Romantyczny syrop różany.

Ziołowy zakątek

Romantyczny syrop różany.

Facetem jestem i o siebie dbam

Jak odnieść sukces?

Niedawno popełniłem nieszczęsny wpis na temat „krula”. Wiele osób wzięło to za manifest polityczny, a moim celem było jedynie przedstawienie pewnego schematu manipulacyjnego. W toku dyskusji nad tamtym wpisem padło wiele różnych teorii i stwierdzeń. Wiele narzekań na obecny system i na jego rażącą niesprawiedliwość i bezsensowność. Chciałbym w jakimś stopniu na to odpowiedzieć, w […]

Facetem jestem i o siebie dbam

Test kremów matujących

Każdy facet, który ma tłustą skórę doskonale rozumie jak jest ona uciążliwa w utrzymaniu w stanie porządku. Nawet poświęciłem temu tematowi całą serię wpisów na ten temat (klik). Dziś dzięki sklepowi MenSpace.pl będę mógł wam przedstawić trzy różne kremy matujące do tego typu skóry. Anti-Shine Moisturizer – Recipe for Men Pierwszy kontakt z tym kremem […]

Konfitura z płatków róży. Najłatwiejsza i najlepsza.

Ziołowy zakątek

Konfitura z płatków róży. Najłatwiejsza i najlepsza.

O fotografii – Jak robić zdjęcia dzieciom?

Szafeczka blog

O fotografii – Jak robić zdjęcia dzieciom?

Pomysł na płatki róży: różany eliksir szczęścia.

Ziołowy zakątek

Pomysł na płatki róży: różany eliksir szczęścia.

Co kupić na Dzień Dziecka?

Lady Gugu

Co kupić na Dzień Dziecka?

Pachnąca róża – różane przepisy  z Ziołowego Zakątka.

Ziołowy zakątek

Pachnąca róża – różane przepisy z Ziołowego Zakątka.

Facetem jestem i o siebie dbam

Dlaczego warto ogarnąć konto w Google+?

Nie jest to żadnym odkryciem, że w Polsce wśród serwisów społecznościowych bezdyskusyjnie dominuje Facebook. Zaś wiele osób średnio sobie zdaje sprawę czym jest Google+. Główne skojarzenia zazwyczaj są takie, że to coś, co się samo włącza w trakcie zakładania maila na Google. W każdym razie, dopóki człowiek sam nie zacznie ogarniać własnej strony internetowej nie […]

25 pomysłów na prezenty na Dzień Matki

Jest pięknie

25 pomysłów na prezenty na Dzień Matki

Jeśli to czytasz, to pewnie już wyrosłaś z wieku, kiedy prezent na Dzień Matki załatwiało się laurką. Ja też – poza tym nigdy nie umiałam ładnie rysować. Prezenty na Dzień Matki to ważna sprawa – nawet, jeśli mama mówi, że nic nie chce i wszystko ma, wypada przyjść z czymś wyjątkowym, a nie z bombonierką za 7.99 zł z supermarketu. Poniżej garść pomysłów na prezenty na Dzień Matki – droższych i tańszych.  Nie promowany czytaj dalej

Facetem jestem i o siebie dbam

Facet to wojownik

Wieść gminna mawia, że jeśli chce się, żeby facet czegoś zapragnął, to należy uczynić to dla niego nieosiągalnym. Ta wojownicza i nieustępliwa męska cecha, wydaje mi się jednym z podstawowych elementów, które definiują szeroko pojętą męskość. Przykład – kiedy jeszcze grałem w gry na komputerze zawsze ustawiałem najtrudniejszy z możliwych poziomów. Żeby nie było za […]

Lifemenagerka

Czas na piknik i akcesoria piknikowe ;)

Już rok temu pisałam tutaj o swoim uwielbieniu do piknikowania. Zeszłoroczny post wraz z moją propozycją piknikowego menu znajdziecie TUTAJ. Mamy kolejne lato i otwieramy kolejny sezon piknikowy a ja tym razem chciałabym poruszyć temat akcesoriów. Tak na dobrą sprawę wiadomo, że wystarczy nam kocyk i jakaś reklamówka, w którą możemy się spakować ;). Ale mnie to nie satysfakcjonuje chcę aby moje jedzenie było ładnie i praktycznie zapakowane, nie wrzucę truskawek do zwykłej siateczki, bo na miejscu okaże się, że zamiast nich mam truskawkową miazgę. Podobnie wygląda to w przypadku innych świeżych produktów, dlatego moim zdaniem w niektóre akcesoria piknikowe warto zainwestować. 1. Najważniejszy jest koc. Póki co korzystam z jakiegoś zwykłego, ale wkurza mnie, jak trudno później wytrzepać z niego trawę i inne nieczystości. Już od roku przymierzam się do zakupu koca piknikowego ze specjalnym podkładem izolacyjnym, ale nie mogę znaleźć takiego, który mi się podoba. Na allegro trudno znaleźć coś ładnego, tym bardziej, że wymarzyłam sobie coś konkretnego (czerwono-biała kratka!). Ten w moim zestawieniu pochodzi ze sklepu Tchibo i kosztuje kilkadziesiąt złotych (są różne rozmiary). 2. Drugim najważniejszym moim zdaniem przedmiotem jest kosz piknikowy. I tu mamy dwie opcje – albo kupujemy taki z wyposażeniem, albo pusty. Ja jeszcze nie wiem jaki wybiorę, ale na pewno niedługo zmienię mój koszyk na inny – ten obecny jest za mały. W moim zestawieniu przedstawiam dwie propozycje – ten większy kosz z wyposażeniem pochodzi z Westwing – swego czasu w klubie była kampania z koszykami piknikowymi, był bardzo duży wybór i aż trochę żałuję, że w końcu nic nie kupiłam. Myślę jednak, że takie rzeczy teraz w sezonie jeszcze nie raz się tam pojawią, trzeba tylko śledzić aktualne kampanie :). Drugi koszyk znalazłam na stronie sklepów Tiger (to stacjonarne sklepy w Warszawie) i w przyszłym tygodniu jadę sprawdzić czy jest i jak wygląda na żywo. Jego cena to 60 zł. 3. Po co nam obrus jeśli mamy koc? A no po to, że ładniej wygląda, prościej go uprać, można w łatwy sposób dzięki niemu oddzielić strefę z jedzeniem od strefy do wylegiwania się obrusy te kosztują 40 zł/szt. i też pochodzą ze sklepu Tiger. Duży wybór ładnych obrusów jest też na wspomnianym wyżej Westwing.pl – cały czas przewijają się tam kampanie z ładnymi, letnimi tekstyliami. 4. Jeśli nie posiadamy koszyka z wyposażeniem, przydadzą nam się jakieś naczynia. Nie jestem wielką fanką jednorazowych plastików, dlatego uważam, że warto zainwestować w takie plastikowe szklaneczki wielorazowego użytku. Jedna kosztuje 2 zł, one też pochodzą ze sklepu Tiger. 5. W czymś trzeba przynieść lemoniadę! Ta szklana butelka z Ikei świetnie się sprawdzi kosztuje tylko 5,99 zł 6. Papierowe talerzyki, czyli znowu opcja dla tych, którzy nie posiadają tego pięknego kosza z wyposażeniem. Te talerzyki pochodzą ze sklepu Tiger i kosztują 4 zł. Rok temu Ikea miała piękne papierowe talerze w delikatnych kolorach, niestety teraz widzę, że zastąpili je czymś w zupełnie innym stylu. Nie podobają mi się. 7. Ostatnia rzecz to dodatkowa torba na koc, książkę itp. I tu stawiam na ekologiczne torby, które przydadzą się też na zakupy. W moim zestawieniu przedstawiam coś dla wielbicieli psów i kotów te torby pochodzą z Westwing, z kampanii „Wszystko dla zwierzaka” Uff, to tyle „masthewów” ciekawa jestem jakie są Wasze :). Ja sezon piknikowy już dzisiaj zaczęłam. W menu sałatka z owoców egzotycznych – melon, arbuz i ananas, do tego truskawki, pokrojone warzywa, chrupacze lubelskie do zagryzania i lemoniada truskawkowa do picia. Luna uwielbia chrupacze A czarna strona piknikowania jest taka, że pies znowu złapał kleszcza czyli znowu czeka mnie stres i lęk przed babeszjozą niestety mamy tu epidemię tej choroby, a Luna akurat jest w ostatnich dniach ochrony po zakropleniu. Trzymajcie proszę kciuki, żeby nie pojawiły się żadne niepokojące objawy. Myślałam, że Mała wyczerpała już limit pecha na ten miesiąc Jeszcze tak a propos kleszczy to oczywiście uważajcie też na siebie! Udanego piknikowania!   The post Czas na piknik i akcesoria piknikowe ;) appeared first on Life Manager-ka.

Hybrydy

Lady of the House

Hybrydy

4 sposoby na oszczędzanie i bycie eko

Jest pięknie

4 sposoby na oszczędzanie i bycie eko

Eko jest w modzie, a ekonomia w cenie. Codzienne wybory zakupowe mają wpływ zarówno na przyrodę, jak i na nasz budżet. Teoretycznie o tym wiesz. Ale czy zdajesz sobie sprawę, ile realnie możesz zaoszczędzić na eko-rozwiązaniach?   Nie promowany czytaj dalej

Kwiaty czarnego bzu po cesarsku.

Ziołowy zakątek

Kwiaty czarnego bzu po cesarsku.

Facetem jestem i o siebie dbam

Jacuzzi vs higiena

Zanim przejdę do kwestii higieny w jakuzzi i prezentacji kilku faktów na ten temat, chciałbym zacząć wesołym akcentem. Poniżej scenka z The Big Bang Theory na ten temat. :) W każdym razie nie polecam lektury całości w trakcie posiłku. Na temat jacuzzi zrobiło się trochę głośno w zachodnim internecie po publikacji na serwisie The Huffington […]

Facetem jestem i o siebie dbam

Pocenie się – skuteczne metody

Wpis gościnny Problem wzmożonej produkcji gruczołów potowych wynika z różnych przyczyn. Podstawowym aspektem w walce z poceniem się jest zachowanie higieny. Czasami jednak codzienna pielęgnacja skóry okazuje się niewystarczająca i nadmierna potliwość staje się trudna do okiełznania. Zanim sięgniemy po specjalistyczne środki farmaceutyczne, warto przyjrzeć się domowym metodom. Kąpiele ziołowe Na pierwszy rzut oka niezłe […]

6 porad, jak zrobić makijaż ślubny

Jest pięknie

6 porad, jak zrobić makijaż ślubny

Marka Bobbi Brown słynie nie tylko z kosmetyków pozwalających stworzyć naturalny, kobiecy makijaż, ale też tworzy makijaże ślubne. Nie promowany czytaj dalej

Domowe, zdrowe lody owocowe

Lifemenagerka

Domowe, zdrowe lody owocowe

Czy mówiłam już, że latem jestem totalnie uzależniona od jedzenia lodów? Niestety nie jest to najzdrowszy przysmak, dlatego decydując się na świadome odżywianie musiałam zmniejszyć w swojej diecie ilość tych sklepowych. Kiedy odkryłam przepis na pyszne domowe lody, stało się to o wiele łatwiejsze. Dodając do nich ksylitol zamiast cukru zmniejszam ich szkodliwość, ale to wciąż lody na tłustej śmietanie… W tym roku postanowiłam więc postawić na lekkie lody owocowe. Jako że jutro ma przyjść prawdziwe lato, wreszcie przyszedł dobry czas na ten post :) Potraktujcie ten wpis jako inspirację, bo podawanie przepisów nie ma tu najmniejszego sensu takie lody można zrobić ze wszystkiego. Jedyne czego potrzebujemy to pojemniki do robienia lodów (moje są z Ikei). Lody zrobione ze smoothie nie nadają się do mrożenia w zwykłych pojemnikach i jedzenia łyżką, bo są zbyt twarde. Dlatego taki gadżet do robienia lodów na patyku to prawdziwy must have sezonu letniego Ja do przygotowania tych lodów wykorzystałam truskawki, kiwi, ananasa, arbuza, banana i melona, a także odrobinę gorzkiej czekolady. Owoce najzwyczajniej w świecie blenduję jak na smoothie. Tak jak w przypadku smoothie można dodać do tego odrobinę oleju kokosowego, miodu, spiruliny, można też dodać jogurt naturalny i zrobić lody jogurtowe. Ja przygotowałam następujące połączenia: melon + arbuz truskawka + banan (1 x zmiksowane i 1 x zmiksowany banan + truskawka w kawałkach) banan + pokruszona czekolada kiwi + truskawka + ananas w trzech warstwach truskawka + banan + ananas + melon Najfajniejsze są lody bananowe bo banany mają w sobie najmniej wody. Lód warstwowy jest najbardziej upierdliwy w przygotowaniu, bo trzeba pilnować aby wlana do pojemniczka warstwa lekko zamarzła ale nie była jeszcze na tyle twarda aby nie można było wbić w nią patyczka. Ale pomimo tej upierdliwości to wciąż jest coś banalnego w wykonaniu. Zachęcam Was do eksperymentów ja już nie mogę się doczekać malin i borówek, to będą pyszne połączenia! Przy okazji polecam też wspomniane na początku pyyyszne, domowe lody na bazie śmietany. Nie wymagają wyjmowania z zamrażalnika i mieszania, ani użycia maszynki do lodów. Ostatnio zrobiłam je też w wersji kakaowej i truskawkowej i o ile kakaowa zachowała swoją kremową, puszystą konsystencję, tak truskawkowa jest czymś w rodzaju połączenia lodów kremowych i sorbetu.  Życzę smacznych eksperymentów! The post Domowe, zdrowe lody owocowe appeared first on Life Manager-ka.

7 rano

Film pokazujący jak szukać inspiracji w momentach codziennego...

Film pokazujący jak szukać inspiracji w momentach codziennego życia

Facetem jestem i o siebie dbam

Jak nosić pomarańczowe ubrania?

Niedawno na blogu pojawił się wpis dotyczący trendów w modzie męskiej w 2014 roku (klik). Wśród kolorów spoza głównego nurtu pojawił się tam pomarańczowy. Barwa ta występowała jednak w wielu propozycjach bardzo znanych projektantów (ale w niewielu stylizacjach). Dziś wrzuciłem na fanpage post z linkiem do kilkunastu modeli pomarańczowych spodni okraszony pytaniem – nosić czy […]

Upiekę dla Ciebie ciasto… na obiad!

Szafeczka blog

Upiekę dla Ciebie ciasto… na obiad!

Pomysły na kwiaty czarnego bzu z Ziołowego Zakątka!

Ziołowy zakątek

Pomysły na kwiaty czarnego bzu z Ziołowego Zakątka!

Suplementy dziety – hit czy kit?

Ziołowy zakątek

Suplementy dziety – hit czy kit?

Facetem jestem i o siebie dbam

5 sposobów na to, żeby jeść lepiej

Wpis z serii „luźne pomysły na to jak żyć lepiej”. Tym razem a patelni ląduje różnorodność w odżywianiu. 1) Idź w miasto W ferworze pracy i ciągłego natłoku obowiązków człowiek zapomina, że może od czasu do czasu wyskoczyć z domu w poszukiwaniu nowych kulinarnych doświadczeń (różnych od kolejnej budki z kebabem). Sam sobie tego długo […]

Lifemenagerka

O szczęściu

Na pewno spora część z Was wie o co chodzi w „wyzwaniu” 100 szczęśliwych dni, a jeśli ktoś nie wie, to zapraszam tutaj. W skrócie – prosta zasada, codziennie robimy jedno zdjęcie, które pokazuje co nas uszczęśliwia i wrzucamy je na wybrany profil społecznościowy (instagram, facebook, twitter) z hashtagiem #100happydays. Ten nawyk ma nas nauczyć dostrzegania małych rzeczy, które poprawiają nasz nastrój i czynią nas szczęśliwymi choć na chwilę. I wiecie co? Nie planowałam brać udziału w tym wyzwaniu, bo ja w ogóle nie mam problemu z takimi rzeczami. Dla mnie szczęście to właśnie te małe chwile i bez problemu dostrzegam je w każdym dniu. Ale nie zawsze tak było. Stwierdziłam, że przystąpienie do tego projektu to dobra okazja aby napisać tu kilka zdań na temat mojej definicji szczęścia.  Miewałam w życiu okresy, kiedy czułam się bardzo szczęśliwa, dosłownie unosiłam się ponad chodnikami z tego szczęścia. Ale taki stan nie może trwać wiecznie. Nawet jeśli mamy taki okres, że wszystko się pięknie układa to naiwnie jest wierzyć, że to się nigdy nie skończy. I z drugiej strony – nawet kiedy mamy cały czas pod górę, wiatr wieje nam w oczy i jedyne czego pragniemy to usiąść i płakać, to nawet wtedy poczucie szczęścia nie musi być nam obce. Dla mnie szczęście to pyszne śniadanie zjedzone we dwoje. To spotkanie jeża na biegowej ścieżce. To wycieczka rowerowa z bliskimi osobami. To chwila relaksu na wsi, z widokiem na ukwiecony ogródek. Dłuuugi spacer z psem, podczas którego odkrywamy nowe miejsca. Szykowanie się na zajęcia taneczne. Każdy moment, kiedy ktoś nam bliski szczęśliwie wróci z trasy albo odbierze dobre wyniki jakichkolwiek rutynowych badań. To najlepszy na świecie sorbet arbuzowy zjedzony z widokiem na Alpy i jezioro Como. Zachód słońca widziany z żaglówki gdzieś na środku jeziora Mamry… Popołudnie na trójmiejskiej plaży po spotkaniu z klientem, na którym przekazałam koledze projekt, za którym nie przepadałam ;). I poranek na jeszcze skutej lodem plaży tego samego dnia. To ulubione smaki lata. To każda chwila z aparatem w dłoni. To pierwsze w sezonie promienie słońca łapane na balkonie. Powrót w siodło po 10 latach. To kilka godzin spędzonych na basenie lub na plaży w słoneczny dzień. To komentarz od czytelnika, że lubi przebywać na moim blogu lub że do czegoś go zainspirowałam. Szczęściem jest nawet pierwszy upadek na rolkach podczas którego nic poważnego mi się nie stało. Szczęście to pies śpiący mi na kolanach kiedy pracuję. Poranny spacer z Luną, w zimowy, mroźny poranek. To fajna niespodzianka zrobiona przez bliską osobę. Pierwsze truskawki z babcinego krzaczka. To nowa fryzura, której zrobienie zawsze wydawało mi się niewykonalne. Albo nowy lakier na paznokciach. Szczęściem może być dobre jedzenie i babski wieczór przy butelce wina. I wreszcie szczęście to także sprawianie radości najbliższym, nawet jeśli jest to tylko zakup ulubionej zabawki psa Iiiiii długo mogłabym tak wymieniać, ale we wszystkim chodzi o to samo – szczęście to nie tylko zdrowie, super praca, przystojny facet i urocze dziecko. To milion różnych drobnych rzeczy, które spotykają nas na co dzień. I jeśli tylko będziemy je dostrzegać i delektować się nimi, nigdy już nie powiemy o sobie, że jesteśmy nieszczęśliwi. Po prostu – nie możemy uzależniać naszego poczucia szczęścia tylko od „dużych” rzeczy. Gdybym ja tak robiła – jakieś pół roku temu musiałabym pogrążyć się w głębokiej depresji i nie wyszłabym z niej do dziś. Szkoda życia na czekanie aż absolutnie wszystko będzie po naszej myśli. Jako że jednak dołączyłam do projektu „100 happy days”, będę Was teraz zasypywać tego typu zdjęciami. Postaram się aby było na nich coś więcej niż Luna (jakby nie było – mój największy promyczek szczęścia w codziennym życiu) i dobre jedzenie ;). Dodatkowo – jako że będą dni kiedy tych szczęśliwych chwil wartych uwiecznienia może być więcej – będę czasami tagować tak więcej niż 1 zdjęcie dziennie. Fotki na bieżąco będę zamieszczać na Instagramie, a niektóre dodatkowo udostępniać też na Facebooku. Abym miała do nich później łatwiejszy dostęp, będę używać też własnego hashtagu #LMka100happydays. Dajcie znać jeśli również bierzecie udział w tym „wyzwaniu” a jeśli jeszcze się nie zdecydowaliście – zdecydowanie polecam   The post O szczęściu appeared first on Life Manager-ka.

TOP 10: Gry słowne

Szafeczka blog

TOP 10: Gry słowne

Kiedyś już pokazałam Wam gry i zabawy do 10 złotych, bo uważam, że o takich rzeczach warto przypominać. W czasach gdy z każdej strony atakują nas super-kolorowe, interaktywne i głośne zabawki, można zapomnieć o tych prostych i niedrogich. Dziś pokażę Wam coś jeszcze tańszego, bo za free! ;) Tylko trzeba przy tych zabawach troszkę ruszyć głową. Plusy poza ceną? Możemy grać wszędzie, bo nawet prowadząc samochód czy stojąc w kolejce. No i uczą, a zdarzy się tak, że nawet rodzice się przy tych grach czegoś się dowiedzą ;) Oto nasze ulubione zabawy: 1) Skojarzenia To była nasza pierwsza zabawa słowna Gdy Nikola była mniejsza wytłumaczyliśmy jej, że skojarzenie to coś co przychodzi Ci do głowy, gdy myślisz np. o… kocyku ;) I tak się zaczęło! Do teraz gramy :) 2) Pomidor! Czemu nie wpadłam na to wcześniej? Przypomniałam sobie o tej zabawie dopiero tydzień temu. Chyba nie trzeba tłumaczyć zasad? Przecież każdy zna tę grę :) Może i nie uczy niczego nowego, ale ile przy niej śmiechu? A śmiech to zdrowie ;) 3) Papier, nożyce, kamień W tę gre gramy, gdy musimy coś wylosować! Nie zdarza się to często, ale czasem się przydaje ;) 4) Słowo na daną literkę A jak ananas… i tak dalej. Już najmłodsze dzieci mogą się uczyć literek podczas takiej zabawy. 5) Coś w pobliżu na literkę… Wszędzie znajdzie się coś ciekawego! Dodatkowo możemy wybierać różne kategorie, na przykład „coś do zabawy w pobliżu” ;) 6) Zagadki Im starsze dziecko tym trudniejsza zagadka :) Fajnie, gdy dziecko jest na tyle duże, że samo może układać pytania. 7) Co to jest… Co to jest… komin, szprycha, dachówka? To takie zgadywanki, tylko dla leniwych ;) Nie musimy wymyślać pytań, a jedynie podajemy same słowa. Poprośmy dzieci, aby własnymi słowami podały definicję! Fajne i czasem dość trudne są do zdefiniowania uczucia! Spróbujcie ;) 8) Rymowanki Możemy mówić pierwszą część, a dziecko będzie kończyć rymowankę. Co z tego wyjdzie zależy tylko od Was, ale na pewno będzie śmiesznie :) 9) Dokończ słowo Mówimy pierwszą sylabę, a dziecko kończy :) Uczymy się słówek, a gdy dodamy krótki czas na odpowiedź to robi się jeszcze ciekawiej! 10) Dokończ historię... Dawno, dawno temu… Przeważnie to my opowiadamy dzieciom bajki, ale dlaczego nie zamienić się rolami? Zaczynamy opowieść, tworzymy jakiś świat i bohaterów, a dziecko już dalej sobie poradzi ;) W które z tych zabaw bawicie się? A może znacie jeszcze jakieś inne? :) Kocyk – Maylily The post TOP 10: Gry słowne appeared first on szafeczka.com.

DIY: Gift idea for Mother's Day!

Marry and Blue

DIY: Gift idea for Mother's Day!

Po pierwsze – ŚNIADANIE…

Lady of the House

Po pierwsze – ŚNIADANIE…

Afera wyjazdowa...

Boginie przy maszynie

Afera wyjazdowa...

     Muszę tutaj. Bo sprawa jest zawiła i rozwlekła.     Wczoraj o 23.45 mąż zaproponował mi wyjazd do... Amsterdamu. W przyszły poniedziałek, bo on nagle musi (zawodowo) i żebym pojechała z nim jednak. Na trzy dni, do środy raptem. Bo i tak w hotelu mają tylko 'dwójki', a samemu to on nie chce nigdzie lecieć...http://www.cntraveler.com/daily-traveler/2013/08/amsterdam-travel-guide-hotels-museums-fashion-food     Obdzwoniłam wszystkich pośrednio zainteresowanych (czyt. Martę czy ogarnie, co ma ogarnąć w samotności ;) i rodziców mych, czy dziećmi się zajmą). Uzyskawszy same pozytywne odpowiedzi i słowa zachęty - wykupiliśmy bilety na samolot i opłaciliśmy hotel.I tak było miło i cieszyłam się na wyjazd już jak dziecko.. W Amsterdamie ostatni raz byłam tuż po liceum i mam fantastyczne wspomnienia... Poza tym już chyba wiecie, jak ja kocham podróże... i już widziałam na blogu cudne fotki - wiatraki (zgodnie z opisem hotelu i jego fotkami jest bardzo malowniczo położony!..), tulipany.. ;)Trwałam w radości całą noc i dzień - do 16, gdy zawitałam do przedszkola. Mając chwilę przystanęłam przed tablicą ogłoszeń (zawsze tak się spieszę i olewam ją, pędząc po dzieci).. i zonk.. okazało się (wiedziałam o tym, ale zapomniałam.. no zapomniałam..) że Maks ma przedstawienie z okazji Dnia Mamy i Taty... w poniedziałek. TEN. Oraz, że Felek (o czym już mi nikt nie powiedział wcześniej) ma je również - w TĘ środę.   Powiedzcie mi - jak to jest możliwe - że tu los tak kusi i podysła cudowne na pierwszy rzut oka zrządzenia losu - a z drugiej strony daje obuchem w łeb? A może wyolbrzymiam i należy mi się takie lanie od losu, bo zapomniałam o Dniu Matki w przedszkolu i o roli Króla, którą moje dziecko (Maks) powtarza z takim przejęciem?   I co więcej - podpowiedzcie, co wy byście zrobiły? Co ja mam zrobić? Olać kilkaset zł i nie lecieć, czy wysłać rodziców z kamerą i lecieć? Egoistycznie postąpić i przyjemności sobie nasprawiać masę, czy poświęcić się i obejrzeć przedstawienia moich łośków? Rozczarować dzieci czy rozczarować siebie samą? Tak postawione pytanie jest w sumie bardzo łatwe.. ale z drugiej strony... no właśnie, zawsze jest ta druga strona...   Ja do jutra daję sobie czas na myślenie, a w międzyczasie jestem ciekawa waszych opinii.. help, help, help..!!!~PaT