Jak rozbudzić w dzieciach lęk przed psami – ku przestrodze

Fashionelka

Jak rozbudzić w dzieciach lęk przed psami – ku przestrodze

Lifemenagerka

Domowe wody smakowe

Nigdy nie lubiłam pić wody. Ale kiedy byłam jeszcze nastolatką, na rynek wkroczyły wody smakowe. Cóż to było za wybawienie ;). Teraz trochę mi wstyd, że byłam taka głupia, ale cóż, kto by wtedy czytał składy… A jest co czytać, tradycyjnie już w ramach cyklu „domowe odpowiedniki” prześwietlę kilka składów wód smakowych, które dostępne są w sklepach. Proszę bardzo: woda źródlana, cukier, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, substancja konserwująca: benzoesan sodu, aromat, sok truskawkowy z zagęszczonego soku (0,1%) naturalna woda mineralna Nałęczowianka (96%), syrop glukozowo-fruktozowy i cukier, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, naturalny aromat cytrynowy z innymi naturalnymi aromatami, naturalny aromat pomarańczowy, CO2, substancja konserwująca: sorbinian potasu, substancje słodzące: acesulfam K i sukraloza naturalna woda mineralna, cukier, regulator kwasowości (kwas cytrynowy), naturalny aromat cytrynowy z innymi naturalnymi aromatami, substancje konserwujące (benzoesan sodu, sorbinian potasu), substancje słodzące (cyklaminian sodu, sacharynian sodu, acesulfam K, aspartam) I tradycyjnie już powstrzymam się od komentarza, bo tu nie ma co komentować  - te składy mówią wszystko. Temat wody i tego, że nawadnianie organizmu jest niezwykle ważne szczególnie latem, przewija się we wszystkich mediach, łącznie z blogosferą. Dlatego daruję sobie wywody na ten temat. Moim celem jest jedynie namówienie każdego kto to przeczyta, aby nigdy już nie sięgał na sklepową półkę po te wstrętne gotowce, które nie mają nic wspólnego ze zdrowiem i naturą. Naturę mamy teraz na licznych straganach, a łącząc ją z wodą mineralną sami tworzymy pyszny i zdrowy napój. Przygotowanie dzbanka takiej wody zajmuje rano dosłownie 5 minut, a później pozostaje już tylko popijanie jej przez cały dzień. Wiem, że już mnóstwo osób tak robi, sama inspiruję się również Waszymi fotkami na Instagramie niestety na sklepowe wody smakowe wciąż jest popyt, więc czuję silną potrzebę pokazywania społeczeństwu, że MOŻNA INACZEJ. Tym bardziej, że bardzo często widzę, że takimi wodami matki poją też swoje dzieci… Czy muszę mówić, że ja nawet Lunie bym ich nie dała? Ja udokumentowałam 6 propozycji smakowych, ale nie ma tutaj reguł, do wody można dodawać dowolne owoce, zioła, a nawet warzywa (ogórek zielony) . Jeśli koniecznie chcecie mieć słodki napój, można posłodzić go miodem lub ksylitolem, nie ma sensu niwelować właściwości takiej wody dodając do niej zwykły cukier. Kilka inspiracji: Cytryna + rozmaryn Rozmaryn przed włożeniem do wody trzeba trochę „pomiętosić” w dłoniach aby lepiej oddał swój aromat. Cytrynę dodaję w postaci wyciśniętego soku. Słodzę trochę ksylitolem, bo lubię taką typową, lekko słodką lemoniadę. Owoce leśne W moim przypadku to maliny i borówki, ale mogą być też jeżyny, porzeczki… Te okrągłe owoce nie oddają za bardzo smaku, więc można je trochę porozgniatać. Melon + rozmaryn Nie wymaga komentarza Nektarynka Gruszka + melisa Melisa ma delikatnie cytrynowy, orzeźwiający smak, bardzo pasuje do takich napojów. Ogórek zielony + mięta Owoce i zioła nadają wodzie bardzo delikatny smak, ale zależy to też od ich ilości. Moimi faworytami są owoce leśne i truskawka (której nie ma na zdjęciach, bo nie kupuję już truskawek, jak dla mnie jest już po sezonie ). A wy jakie najbardziej lubicie? The post Domowe wody smakowe appeared first on Life Manager-ka.

Bańki chińskie

Lady of the House

Bańki chińskie

Tania moda męska

Facetem jestem i o siebie dbam

Tania moda męska

Segritta

Książka z instagramami jako prezent

W naszej paczce przyjaciół prawie na każde urodziny przygotowujemy jubilatowi kolaż wspólnych, powycinanych fotografii, które mieszamy i oprawiamy w antyramę. Z pewnością widzieliście takie obrazki na ścianach znajomych lub sami kiedyś coś takiego dostaliście. A dziś odkryłam fantastyczną alternatywę dla takiego prezentu, bo dostałam od Printu album z wybranymi i pomysłowo pogrupowanymi zdjęciami z mojego Instagramu. Tak mi się ta książeczka spodobała, że postanowiłam sprzedać ją Wam jako bardzo fajny pomysł na prezent. A od Printu dostajecie 40% zniżki za to, że jesteście ode mnie - na hasło „SEGRITTA-ZYJE-NA-CALEGO”. Tak to wygląda na zdjęciach i w krótkim filmiku: Instabooka możecie sami zaprojektować, wybrać okładkę i zdecydować, które zdjęcia i jak mają zostać pokazane. Przefajny dodatek do prezentu ślubnego lub urodzinowego. Polecam :)

Co zwiedzić w Bergamo w 1 dzień

Lifemenagerka

Co zwiedzić w Bergamo w 1 dzień

Zabieram Was dzisiaj na wirtualny spacer po Bergamo :). A jeśli ktoś z Was będzie miał ochotę na więcej zdjęć, film i kilka porad praktycznych odnośnie wyjazdu do tego miasta, to odsyłam do mojego zeszłorocznego wpisu. Choć kilka informacji chciałabym teraz zaktualizować, ale to może na końcu. Dzisiaj wyjątkowo z „czytaj więcej” z powodu dużej ilości zdjęć. Wypadałoby zacząć od tego, że Bergamo to idealny kierunek dla każdego, kto ma ochotę poczuć włoski klimat, zjeść coś dobrego, nasycić oczy pięknymi widokami i jednocześnie nie zbankrutować. Ja ogólnie nie jestem mistrzynią kupowania tanich biletów na samolot, ale wydaje mi się, że do Bergamo zawsze można takie znaleźć (mówiąc tanie mam na myśli takie za ok. 200 zł/os. w obie strony). Lot z Warszawy trwa 1h40m, lądujemy, kupujemy bilet, wsiadamy w autobus i w ciągu 15 minut jesteśmy już na miejscu – w uroczym miasteczku, którego wiele osób nawet nie zauważa wsiadając na lotnisku w autobus z napisem „Milano”. Podczas naszego dzisiejszego wirtualnego spaceru oprowadzę Was po trasie, którą spokojnie można przejść w jeden dzień. Fakt, zrobi się dużo kilometrów i nogi na pewno będą to odczuwać, ale naprawdę warto :). Mała kwestia techniczna – ja pokazuję zdjęcia z dwóch dni, stąd różne ubrania i pory dnia na fotkach. Głównym celem naszego spaceru jest Citta Alta, czyli „wysokie miasto”. Można się tam dostać bezpośrednio z lotniska jadąc jednym autobusem, ale ja zachęcam do tego, aby wysiąść przy stacji kolejowej i dalej przejść się spacerem. Traficie bez problemu, wystarczy ruszyć w kierunku, w którym pojedzie dalej autobus. Idąc główną ulicą dojdziecie do sporego placu, jest to dość charakterystyczne miejsce, ale na wszelki wypadek linkuję zdjęcie z zeszłego roku, na którym widać skrawek tego miejsca. I tutaj macie do wyboru – iść prosto i wjechać na górę kolejką funicolare, albo odbić w lewo lub w prawo i zrobić sobie spacer trasą turystyczną. Zachęcam Was do tego drugiego, dlatego na moim wirtualnym spacerze skręcimy w lewo. Tym samym przejdziemy się po innej głównej ulicy, obfitującej m.in w drogie butiki. Na końcu ulicy dochodzimy do małego placyku z fontanną. Gdybyśmy skręcili w lewo, doszlibyśmy do miejsca, w którym nocowałam (o nim na końcu), ale przecież nie przyjechaliśmy spać tylko zwiedzać, więc skręcamy w prawo Delektujemy się widokiem włoskiej architektury, spacerujemy delikatnie pod górę, po lewej mijamy lodziarnię… Tak, to dobry czas na pierwszego włoskiego loda. Ten kolor! Jeździłabym Dochodzimy do bram Citta Alta ale pojawia się pokusa aby odbić w prawo i zobaczyć co kryje się w pewnym uroczym zakątku… Sugeruję ulec tej pokusie. Zaprowadzi w miejsce, którym już przechodziliśmy, ale i tak warto się przejść tą dróżką (tylko uwaga na komary, tną niemiłosiernie). A potem zawrócić i odbić w jeszcze inny zakątek, który… Sprowadzi nas na dół! Cała dotychczasowa „wspinaczka” na nic! Ale to nic, bo ścieżka zaprowadzi nas prosto do stacji kolejki Funicolare, którą można wjechać z powrotem na górę Po wyjściu z kolejki mamy do wyboru dwie opcje. Albo iść „w miasto”, albo obejść je dookoła podziwiając widoki z muru. Trasa prowadząca wzdłuż muru gwarantuje piękne widoki i spotkanie wielu biegaczy. Jak ja im zazdroszczę! Ale abstrahując od biegaczy – zacznijmy może właśnie od spaceru wzdłuż muru. Po wyjściu z Funicolare kierujemy się na lewo, gdzie ulicą schodzimy delikatnie w dół. Dochodzimy do muru, podziwiamy widoki, robimy sobie fotkę a następnie kierujemy się na prawo Spacerując wzdłuż muru dochodzimy w końcu to drugiej kolejki. To dobry moment aby wjechać nią na San Vigilio i podziwiać miasto z jeszcze innej (wyższej) perspektywy… Po wyjściu z kolejki i zrobieniu kilku fotek z tarasu widokowego warto zrobić sobie spacer po wzgórzu. Moim zdaniem trzeba udać się w każdą możliwą stronę i zajrzeć w każdą kuszącą uliczkę. Pominę tutaj kwestie techniczne w stylu „idźcie w lewo czy w prawo”. Po prostu eksplorujcie. Jedna z niepozornych uliczek w pewnym momencie zamienia się w schody, duuużo schodów. Zeszliśmy tą drogą prawie na sam dół wzgórza, aby potem z powrotem wdrapać się po schodach na górę. To nic że było gorąco, przecież we Włoszech to nie ma najmniejszego znaczenia. Takie ciekawe odkrycia po drodze. I znowu schody. Mieszkałabym. To była jedna uliczka. Po wdrapaniu się na górę w okolice stacji kolejki Funicolare wchodzimy w kolejną ulicę i dochodzimy nią do końca. To tam Monika z Black Dresses zrobiła zdjęcie balonów nad Bergamo. Niestety teraz już ich nie było. Na koniec zostawiamy sobie ruiny zamku i park na samym szczycie Bergamo Po zwiedzeniu wzgórza sugeruję zejść z niego pieszo a potem udać się wreszcie na zwiedzanie Citta Alta. No i może na kolejne lody… Nie robiłam tym razem zdjęć uliczek i zabytków Citta Alta, bo mam ich sporo z zeszłego roku. Po dojściu do tej niższej kolejki Funicolare, proponuję udać się tym razem na górę skąd roztacza się piękny widok na okolicę. W tym celu wchodzimy w prowadzącą do góry uliczkę obok sklepu z lodami na patyku. Po dotarciu na miejscu co robimy? Ano znowu podziwiamy widoki Można też usiąść i coś przekąsić… Schodzimy z góry i znowu lądujemy w pięknych zakamarkach Citta Alta. Sugeruję aby znowu udać się w kierunku kolejki Funicolare, ale teraz skręcić stamtąd w uliczkę prowadzącą w dół (po lewej stronie). Dojdziemy w ten sposób znowu do muru okalającego Citta Alta, ale teraz idąc wzdłuż niego możemy zwiedzić drugą stronę górnego miasta. Nie będę pokazywać wszystkich zdjęć aby nie odbierać Wam przyjemności z odkrywania tych miejsc samodzielnie Do dolnego miasta warto zejść również trasą turystyczną, ale drugą jej stroną. Można tego dokonać idąc w dół cały czas wzdłuż muru i w pewnym momencie odbijając w lewo w którąś z uliczek. No i wiecie, kończąc spacer, trzeba wstąpić na jakieś lody… Przy tej lodziarni można skręcić w prawo w uliczkę widoczną za mną, prowadzi ona do placu, o którym pisałam na początku. Z niego można wsiąść w autobus i wrócić na lotnisko, albo udać się do miejsca, gdzie nocujecie. I skoro już jesteśmy przy noclegach, tym razem nocowaliśmy w innym miejscu. Byliśmy w nim pierwszymi gośćmi, więc wszystko było czyściutkie, eleganckie i pachnące to miejsce to My Room Center 2 (ta dwójka ma duże znaczenie, bo ten sam właściciel ma wiele obiektów, które dość podobnie się nazywają). Kilka fotek: Jedyny minus, to że łazienka nie jest w pokoju, ale nie był to jakiś duży problem bo i tak ta w przedpokoju była wyłącznie do naszej dyspozycji (są tam chyba 3 pokoje i 2 łazienki). Właściciel dobrze mówi po angielsku, jest bardzo sympatyczny i pomocny. Nie chcę się rozpisywać, więc gdybyście mieli jakieś pytania odnośnie tego obiektu – odpowiem na nie w komentarzach. Na koniec gratis jeszcze kilka zdjęć wieczornego Bergamo. Knajpka w której jedliśmy rok temu i teraz, Da Franco na Citta Alta Miasto nocą, widok na główną ulicę A na głównej ulicy jednego wieczoru  trafiliśmy na jakąś miejską imprezę. Do tej pory nie wiemy co to było, ale ulice były pozamykane, wyszło na nie chyba pół miasta, odbywały się pokazy taneczne, pomiędzy kamienicami grał DJ… Fajny klimat  Na koniec jeszcze kilka aktualnych informacji praktycznych: Bilet miejski umożliwiający przejazdy na trasie lotnisko – miasto oraz przejazdy kolejkami Funicolare kosztuje 5€ w przypadku biletu 24h, a 7€ w przypadku 72h. Nie ma biletu 2-dniowego, na dwa dni też najbardziej opłaca się ten 3-dniowy.  W restauracjach do rachunku doliczane jest coperto i wynosi ono ok. 2 – 3,5€ za osobę To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to duża dostępność darmowego internetu… W zeszłym roku było o to ciężko, a teraz spokojnie można było złapać bezpłatne wi-fi w centrum handlowym Orio al Serio, na niektórych ulicach miasta, na lotnisku (juhuuu!) i w niektórych knajpkach. Co zabawne, bezpłatny internet w Bergamo nazywa się Free Luna wymaga rejestracji, radzę to zrobić już na lotnisku aby później nie tracić na to czasu I to chyba tyle, przepraszam za tę dużą ilość zdjęć, tym bardziej, że niektóre nie posiadają żadnych specjalnych walorów artystycznych, ale nie o to tym razem chodziło. Chciałam tylko pokazać klimat miasta i mam nadzieję, że mi się to udało. Gorąco zachęcam Was do zorganizowania sobie takiego wypadu The post Co zwiedzić w Bergamo w 1 dzień appeared first on Life Manager-ka.

Grochem o garnek

Bezglutenowe tiramisu (bez jajek)

    Chodziło mi to po głowie od dłuższego czasu. W końcu musiała istnieć możliwość zrobienia bezglutenowego tiramisu bez dodatku jajek, które byłoby tak pyszne jak klasyczne! I udało mi się! To tiramisu w niczym nie ustępuje jejecznemu na biszkoptach, niektórzy nawet twierdzą, że jest pyszniejsze :) Bardzo polecam, idealnie się sprawdzi nie tylko latem ;) Skład (4 porcje) 400g mascarpone, 200ml śmietany kremówki (schłodzonej), 80g białej czekolady, 1 laska wanilii (nasionka, lub 1 łyżeczka pasty z nasion wanilii), 10 ciasteczek migdałowych typu amaretti, 2 łyżki cukru trzcinowego (lub substytutu), 3 łyżki likieru Baileys (lub innego, który lubicie), 4 łyżki zaparzonej i wystudzonej kawy, kakao do posypywania. Mascarpone oraz kremówka powinny być schłodzone (ja kremówkę przed ubijaniam wkładam na kilkadziesiąt minut do zamrażarki). Kremówkę ubić na sztywno pod koniec ubijania dodając 2 łyżki cukru. Białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, lekko przestudzić, dodać do niej mascarpone i przy pomocy trzepaczki ubić na gładki krem. Dodać ubitą kremówkę i dalej mieszać trzepaczką do połączenia składników. Na końcu dodać nasionka wanilii (lub pastę) i lekko wszystko wymieszać. Wstawić krem do lodówki na czas przygotowywania ciasteczek. W misce przygotować mieszankę likieru oraz wystudzonej kawy. Pokruszyć ciasteczka Amaretti i dodać je do mieszanki. Odstawić na 5-10 minut do lekkiego nasiąknięcia (dzięki temu nie rozwodnią później kremu). Przejść do wypełniania pucharków. Na samym spodzie ułożyć po misce masy ciasteczkowej, posypać ją kako w proszku i ułożyć łyżkę kremu. Następnie nałożyć kolejną warstwę ciasteczek lekko wyrównując ją przy pomocy łyżki, posypać kakao. Ostatnią warstwę kremu nałożyć aż po sam brzeg pucharka/kieliszka. Całość dokładnie oprószyć kakao. Najlepiej smakuje schłodzone, ale jak nie możecie się powstrzymać to można wcinać od razu ;) Smacznego! Uprzedzam, zrobiłam naprawdę dużo zdjęć… A tak wyglądało przygotowanie u mnie:            

Fashionelka

KOSMETYCZNY HIT – maść witaminowa za 3zł

Z tą maścią pierwszy raz spotkałam się, kiedy weterynarz zalecił smarowanie suchego nosa Rambo właśnie maścią witaminową. Byłam zdumiona jak błyskawicznie jego suchy nosek stawał się nawilżony i błyszczący. W końcu zaczęłam tą maścią smarować moje spierzchnięte usta. Kolejne WOW, nawilżała je lepiej nić niejedna markowa pomadka i to błyskawicznie. Koiła ból spowodowany spierzchniętymi i popękanymi ustami i szybko je regenerowała. Zaczęłam ją też stosować na stopy by zapobiec rogowaceniu skóry. W końcu stała się jednym z moich ulubionych kosmetyków. Dwa tygodnie temu spędzaliśmy dwutygodniowe wakacje na Krecie. Codziennie smarowałam się kremami z wysokim filtrem i rozsądnie dozowałam godziny spędzone na słońcu. Moja skóra zaczynała nabierać delikatnie brązowego koloru, a ja stopniowo wydłużałam czas plażowania. Kiedy jednak wybraliśmy się na wyspę Chrissi (na której temperatura jest znacznie wyższa niż na Krecie) spiekłam się na raka. Mimo tego, że nałożyłam krem z wysokim filtrem i chowałam się pod parasol, słońce mnie dopadło. Moje plecy, ramiona i uda były czerrrwone. Piekło, szczypało i nie było mowy bym założyła na siebie coś więcej niż strój kąpielowy. Kiedy leżałam na brzuchu, plując sobie w brodę, że tak się załatwiłam, przypomniałam sobie o maści witaminowej. Maść z witaminą A jest zalecana nie tylko na suchość skóry, ale też na odmrożenia i słoneczne oparzenia. Wysmarowałam więc grubą warstwą kremu oparzone miejsca i poszłam spać. Rano przeżyłam szok. Skóra zbrązowiała! Nic nie szczypało, nie piekło, a po czerwonej skórze nie było śladu. Zdawałam sobie sprawa, że maść ukoi ból, pomoże w gojeniu się skóry, ale nie spodziewałam się, że w ciągu 8 godzin załatwi sprawę w 100%. Znów mogłam cieszyć się słońcem, a noszenie ubrań przestało być zmorą. Kolejny raz mit „cena = jakość” zostaje obalony. Maść za 3zł dosłownie uratowała moje wakacje!

Jak spaliłem ponad 1,5kg tłuszczu w dwa tygodnie

Facetem jestem i o siebie dbam

Jak spaliłem ponad 1,5kg tłuszczu w dwa tygodnie

Ćwiczenia na dolną część pleców w domu (bez sprzętu)

Facetem jestem i o siebie dbam

Ćwiczenia na dolną część pleców w domu (bez sprzętu)

Warsztaty fotografii kulinarnej z Kingą z GreenMorning.

Ziołowy zakątek

Warsztaty fotografii kulinarnej z Kingą z GreenMorning.

Szafeczka blog

Błędy językowe, które powtarzają nasze dzieci

Polski język = trudny język. To fakt! Ale jest kilka błędów językowych, które niby wszyscy znają, a jednak się pojawiają. Co więcej, te błędy powtarzają nasze dzieci. Najgorsze jest to, że nawet jeśli my mówimy poprawnie to nasze dzieci i tak z przedszkola wyjdą mówiąc „dobrze, że przyszłeś” ;) Żeby wszystko było jasne - my też popełniamy błędy! :) Po prostu prezentujemy naszą listę błędów, z którymi muszą zmierzyć się dzieci. 1. Poszłeś Klasyka! Poszłeś, przyszłeś – daleko nie zaszłeś. Niby obciach i nikt tak nie mówi, a jednak… ;) 2. Włancza Włanczamy włancznikiem? Czy może włączamy włącznikiem? 3. Wziąść Nasza córka mówiła elegancko „wziąć”, jednak w przedszkolu nauczyła się nowej formy :/ No i z kogo tu braść przykład? 4. Se Błąd to w sumie nie jest, bo pochodzi z gwary, jednak z tym „se” trzeba uważać ;) 5. Dziesiąty lipiec Mówimy „dziesiąty lipca”, bo mamy dziesiąty dzień lipca :) 6. Dwutysięczny czternasty Dwa tysiące czternasty – tak lepiej! Dwutysięczny był 14 lat temu. 7. Pierszy Czegoś tam brakuje! Oczywiście nie chodzi o to, aby literę „w” akcentować i chwalić się, że o niej pamiętamy. Jednak pozbywanie się nawet tego „f” to już za wiele ;) 8. W każdym bądź razie Powinno być „w każdym razie” lub „bądź co bądź”. 9. Tą / tę „Tę książkę”, a nie „tą książkę” i „tę ręk”ę, a nie” tą rękę”. W mowie potocznej jest to dopuszczalne, ale warto pamiętać o poprawnej formie zaimka. 10. Po najmniejszej linii oporu To bardziej do rodziców, którzy w ten sposób komentują zaangażowanie swoich dzieci :) To ma być: linia najmniejszego oporu! Chodzi przecież o najmniejszy opór, a nie o najmniejszą linię. To tyle! Jakie błędy Was najbardziej denerwują? Co byś tu jeszcze dopisał/dopisała? No i jak jest z takimi błędami w Waszym otoczeniu? Macie odwagę zwrócić uwagę na przykład babci lub niani? :) /Adrian The post Błędy językowe, które powtarzają nasze dzieci appeared first on szafeczka.com.

URZĄDZANIE WYNAJMOWANEGO LOKUM

Fragrance of beauty

URZĄDZANIE WYNAJMOWANEGO LOKUM

Wybielanie zębów – domowe i profesjonalne sposoby

Facetem jestem i o siebie dbam

Wybielanie zębów – domowe i profesjonalne sposoby

Pomysły na wykorzystanie lawendy!

Ziołowy zakątek

Pomysły na wykorzystanie lawendy!

Lifemenagerka

Jak kupować okulary przeciwsłoneczne

Poruszałam raz na blogu temat okularów przeciwsłonecznych zachęcając do noszenia ich także zimą. Dziś natomiast chciałabym skupić się na ich kupowaniu, bo trochę rozbraja mnie ignorancja ludzka w tym temacie… A akurat ochrona oczu to jedna z rzeczy, w które warto w życiu inwestować, przecież chodzi tu o nasze zdrowie. Dzisiejszy wpis powstał w ramach mojej współpracy z Vision Express, a jeśli do tej pory nie przywiązywaliście zbyt dużej wagi do wyboru okularów przeciwsłonecznych – przeczytajcie koniecznie. Gdzie kupować? To oczywiste, raz to już pisałam ale powtórzę – u optyka. I nie ma tu innej prawidłowej odpowiedzi. Ja nie ufam okularom z sieciówek z prostego powodu – tego typu sklepy sprowadzają swoje produkty z Azji i nakładają na nie kosmiczną marżę. Jeśli kupujemy okulary w H&M za 30 zł, oznacza to, że ich wyprodukowanie kosztowało… Cóż, dużo mniej. I nawet jeśli widnieje na nich zachęcająca naklejka ze skrótem UV i jakąś wysoką liczbą to najczęściej jest to chwyt marketingowy. Tego, że nie kupujemy okularów na bazarach, od plażowych sprzedawców i w Biedronce w promocji za 10 zł już chyba nie muszę pisać? Atesty Kupując okulary u optyka możemy być spokojni o ich jakość, ale jeśli jesteśmy nieufni – warto sprawdzić czy okulary są atestowane. Każde okulary spełniające podstawowe normy i posiadające filtr UV oznaczone są specjalnymi symbolami. Najczęściej jest to CE (ja taki mam na wszystkich 4 parach), EN 166:2001, 89/686/EWG, EN 1836+A1:2009 czy ISO 9001:2000. Istnieje oczywiście ryzyko, że jakiś producent używa symbolu europejskiego atestu jako chwytu marketingowego i posługuje się nim bezprawnie. Ja nie mam zaufania do wielu sprzedawców, dlatego właśnie nie kupuję okularów w miejscach, które specjalizują się w sprzedaży czegoś zupełnie innego. Kategorie Okulary przeciwsłoneczne, w zależności od ich przeznaczenia, posiadają różne kategorie filtrów. Generalnie im wyższa kategoria, tym większa ochrona, dlatego okulary z kat.1 możemy nosić tylko w pochmurne dni, kat. 2 sprawdzi się przy umiarkowanym oświetleniu, kat. 3 zapewni nam ochronę w słoneczne dni, również podczas wakacji w ciepłym kraju, jeśli wybieramy się wysoko w góry lub zamierzamy uprawiać sporty takie jak narciarstwo czy żeglarstwo, powinniśmy sięgnąć po filtr kat.4. jeśli jesteśmy kierowcami, nie powinniśmy używać filtrów wyższych niż kat.3 Ogólnie najbardziej uniwersalna na co dzień jest kategoria 3 i dlatego najlepiej kupować okulary tak oznaczone. Soczewki i oprawki Kupując okulary mamy do wyboru soczewki szklane, plastikowe i poliwęglanowe. W codziennym użytkowaniu nie odczujemy większej różnicy pomiędzy tymi szklanymi a plastikowymi, natomiast jeśli zależy nam na wyjątkowej trwałości (bo np. uprawiamy sport) – warto wybrać soczewki poliwęglanowe. Podobnie jest z oprawkami – metal i plastik sprawdzą się przy codziennym użytkowaniu, ale jeśli chcemy mieć pewność, że okulary wiele przetrwają – wybierzmy oprawki z poliwęglanu. Jeśli chodzi o kolor, najzdrowsze dla oczu są soczewki w neutralnych kolorach – szarym lub brązowym. Okulary o innych kolorach soczewek mają zazwyczaj specjalne przeznaczenie (np. zielone poprawiają widzenie o zmroku, fioletowe uwydatniają kolory na dalszym planie). Opcje dodatkowe Jeśli mamy takie potrzeby, możemy wybrać okulary zawierające szereg dodatkowych powłok i funkcji… Np. okulary korygujące dostosowane do naszej wady wzroku, okulary z polaryzacją idealne dla kierowców (ale nie tylko, ja używam ich na co dzień), czy też okulary z powłoką oleofobową, która zapobiega osadzaniu się na nich brudu. Opcji jest wiele, a w dobraniu ich do naszych potrzeb pomoże oczywiście obsługa salonu. Cena Na początku tego wpisu napisałam, że zakup dobrych okularów przeciwsłonecznych to inwestycja w zdrowie. Jak najbardziej to podtrzymuję, ale to słowo „inwestycja” jest może ciut przesadzone bo nasuwa skojarzenie z wysoką ceną. Na potrzeby tego wpisu robiłam research w salonach Vision Express i widziałam w nich dobre okulary przeciwsłoneczne już w cenie niższej niż 100 zł. Nawet model, który mam na sobie na załączonych do wpisu zdjęciach (Seen 75964) kosztuje kilkadziesiąt złotych, a jest dobrze wykonany i ma atest CE. Nie ma tu wymówki w postaci ceny! Noszenie okularów pseudo-ochronnych może spowodować takie choroby wzroku jak zaćma, zapalenie spojówek czy uszkodzenie rogówki. Często efekty takiego błędu młodości wychodzą dopiero po 50tce. Naprawdę nie ma sensu ryzykować, dlatego jeśli posiadacie jakieś byle jakie okulary, bez żalu wyrzućcie jej na śmietnik (bo na nic innego nie zasługują) i zafundujcie sobie coś lepszego zasługujecie na to :). Na koniec jeszcze możecie zerknąć na aktualne promocje w salonach Vision Express oraz na ich fanpage, na którym znajdują się m.in. informacje o bieżących promocjach. The post Jak kupować okulary przeciwsłoneczne appeared first on Life Manager-ka.

Wakacje w mieście

Szafeczka blog

Wakacje w mieście

Robomow – nie trać czasu na koszenie trawy

Jest pięknie

Robomow – nie trać czasu na koszenie trawy

Piękny, zadbany trawnik to marzenie wielu osób. Niestety, nie zawsze mamy czas regularnie go kosić. A gdyby tak ktoś robił to za nas? Nie promowany czytaj dalej

10 sztuczek modelek, jak dobrze wychodzić na zdjęciach

Segritta

10 sztuczek modelek, jak dobrze wychodzić na zdjęciach

Szafeczka blog

6 zasad rozmawiania z dzieckiem!

Myślisz czasami czy dobrze wychowujesz dziecko? Nie ma na to konkretnej recepty… ale jest kilka zasad, którymi chcemy się z Wami podzielić. O czym warto pamiętać rozmawiając z dzieckiem: Chwalenie Tak, to bardzo ważne! Na bazie naszych słów dziecko buduje swoją samoocenę i obraz samego siebie. Budujemy przez to poczucie wartości i wpływa to na pewność siebie dziecka. Jednak chwalenie wcale nie jest takie łatwe jak się może wydawać. Unikajmy etykiet i szufladkowania – też tego pozytywnego. Zamiast powiedzieć „jesteś piękna”, powiedz „ale pięknie wyglądasz”. Zamiast „ale jesteś mądry” powiedz „super, bardzo dobrze rozwiązałeś to zadanie”. Chwalmy za konkrety i wyłapujmy ku temu okazje! Chyba każdy z nas lubi być doceniany za to co robi :) Nie szufladkuj Nie mów o swoim dziecku, że jest nieśmiałe, czy że jest bałaganiarzem. Dziecko może poczuć, że jest skazane na tego typu zachowanie i w związku z tym nie podejmie żadnych prób zmiany tego faktu. Mogą też wstydzić się zmiany. Opisując zachowania, które Ci się nie podobają, pozbądź się ze swojego słownika zwrotów takich jak „ty zawsze…” czy „jak zwykle”. To na pewno nie pomaga :) Nie mówimy nie Nasz mózg działa w taki sposób, że nie radzi sobie z zaprzeczeniami. Jeśli mówimy „uważaj bo spadniesz” to ktoś pomyśli o tym że spada :) Gdy mówimy „nie jem już więcej słodyczy” myślimy o słodyczach. Zamiast tego powiedz „będę jeść zdrowo”! To samo tyczy się dzieci! Zamiast powiedzieć dziecku „nie rozlej soku” powiedz „chwyć mocniej kubek i idź powolutku”. Live your dream! Tak! Trzeba mieć marzenia i podążać za nimi! Żyć nimi :) Chcesz coś osiągnąć? Zrób to! Jeśli Twoje dziecko ma być szczęśliwe  to już od najmłodszych lat musi wiedzieć, że marzenia się spełniają. To bardzo ważne – nie pozwól na to, aby Twoje dziecko żyło tak jak tego chcą inni. Musi wierzyć w swoje możliwości i w swoje marzenia. Wspieraj jego zainteresowania i rozwijaj w nim pasje :) Optymizm Wspieraj optymistyczne podejście swojego dziecka. Świeć dobrym przykładem, a wyjdzie to na dobre całej rodzinie. Koniec z pesymizmem i marudzeniem! Nie daj odczuć, że porażka to coś złego Bojąc się porażki mamy problem z podjęciem decyzji. Czasem tak jest z perfekcjonistami - gdy boi się, że mu nie wyjdzie to tego nie robi. Nie spróbował- nie odniósł porażki – wygrał? Chyba nie o to chodzi ;) Nie chroń dziecka przed doznaniem uczucia porażki.  Nie rób też z siebie chodzącego ideału. Przyznaj się że czegoś nie umiesz, nie wiesz lub popełniłaś błąd. Daj dobry przykład i pokaż jak poradzić sobie z przegraną :) No dobra, to teraz przyznajcie się ile z tych 6 zasad stosujecie? /Adrian The post 6 zasad rozmawiania z dzieckiem! appeared first on szafeczka.com.

Czerwcowi ulubieńcy

Fragrance of beauty

Czerwcowi ulubieńcy

Lady Gugu

Sposoby na wzmocnienie odporności przedszkolaka

Długo zastanawiałam się czy warto poruszyć ten temat na blogu. Trochę obawiam się, że dzisiaj pochwalę się, że dzięki moim cudownym sposobom Lenka nie choruje, a jutro  będę musiała zamówić wizytę u pediatry.  Biorąc pod uwagę fakt , że nie mamy obecnie lekarza pediatry bo na panią doktor się obraziłam, taki scenariusz może mocno zamieszać w naszym życiu. Ryzykuję…piszę. Temat naturalnych sposobów wzmacniania odporności budzi sporo kontrowersji. Po jednej stronie stoją  babcie i mamy ze swoimi sprawdzonymi, domowymi sposobami, po drugiej firmy farmaceutyczne, które na każdym kroku przekonują nas, że to środki farmakologiczne są najlepsze i to po nie powinniśmy sięgać w pierwszej kolejności.   Do tego dochodzą  opinie wielu lekarzy twierdzących, że nie mają nic przeciwko naturalnym sposobom wzmacniania odporności  gdyż prawdopodobnie charakteryzuje je nikła szkodliwość przy równie nikłej skuteczności. No więc skoro nie szkodzą, a mogą pomóc, i mając na uwadze, że środki dostępne w aptekach to nic innego jak chemia, której już w innej postaci fundujemy naszym organizmom wystarczająco dużo, to wzmacnianie odporności warto zacząć od tych naturalnych sposobów Ale ostrzegam, jeśli spodziewacie się, że w tym poście sprzedam Wam wiedzę, której nikt do tej pory nie ujawnił, to niestety muszę Was zmartwić.  Opowiem Wam o sposobach, które wszystkim są doskonale znane, ale z różnych powodów stosuje się je w niewielu domach. Zaczynamy. Oto moje sposoby na wzmocnienie odporności mojego małego przedszkolaka: 1.       Szklanka wody z miodem i cytryną Do śniadania nie pijemy herbaty z cytryną i cukrem, bo herbaty w naszym domu po prostu nie ma. Zamiast tego, wypijamy rano po szklance wody z dużą ilością miodu i cytryny. Miód to skarbnica witamin, mikroelementów i cennych enzymów, które mobilizują układ odpornościowy do działania.  Mobilizujemy więc nasze układy odpornościowe od samego rana. 2.       Malina i aronia Owoce, które znajdziecie w składzie wielu syropów na odporność, tyle tylko, że poza nimi w ich składzie znajdziecie jeszcze substancje konserwujące. Chcąc uchronić moje dziecko przed tym ostatnim, maliny i aronie jemy tylko w naturalnej postaci. Już kilka miesięcy przed nadejściem zimy, moja spiżarnia i zamrażarka wypełniają się zapasami, którymi wzmacniamy się podczas mrozów. Aronia to jeden z najzdrowszych owoców, niestety w naszym kraju nie jest zbyt popularna , a co za tym idzie, jej właściwości nie są doceniane . A szkoda, bo dzięki niej zachowujemy lepszą formę fizyczną, mamy jędrną skórę, zapobiegamy chorobom serca, wypłukujemy z organizmu metale ciężkie. Jeśli nie macie pomysłu, w jaki sposób przygotować owoce aronii na zimę, skorzystajcie z ekspresowego przepisu, który wykorzystujemy w naszej rodzinie.  Tak przygotowane zapasy służą nam przez kilka miesięcy. Robię z nich kompoty/soki do obiadu lub dżemy do deserów. Przepis: Myjemy owoce aronii. Kiedy odciekną, wkładamy je do litrowych słoików ( wypełniamy około ¾ słoika). Zakręcamy i pasteryzujemy.  ( nie dodajemy wody i cukru) 3.       Zdrowa dieta Nie od dziś wiadomo, że prawidłowa dieta pozytywnie wpływa na naszą odporność. To, jak wyglądamy oraz stan naszego zdrowia zależą od tego, co trafia do naszego żołądka. Zdrowy, dobrze odżywiony organizm nie da się infekcjom.  Dzień zawsze zaczynamy od śniadania, które zjadamy nie później jak godzinę od wstania z łóżka. Owsianka z kasza jaglaną z dodatkiem świeżych i suszonych owoców, orzechów brazylijskich, migdałów i odrobiną miodu to nasz ulubiony sposób na zdrowe śniadanie. Lenka uwielbia każdy jego składnik. W naszej diecie nie brakuje też owoców i warzyw. Kasze właściwie zastąpiły nam ziemniaki, które pojawiają się na naszym stole bardzo rzadko. Ryby, orzechy, produkty zbożowe z pełnego ziarna są podstawą naszych posiłków. Podobno odżywianie jest sztuką, której można się nauczyć. Przepisy na smaczne potrawy z kaszami znajdziecie w moich postach kulinarnych. 4.       Odpowiednie ubranie Przegrzewanie dziecka, to jeden z najczęstszych błędów popełnianych przez mamy. Wiem, bo sama ten błąd popełniałam, a nawet teraz, kiedy Lenka potrafi już powiedzieć, że jest jej gorąco, zdarza mi się walczyć ze sobą, żeby nie ubrać jej dodatkowej bluzeczki lub cieplejszej czapki. Staram się jednak nie zapominać, że przegrzewając dziecko, możemy zaburzyć rozwój naturalnej  odporności małego organizmu i zanim sięgnę po cieplejsze ubranie lub kolejną jego warstwę, dwa razy zastanowię się, czy sama chciałabym to ubranie w takiej temperaturze nosić. 5.       Rączki Układ odpornościowy dziecka nie jest jeszcze w pełni ukształtowany, a więc jest bardziej narażony na atak wirusów i bakterii, które wywołują różnego rodzaju choroby. Dlatego na  miejsce  piąte mojej listy trafiły „rączki”-  czyste rączki. Mycie rąk to podstawa higieny. Wirusy i bakterie przenoszone są przez dotyk, dlatego nigdy nie zapominam o myciu rąk kiedy wracamy do domu, kiedy Lenka siada do stołu, kiedy wychodzi z toalety. Niestety, wiele mam nie myje swoich rąk, o rączkach maluchów już nie wspominając. Jeśli chcecie wzmocnić organizm przedszkolaka, zacznijcie od naturalnych sposobów, które macie przecież pod ręką i bez przeszkód możecie stosować je każdego dnia. Zamiast sięgać po sztuczne składniki, kiedy dziecko już choruje, wzmacnianie małego organizmu zacznijcie wtedy kiedy malec jest zdrowy. Post Sposoby na wzmocnienie odporności przedszkolaka pojawił się poraz pierwszy w .

Przegląd finansowy – lipiec 2014

Facetem jestem i o siebie dbam

Przegląd finansowy – lipiec 2014

Lifemenagerka

Pies to styl życia – wpis z okazji Dnia Psa :)

Dziś jest dzień psa. W ostatnim przeglądzie tygodnia pisałam Wam o wydarzeniu „Psia Dolina”, ale nie wspomniałam jaki był temat przewodni tego eventu. A przecież to najważniejsze… Otóż celem tego spotkania było pokazanie, że pies to styl życia. I znowu to kontrowersyjne określenie „styl życia”, które już tyle osób rozbierało na części pierwsze próbując udowodnić, że jest ono pozbawione sensu. Styl życia, sposób na życie, tryb życia… Jak zwał tak zwał, najważniejsze jest to, co się pod tym kryje. A w przypadku posiadania psa kryje się… Aktywność fizyczna. W wielu przypadkach niezależna od pogody. Choć nie w moim akurat, bo Luna nie jest zwierzęciem pogodo-odpornym i kiedy pada deszcz, najchętniej w ogóle nie wychodziłaby z domu. W takie dni zdarza jej się wychodzić na pierwszy spacer dopiero po południu, bo wcześniej księżniczka śpi w najlepsze albo po prostu nie ma ochoty wyjść. Ale ogólnie nie da się ukryć - właściciele psów są aktywniejsi od tych, którzy tych zwierząt „outdoorowych” nie posiadają. Widać to szczególnie zimą, kiedy na spacerach spotyka się właściwie tylko ludzi z psami. Przyjęcie pod swój dach nowego członka rodziny, który ma duży wpływ na Twoje życie, nawet na to co jesz, co kupujesz, jak spędzasz wolny czas… To zmienia życie całej rodziny, wprowadza nowe nawyki, czasem ograniczenia… Mamy do czynienia z żywym stworzeniem, które może mieć swoje kaprysy, zachcianki i charakterek. No właśnie, charakter, którego według kociarzy psy nie mają… Może tak mówić tylko ktoś, kto nigdy nie miał psa albo kto błędnie definiuje „posiadanie charakteru”. Poznawanie nowych ludzi. Ja nie jestem zbyt otwartą osobą, kiedy nie miałam psa, z sąsiadami wymieniałam tylko grzecznościowe „dzień dobry” i „do widzenia”, a ludzi na osiedlu nie znałam wcale. Teraz jest zupełnie inaczej. Nie ważny jest wiek, płeć czy status społeczny – spora część psiarzy tworzy rozumiejącą się niemal bez słów społeczność. Rozmawiamy na spacerach, wymieniamy się doświadczeniami, plotkujemy o osiedlowych sprawach itp. Psy łączą ludzi i otwierają na otoczenie. Brak samotności. Mając psa nigdy nie jesteś sam. Zawsze masz z kim obejrzeć film, pójść na spacer czy po prostu komu się wypłakać. Pies zliże każdą łzę, wyczuje też kiedy coś jest nie tak i nie odstąpi Cię na krok kiedy będziesz potrzebować jego towarzystwa. Nie bez powodu mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Kiedyś wydawało mi się, że to bullshit, mój pierwszy pies nie był moim najlepszym przyjacielem, bo za swoją panią uważał jedynie moją babcię, która spędzała z nim 3/4 dnia ze względu na nasz brak czasu… Teraz jednak kiedy mam Lunę, widzę jak to jest, kiedy pies kocha mnie całym swoim sercem. To jest coś nie-sa-mo-wi-te-go. A swoją drogą korzystając z okazji – pokażę Wam mojego pierwszego psa, Pikusia był najmądrzejszym kundelkiem na osiedlu (taaak, wiem, każdy tak mówi o swoim psie, ale o nim mówili tak też obcy ludzie do dziś zdarza się, że ktoś mi opowiada jakieś historie o nim :)). Jutro minie dokładnie 5 lat od kiedy musiałam go pożegnać, ale do dziś łza mi się kręci w oku na jego wspomnienie. Pies pojawiając się w rodzinie często wywraca jej życie do góry nogami. Dokłada obowiązków, nieco pozbawia spontaniczności… W naszym przypadku zmienił też sposób spędzania wolnego czasu – od chodzenia po mieście wolimy spacery z psem tam, gdzie czuje się on dobrze. Nie wyjeżdżamy sami na dłużej niż 3 dni i ogólnie w miarę możliwości wszędzie gdzie się da zabieramy psa, nawet jeśli niesie to za sobą pewne ograniczenia (np. musimy zostać gdzieś krócej, nie możemy skorzystać ze wszystkich atrakcji danego miejsca itd.). To wszystko nie stanowi jednak żadnego problemu, bo jest jeszcze drugi biegun tej sytuacji – jako właściciele psa jesteśmy aktywniejsi, zdrowsi, szczęśliwsi… I gdybym mogła powrócić do swojego stylu życia „sprzed psa” NIGDY bym się na to nie zdecydowała.  Wszystkiego najlepszego dla Waszych psiaków!!! Zapraszam też na inne psie wpisy na moim blogu: Posiadanie psa – obawy a rzeczywistość - w tym wpisie musiałam edytować jeden punkt, bo jeden artykuł otworzył mi oczy na pewną sprawę… Napisałam wówczas, że lepiej nie brać psa gdyby miał przez 8 czy 9h siedzieć sam w domu. Błąd! Jemu przez te 9h samemu w domu będzie o wiele lepiej niż przez całą dobę w schronisku! Luna wychodzi z wieku szczenięcego – jej historia, zdjęcia i film Dlaczego nie traktować psa jak dziecka? Do serca przytul psa – korzyści z posiadania psiaka The post Pies to styl życia – wpis z okazji Dnia Psa :) appeared first on Life Manager-ka.

Defekt enzymatyczny

Lady Gugu

Defekt enzymatyczny

Co robi kobieta, która dowiaduje się, że jest w ciąży? Biegnie do apteki po suplementy diety z kwasem foliowym. Niestety, to trochę późno, bo układ nerwowy dziecka, najbardziej narażony na niedobór kwasu foliowego, rozwija się na bardzo wczesnym etapie ciąży. Między 8 a 22 dniem od zapłodnienia zamyka się cewa nerwowa, rozwija się mózg i rdzeń kręgowy.  Większość kobiet na tym etapie nie wie jeszcze, że jest w ciąży. Dlatego właśnie tak ważne jest przyjmowanie odpowiedniej dawki kwasu foliowego już na etapie jej planowania, najlepiej przyjmować zalecaną dawkę 0,4 mg folianów na 6 tygodni przed planowanym zapłodnieniem. Nic prostszego prawda? A jednak nie. Wszystko to z powodu bardzo dużego odsetku ciąż nieplanowanych. Kobieta zwykle dowiaduje się, że będzie miała dziecko, między 4 a 6 tygodniem ciąży, kiedy mózg i rdzeń kręgowy są już  ukształtowane. Na szczęście o roli folianów w procesie kształtowania układu nerwowego dziecka mówi się więcej niż jeszcze kilka lat temu. Dzięki temu świadomość przyszłych matek jest coraz większa. Wiele kobiet stara się uzupełnić niedobór folianów w organizmie jeszcze w okresie planowania ciąży. Staramy się jeść lepiej, częściej, dbamy o to żeby nasza dieta była zdrowa i urozmaicona.  Wydaje nam się , że to wystarczy. I faktycznie w wielu przypadkach wystarcza, dziecko rodzi się zdrowe a ciąża nie ma negatywnego wpływu na organizm mamy. Niestety, jak wynika z badań, około 50 % kobiet może mieć defekt enzymatyczny w wyniku polimorfizmu, co prowadzi do zaburzenia w przyswajaniu kwasu foliowego. Pomimo częstego występowania, nie wykonuje się rutynowych badań w celu zdiagnozowania tego defektu, badania te są kosztowne i skomplikowane.  Przy takiej skali zaburzeń istnieje ryzyko, że zastosowanie samego kwasu foliowego nie da oczekiwanego efektu, a pieniądze wydane w aptece, pójdą na marne. Właśnie dlatego zaleca się przyjmowanie kwasu foliowego z Metafoliną. Takie rozwiązanie pozwala osiągnąć wymagany poziom folianów w organizmie, również u osób, które mają defekt enzymatyczny. Nic więc dziwnego, że Femibion posiada rekomendację Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Jeszcze do niedawna rynku dostępne były tylko preparaty  z kwasem foliowym. Obecnie, możemy kupić suplement diety z metafoliną, czyli już przetworzoną formą folianu.  Różnica między metafoliną a kwasem foliowym jest taka, że kwas foliowy wymaga kilku procesów metabolicznych zanim zostanie przetworzony do formy w jakiej może zostać przyswojony przez organizm.  Metafolina natomiast jest gotową substancją, którą każdy organizm może przyswoić. Więcej informacji znajdziecie na stronie www.przyszlamama.pl . Post powstał w ramach współpracy z marką Femibion Post Defekt enzymatyczny pojawił się poraz pierwszy w .

[vlog] Bez lipy! Zbieramy lipę!

Ziołowy zakątek

[vlog] Bez lipy! Zbieramy lipę!

Ćwiczenia na biceps w domu (prawie bez sprzętu)

Facetem jestem i o siebie dbam

Ćwiczenia na biceps w domu (prawie bez sprzętu)

Jak zrobić kuszę wykorzystując wyłącznie akcesoria biurowe?...

7 rano

Jak zrobić kuszę wykorzystując wyłącznie akcesoria biurowe?...

Jak zrobić kuszę wykorzystując wyłącznie akcesoria biurowe? Całkiem prosto, zobaczcie sami.

INSPIRACJE: nakrycia głowy na lato

Szafeczka blog

INSPIRACJE: nakrycia głowy na lato

Fragrance of beauty

SIEDEMNAŚCIE TANICH POMYSŁÓW NA LATO

Będąc dużo młodszą, zastanawiałam się, co można robić latem, we wakacje, urlop, nie wydając przy tym dużo pieniędzy. Odkąd pamiętam, zawsze w okresie wakacyjnym pracowałam dorywczo, ale tak czy siak nie uśmiechało mi się wydawać ciężko zarobionych banknotów na coraz to nowsze pomysły spędzenia wolnego czasu. Jasne, były plany wyjazdu zagranicę i tak dalej, ale zawsze kończyło się tak samo - twierdziłam, że jeszcze będę mieć czas na taką podróż, a oszczędności wydawałam na ubrania i małe przyjemności, ciesząc się przy tym niesamowicie. To, jak spędzałam wolny czas, zależało głównie ode mnie (no dobra, zgoda rodziców też była ważna) i głosu rozsądku, który odzywał się w mojej głowie zawsze w najmniej oczekiwanym momencie.Moi rodzice, pozwalając na prace wakacyjne, nauczyli mnie szacunku do pieniądza, cierpliwości i wielu innych cech. Dziś, kiedy jestem już dorosła, do wydawania pieniędzy na wakacje mam mniej więcej takie samo podejście, jak wtedy. Uwielbiam spędzać czas kreatywnie, za grosze. Marzę o wakacjach w ciepłym kraju, ale wierzę, że i na to przyjdzie pora. Jesteście ciekawi moich dwudziestu pomysłów na tanie spędzanie lata? Oto one:Mam nadzieję, że przynajmniej część moich pomysłów przypadła Wam do gustu. :) Jeżeli nie możecie lub nie chcecie pozwolić sobie na drogie wakacje, polecam wypróbować tanie rozwiązanie. Jestem pewna, że w odpowiednim towarzystwie, właściwie zaaranżowany wolny czas, może być fantastyczny. Wszystko zależy od nas. Jeżeli macie ochotę dołączyć kilka punktów do mojej listy, to śmiało! Bardzo chętnie poznam Wasze sposoby na tanie spędzanie wolnego czasu. :)