażenie, że chcą byśmy przystępując do rozmowy oczyścili się całkowicie z naleciałości komunistycznego reżimu:)Na sali będziesz bombardowany filmikiem z ekranu plazmy, dotyczącym potęgi USA. Co jak co, ale propagandę mają lepszą niż dawne ZSRR:) Przy krzesłach natkniesz się na foldery z atrakcjami Stanów i uwielbieniem dla ich prezydentów, świąt, "dokonań" na rzecz świata.Jak już będziesz wymiotował tym patosem, zobaczysz migający Twój numer, wstajesz i wędrujesz do odpowiedniego stanowiska.Rozmowa nie jest przeprowadzana w żadnym tajemnym pokoju, przy stoliku itp. Stoisz jak w banku lub poczcie. Mówisz do mikrofonu i słuchasz z głośnika.Pani/Pan za szybą siedzi sobie za komputerem i Twój wniosek wizowy z wszelkimi danymi widzi na monitorze. Jak będziesz mówić głośniej, istnieje duża szansa, że cała sala za Tobą dowie się jaki masz stan cywilny, ile zarabiasz i czy masz ciotkę na Florydzie:)Na początku podajesz paszport. Ponownie skanowane są Twoje linie papilarne. Urzędnik konsulatu jest Amerykaninem, ale zna biegle polski. Będzie rozmawiał w Twoim języku, ale jeśli chcesz możesz poprosić byście mówili po angielsku. Nic się nie bój, jeśli nie znasz angielskiego. Nie masz takiego obowiązku.  O co pytają? W zasadzie o to, co już o Tobie wiedzą z wniosku. Zwykle wybierają parę punktów i do nich zadają pytania. Nie ma się czego bać. Bądź pewnym siebie, nie pokazuj strachu, dokładnie odpowiadaj na pytania, a nie katuj ich swoją autbiografią. Tam nikogo to nie interesuje. Nie rozgaduj się, nie udowadniaj że nie jesteś wielbłądem, nie sprzedawaj o sobie więcej informacji niż chcą.Jakie mi postawiono pytania?- Gdzie pracuję?- Kiedy zamierzam lecieć i do jakiego miasta?- Czy sama czy z przyjaciółmi?- Co zamierzam tam zwiedzać?Tyle. Cała rozmowa trwała 3 minuty.Kiedy chciałam powiedzieć coś więcej, np. opowiedzieć plan swojej 5500 km wyprawy:), przerywano mi i zadawano kolejne pytanie. Jak Cię pytają, czy lecisz z kolegą, przyjacielem, bratem. Odpowiadasz z kim i tyle. Nic więcej. Pytają ile zarabiasz? Podajesz kwotę. Koniec. Nie tworzysz opowieści o prowizjach, premiach itp. Będą to chcieli wiedzieć, zapytają. Lecisz do rodziny? Pewnie będę chcieli coś więcej o niej wiedzieć. Odpowiadaj konkretnie. Nie snuj poematów. W oczekiwaniu na rozmowę, nasłuchałam się mimowolnie tylu historii życiowych, że myślałam, że umrę ze śmiechu. Nikt tych ludzi o to nie pytał, ale nie wiem czemu, niektórzy na siłę chcą jak najwięcej opowiedzieć. Myślą, że staną się w ten sposób bardziej wiarogodni. Co jest totalną pomyłką. Nie pytają o rodzinę? Nie zaczynaj o tym. To największy błąd, bo zaraz zaczną się dodatkowe pytania. Fakty są takie, że Ci co za dużo obracali językiem stali na rozmowie 30 minut, a takie osoby jak ja tylko 3. Hitem była para co ze szczegółami opisywała swoje przyszłe wesele (w tym menu), liczbę świń teścia i proces produkcji skórzanych pasków (to chyba ich zawód). Dla Amerykanina to musiało być niezwykłe doświadczenie:) Zaczęli z 20 minut wcześniej ode mnie. Mi przyznano wizę, a oni nadal tam stali:)Błagam też, nie mów: "Ja tam nie zostanę, nie będę pracować na czarno, nie ucieknę, nie jadę tam do roboty itp." To jest upokarzające i działa tylko na niekorzyść.Kiedy decyzja jest na tak, urzędnik życzy Ci miłego pobytu na terenie jego ojczyzny. Paszport zatrzymuje i mówi - Goodbay.U mnie poszło to tak szybko, że byłam zaskoczona. Mówię: "Ale to już? Mam wizę?". Pan ze śmiechem: "Tak, na 10 lat. Udanej podróży":)Jestem prawie pewna, że u Ciebie będzie podobnie. Obecnie w przypadku nieprzyznania wizy, konsulat musi Ci podać powód i musi go uzasadnić. Masz prawo się tego domagać.Ogólnie całe spotkanie jest miłe, bardzo przyjazne. Rodzi we mnie sympatyczne wspomnienia. Cały opis jest dużo dłuższy niż rzeczywisty tam pobyt:)Wychodzisz z sali i idziesz do wyjścia. Odbierasz u ochrony komórkę (na podstawie otrzymanego numerka).Dostałam/em wizę, zabrali mi paszport, co dalej?Wiza nie jest w paszport wbijana na miejscu. Musi on polecieć do USA. Dostaniesz SMSem i mailem informacje, kiedy będziesz mógł go odebrać w wybranym wcześniej przez siebie punkcie TNT. Zgłaszasz się tam koniecznie z dowodem osobistym. Musisz mieć też ze sobą numer UID. Numer ten znajduje się na potwierdzeniu umówienia spotkania z konsulem oraz profilu online. Po zalogowaniu można go znaleźć po prawej stronie tuż obok adresu mailowego i podanym numerem przesyłki. W zalakowanej kopercie otrzymujesz paszport z wbitą wizą.Cieszysz się jak dziecko i szukasz najtańszych biletów do USA:)Oczekiwanie na odbiór paszportu trwa wynosi ok. 7 dni. U mnie trwało 4. Może trwać też 10. Wszystko zależy od tego, czy akurat nie wypada jakieś święto, weekend itp. Zwykle jest to szybciej niż podaje nam konsulat.W tym miejscu możecie śledzić się dzieje się z Waszą przesyłką, na podstawie nr paszportu >>.Paszport w TNT będzie do odbioru przez 9 dni roboczych. Po tym czasie (w przypadku braku odbioru) zostanie przekazany do Ambasady/Konsulatu.Paszport może odebrać też za Ciebie inna osoba, ale wymaga to upoważnienia. Więcej informacji na ten temat na stronie >>.Kiedy ja dostawałam wizę i kiedy pisałam w listopadzie 2013 roku pierwszy post na ten temat, nie było możliwości dostarczenia przez TNT przesyłki z paszportem bezpośrednio do domu. Z tego co teraz widzę na stronie, taka opcja pojawiła się. Możesz zatem zamówić dostawę pod wskazany adres. Koszt tej usługi to 24 PLN. Wymagane jest tak samo okazanie dowodu i numeru UID.Na ile dostanę wizę?W 99,99% na 10 lat. Nie ma co prawda ścisłego przepisu, który mówi, że właśnie na tyle muszą Ci przyznać wizę. W praktyce jednak tak właśnie się dzieje. Nie znam nikogo kto dostałby na mniej. Oczywiście cały czas mówimy tu tylko i wyłącznie o wizie turystycznej.Termin ten nie oznacza, że możesz w USA być bez przerwy 10 lat. Urząd imigracyjny na przejściu granicznym decyduje o wjeździe na teren USA i ile tam możesz przebywać jednorazowo. Zwykle wbija w paszport termin 6 m-cy. Rzadko kiedy inaczej. Jeśli zostaniesz na dłużej, mimo iż wizę masz na 10 lat, Twój pobyt staje się nielegalny.W przypadku odmowy przyznania wizy, kolejny raz możesz o nią ubiegać się po 12 m-cach.Moje dodatkowe radyNie bój się. Nie ma czego. Wiem, że wizyta w konsulacie może budzić niepokój, ale naprawdę nie ma się czym martwić.Pamiętaj, że w ostatnich latach tylko w bardzo szczególnych przypadkach odmówiono przyznania wizy turystycznej w PL. To nie czasy sprzed 20 czy 30 lat.Przyjdź na rozmowę wcześniej. Nie wiem jak jest w Krakowie, ale w Wawie zwykle przed konsulatem na pięknej jest spora kolejka. Czasem można tam nawet stać 2 h. Czasem tylko 2 minuty. Nie trafisz. Nawet jeśli stoisz jeszcze na chodniku, a już jest Twoja godzina rozmowy, nic się nie martw. Na bank dziś odbędziesz spotkanie. Niestety jest tak, że na jedną godzinę umawianych jest zwykle kilka osób na raz.Kiedy w styczniu 2013 szłam na rozmowę był mróz -25 stopni i padał śnieg ogromny. Stałam w kolejce do drzwi 1,20 h. Na szczęście miałam grubą kurtkę, buty na kożuchu i czapkę uszatkę. Każdy z oczekujących wyglądał jak bałwan. Ochrona wpuszcza osoby pojedynczo lub góra 2-3. W sumie to mocno upokarzające. Jak leje, praży słońce +37 stopni czy jest wichura stoisz na zewnątrz jak skazaniec i nic na to to nie poradzisz. Możesz stać nawet z tego co słyszałam czasem 2 h. Auto ciężko zaparkować gdzieś bliżej, bo pod ambasadą jest zakaz, a na Pięknej wiadomo parkingów brak.Za nic nie wiem czemu nie można tam zrobić dla interesantów chociaż daszku lub jakiegoś pomieszczenia oczekiwania? Jak jest super pogoda to ok, ale w innym przypadku wchodzisz na rozmowę albo super mokry albo spalony na heban albo nieźle zakatarzony. Ktoś powie: można zabrać parasol. Można. Ale Cię z nim nie wpuszczą, bo traktowany jest jako ewentualna broń.Mój mały apel zatem do Amerykanów. Zróbcie daszek przy konsulacie lub najlepiej jakieś tam zabudowanie. Stanie na chodniku o szerokości 1 metra (utrudnienie też dla innych przechodniów!) nie należy do przyjemnych w deszczu, śniegu, wietrze lub ostrym słońcu. Za opłatę 160 dolców coś chyba nam się należy? Naprawdę trzeba nas aż tak upokarzać?Co do pracowników konsulatu nie mogę powiedzieć złego zdania. Wszyscy są życzliwi i pomocni. Jeśli czegoś nie wiesz, pytaj. Tam co krok stoi ktoś, kto chętnie udzieli Ci wsparcia i rady. W następnym poście opowiem o odprawie na granicy USA - przez urząd imigracyjny.Obiecuje, że post ukaże się tym razem szybko. Mnie więcej w ciągu tygodnia.    Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania, wskazówki, rady, napiszcie koniecznie w komentarzu. Wiele osób skorzysta.

Szafeczka blog

Gdzie zorganizować urodziny dziecka?

Co rok jest ten sam problem… Co z urodzinami? Niestety, im dziecko starze tym większy problem ;) Gdzie zorganizować urodziny? Oto moje pomysły, którymi chętnie się z Wami podzielę :) 1. Urodziny w domu Najłatwiej, najszybciej i najtaniej :) Urodziny w domu są fajne dla bliskiej rodziny lub dla maluszka, ale jeśli dziecko jest starsze to raczej nie polecam. Gdy zaprosi do domu paru kolegów i koleżanek to robi się mała katastrofa ;) No chyba, że w grę wchodzi duży ogród, ale nie każdy go ma no i musi trafić się akurat ładna pogoda. W domu możemy organizować przyjęcia tematyczne ;) na przykład wszyscy goście muszą przyjść ubrani na żółto! To dopiero wyzwanie ;) + tanio + nie musimy szukać miejsca + nie trzeba nigdzie jeździć - musimy sami wszystko przygotować / zrobić zakupy - sprzątanie - organizowanie zabawy dla dzieci 2. Klubokawiarnie Klubokawiarnie dla dzieci to dość nowa sprawa w Polsce. Spokojnie miejsce, gdzie matka może przyjść, wypić kawę i poczytać dostępne na miejscu książeczki. Urodziny w modnych klubokawiarniach wychodzą na pewno drożej niż w domu, ale jest na miejscu animator, który organizuje fajne i kreatywne zabawy. + animator i zaplanowana zabawa + nie trzeba zajmować się organizacją i sprzątaniem - drożej niż w domu - fajne miejsca nie zawsze są blisko domu - bywają problemy z terminami 3. Urodziny „w kulkach” Do tej grupy zaliczają się wszystkie miejsca w galeriach i centrach handlowych, gdzie możemy zostawić dziecko i iść spokojnie na zakupy. Przeważnie możemy wybrać opcje z animatorem, ale tam to chyba zbędne… Dzieci raczej nie będą nudzić się wśród kulek, tuneli, zjeżdżalni i innych tego typu atrakcji. Przeważnie płaci się od ilości dzieci. + dobra zabawa gwarantowana + nie zajmujemy się organizacją i sprzątaniem - drożej niż w domu - nie każdy lubi centra handlowe - mało kreatywne zabawy 4. Urodziny w restauracji Ta opcja jest dobra, gdy mamy dużą rodzinę, która nie pomieści się w naszym mieszkaniu lub domu. Niestety dla dzieci może to być najnudniejsze miejsce na urodziny. + (teoretycznie) dobre jedzenie + dużo miejsca dla rodziny + nie trzeba zajmować się organizacją i sprzątaniem - mało rozrywkowo (czyli nudno) - może być drogo (zależy od miejsca) 5. Nietypowe miejsca Tu zaliczamy wszystkie pozostałe miejsca i imprezy tematyczne. Urodziny można zorganizować na basenie, torze kartingowym, w muzeum czy w stadninie koni! Wszystko zależy od naszego pomysłu i zainteresowań solenizanta :) + oryginalna impreza + dobra zabawa + nie sprzątamy ;) + fajna „pamiątka” - koszty mogą być spore - może wymagać większego zaangażowania rodziców przy organizacji - nie każdemu dziecku może się spodobać dana rozrywka — My przerabialiśmy póki co pierwsze trzy opcje i zdecydowanie wygrywają kulki ;) Dzieci są w nich najszczęśliwsze, a to chyba najważniejsze! Pewnie gdy dzieci podrosną skłonimy się ku opcji nr 5 :) Jak było u Was? Które miejsce sprawdziło się najlepiej? Ilu średnio zapraszacie gości na taką imprezę? No i dajcie koniecznie znać czy chcecie więcej wpisów związanych z urodzinami i organizacją takich imprez? W końcu sporo dzieci rodzi się w maju, więc temat jak najbardziej na czasie ;) The post Gdzie zorganizować urodziny dziecka? appeared first on szafeczka.com.

Co kochają pszczoły? Czyli kilka słów o ogrodzie przyjaznym pszczołom.

Ziołowy zakątek

Co kochają pszczoły? Czyli kilka słów o ogrodzie przyjaznym pszczołom.

Co planuję kupić? Co polecam, a czego nie?

77Gerda

Co planuję kupić? Co polecam, a czego nie?

O szaleństwie promocyjnym kosmetyków zaczynającym się w tym tygodniu, pewnie wszyscy już wiedzą. Przedstawiam skrót, co gdzie taniej możecie kupić. Być może komuś z Was pozwoli to sprawnie zaplanować zakupy, jeśli się w ogóle na nie wybieracie.Największy rabat spotkamy w Rossmannie. 49% off na makijaż to dużo. Ale nie można było zrobić już równo 50%? Drogeria tym razem zastosowała marketingowy myk. Chcą byśmy przychodzili do sklepu po kilka razy. Promocje bowiem nie obejmują wszystkiego w całości, ale wg ustalonego kalendarza (jak wyżej). Nie łudźmy się, że Rossmann każdego Klienta wielce kocha i dlatego chce Nas widzieć tak często:) Stara prawda mówi: "Im więcej razy wejdziesz do sklepu, tym więcej kupisz". Marketingowcy wiedzą o tym najlepiej!Natura daje nam w prezencie mniejszą zniżkę - 40%. Dotyczy ona jednak całości kolorówki w wybranym czasie. Nasze zapotrzebowanie możemy zatem zaspokoić za jednym podejściem.Hebe nie chcąc być w tyle, kusi nas 30% promocją na wszelkie kosmetyki wyszczuplające. Dodatkowo przez 4 dni miłośnicy marki Max Factor mogą w tej drogerii kupić wszystko z 30% zniżką.W listopadzie ubiegłego roku zamieściłam post z ulubioną kolorówką drogeryjną poszczególnych marek. Zapraszam do zajrzenia. Lista nadal aktualna i może pomoże Wam w wyborze?Jest też na blogu notka z 5 produktami do makijażu, jakich nie lubię.Czy ja na coś czaję się szczególnie?Chętnie kupię masełko w do ust w kredce - Astor Soft Sensation Lipcolor Butter. Mam jeden kolor 009 Burnt Rose (prezentacja w ulubieńcach stycznia'14). Znakomita rzecz. Teraz wybór padnie chyba na czerwień.Zastanawiam się również nad nabyciem osławionego tuszu Lovely Curly Pump Up. Mascar w tej chwili mam dość sporo. Każda oczekuje w kolejce, ale ta z 49% rabatem będzie kosztować w sumie grosze, więc chyba się zdecyduję.W Hebe być może wrzucę do koszyka jakieś serum wyszczuplające z Eveline. Właśnie jedno mam na wykończeniu, a bardzo lubię ich produkty z tym przeznaczeniem. Poza jednym rozgrzewającym (Eveline Termoaktywne Serum Wyszczuplające 3D), który okazał się koszmarem, tragedią, dramatem i....totalnie nie polecam go nawet wrogom:)Z makijażu natomiast totalnie nie polecam tuszu do rzęs - Astor Big & Beautiful 24h Boom. Otrzymałam ją niedawno do testów i niestety ogromne rozczarowanie. Nie robi nic. Ładne opakowanie, duża szczotka (ja takie preferuje), ale efekt żaden. Nie pogrubia, nie wydłuża, nie jest wcale widoczna na rzęsach, choćbyśmy ją nanosili i z 10 razy. Większych planów zakupowych nie mam i raczej nie będę przepychać się łokciami między półkami:) Pogoda poza tym tak cudna, a prognoza jeszcze lepsza, że szkoda czasu na wędrówki sklepowe. Las i park, Starówka...będzie lepszym rozwiązaniem...Chętnie dowiem się co Wy planujecie kupić? Oddacie się szaleństwu czy skromności?:)Uściski!

Odczulanie za pomocą pyłku pszczelego.

Ziołowy zakątek

Odczulanie za pomocą pyłku pszczelego.