Jak się uczyć języków obcych?

Facetem jestem i o siebie dbam

Jak się uczyć języków obcych?

Skrzynia na zabawki DIY

Lady of the House

Skrzynia na zabawki DIY

Lifemenagerka

Bezpieczeństwo w sieci

Chciałabym dziś poruszyć temat, który chodzi za mną już od bardzo dawna, ale w końcu doczekałam się weny, aby o nim napisać. Bezpieczeństwo w sieci (i poza nią). Temat, który dotyczy właściwie każdego, ale w szczególności blogerów, którzy czasem bez zastanowienia odsłaniają… może trochę zbyt wiele? Nie chodzi tu już nawet o prywatność – to indywidualna sprawa każdego blogera gdzie ustala jej granicę. Chodzi mi o coś ważniejszego niż prywatność, a mianowicie bezpieczeństwo. I nie, nie będzie o stalkingu, mimo że temat ten również pod bezpieczeństwo w sieci można podpiąć. Jako wstęp do mojego wpisu możecie obejrzeć to: No bo zastanówmy się… Jak mogą działać współcześni włamywacze… Czy obserwują swoją potencjalną ofiarę tygodniami? Bawią się w hydraulików, aby przy okazji rzekomego „sprawdzania centralnego ogrzewania” zobaczyć, co ona ma w mieszkaniu? Pewnie są i tacy, ale po co mają się tak wysilać, skoro wystarczy wejść na kilka blogów np. lifestylowych, przejrzeć wpisy w których autorzy pokazują swoje mieszkanie i w których wszystkie informacje podają jak na tacy. Nowoczesne kino domowe, x-box, stacjonarny komputer z motywem nadgryzionego jabłuszka… Ok. Jest do czego przylepić rączki. Teraz wystarczy zdobyć adres takiego blogera. Czasami wcale nie jest to trudne i miejsce jego zamieszkania można już w dużej mierze rozszyfrować z postów (np. z wrzucanych na bloga screenów z Endomondo). O! Jest i informacja, że mieszka na parterze! Idealnie. Nie znamy ulicy? No to co za problem, mailik z propozycją wysłania darów losu albo innej współpracy i po sprawie. Wtedy pozostaje tylko czekać, kiedy dany bloger uroczyście poinformuje, że wyjeżdża na wakacje. Praca współczesnego złodzieja jest taka prosta… W przypadku wielu blogerów naprawdę bardzo łatwo jest zdobyć ich adres. Jakiś czas temu na zlecenie jednej agencji prowadziłam niewielką akcję z blogerami. Nie posiadałam maila agencyjnego, z pewnym zażenowaniem korzystałam więc z mojego prywatnego na gmailu. Tylko jedna osoba (bardzo profesjonalna i doświadczona blogerka) zwróciła na to uwagę! Reszta nawet się nie zająknęła podając adres do wysyłki… Jeśli wydaje Wam się, że ten temat dotyczy tylko blogerów, to jesteście w błędzie. Jeśli nie posiadacie bloga, ale korzystacie z portali społecznościowych i nie dbacie o ustawienia prywatności na nich, popełniacie dokładnie ten sam błąd. Oczywiście nie popadajmy w paranoję, w dzisiejszych czasach prawie każdy ma w domu komputer czy aparat i jeśli nie są to stosunkowo nowe sprzęty za grube pieniądze to raczej nikt się na nie nie skusi. Tym bardziej, że takie rzeczy jak laptop czy lustrzanka zazwyczaj podróżują razem z Wami… W moim mieszkaniu podczas moich wyjazdów najcenniejszą rzeczą jest chyba lodówka bo albo wszystko zabieram ze sobą, albo komputery zostawiam u mamy. Tak, cholernie boję się włamań i kradzieży, bo wiem jak paskudne to uczucie zostać okradzionym. I nie chodzi tu tylko o straty materialne. Dlatego zachęcam… … aby zastanowić się zanim zdecydujecie się opublikować w ogólnodostępnym miejscu w sieci fotkę nowego, wypasionego sprzętu. Albo nawet swojego mieszkania, na którym dobrze widać jego”zawartość”. Warto też zastanowić się, czy Wasz blog/profil na FB nie mówi zbyt wiele o Waszym miejscu zamieszkania. No i najważniejsze – sprawdzajcie od kogo dostajecie maile, sprawdzajcie czy pod domeną z której ktoś do Was pisze faktycznie jest strona tej firmy. Czy jestem przewrażliwiona? Może. Ale chyba lepiej myśleć i zapobiegać, niż potem paść ofiarą kradzieży? P.s. Sama też czasem wrzucam coś spontanicznie, a potem dopiero myślę o konsekwencjach. Więc swój apel kieruję też do samej siebie The post Bezpieczeństwo w sieci appeared first on Life Manager-ka.

DIY pakowanie prezentów

Lady Gugu

DIY pakowanie prezentów

Przepis na ślub – wedding planner – jak go wybrać i  jak się robi ślub i wesele z profesjonalistą

Fashionable

Przepis na ślub – wedding planner – jak go wybrać i jak się robi ślub i wesele z profesjonalistą

Zakupy z Rossmanna

nissiax

Zakupy z Rossmanna

Jak dobrać fryzurę do kształtu twarzy?

Facetem jestem i o siebie dbam

Jak dobrać fryzurę do kształtu twarzy?

DIY - jak przerobić stare ramki na zdjęcia

It's so easy

DIY - jak przerobić stare ramki na zdjęcia

BAKUSIOWO

Gadżet, który zastąpi Ci…

Dzisiaj nie będzie rozkminek. Dzisiaj będą konkrety :) Chciałabym Wam pokazać coś, czego używanie sprawia mi nie lada przyjemność i oszczędza mój czas.

Lady Gugu

Płaski brzuch po ciąży

Pewnie niewiele z was wie, że droga do płaskiego brzucha prowadzi przez kuchnię.  80 % sukcesu to odpowiednia dieta ( nie mylić z głodówką) i rezygnacja ze złych nawyków żywieniowych, o których na moim blogu tak wiele już pisałam.  Nie można oczywiście zapomnieć o ćwiczeniach, które też są bardzo ważne, jednak to nie od nich proponuję zacząć.   Wystarczy zrezygnować z kilku produktów i zastąpić je innymi, które nie tylko spowodują, że tkanka tłuszczowa na brzuchu nie będzie przyrastać, ale też pomogą tę tkankę spalić.  Nawet najcięższe ćwiczenia nic nie dadzą, jeśli piękne mięśnie ukryjecie pod grubą warstwą tłuszczu. Oto kilka prostych zasad,  które pomagają w powrocie do formy po ciąży.  Zacznijcie je stosować a szybko przekonacie się, że dają efekty.  Przetestowałam je na sobie więc wiem, że działają: PRODUKTY ZAWIERAJĄCE BŁONNIK wspomagają trawienie i oczyszczają organizm z toksyn. Dlatego osoby, które chcą pozbyć się odstającego brzucha powinny jeść ciemne pieczywo ( nie mylić z pieczywem barwionym na ciemny kolor), pełnoziarnisty makaron i brązowy ryż. DRÓB, RYBY gotowane na parze zamiast wieprzowiny. Są zdrowsze i nie odkładają się w postaci oponki na brzuchu ZIELONA HERBATA  Jeśli myślicie, że uda wam się schudnąć dzięki zielonej herbacie to chyba tylko podczas jej zbierania. Wbrew powszechnie panującej opinii zielona herbata nie ma właściwości odchudzających, ale jej picie lekko przyspiesza metabolizm co powoduje szybsze trawienie.  Nie jest więc lekiem na otyłość, ale filiżanka tej herbaty dziennie nie powinna zaszkodzić, a może trochę pomóc w walce z tłuszczykiem na brzuchu. GREJPFRUT wspomaga spalanie tkanki tłuszczowej. Warto więc uwzględnić ten gorzki owoc w swojej diecie, bo ma mnóstwo cennych witamin, a dodatkowo – jak potwierdzają badania – ma właściwości odchudzające. MLEKO 2% TŁUSZCZU zamiast mleka 3,2 %.  Jeśli pijecie kawę z mlekiem, zastąpcie tłuste mleko tym 2 %. Nie poczujecie różnicy a centymetrów na brzuchu będzie ubywać JOGURT NATURALNY, MAŚLANKA, KEFIR zawierają dużo wapnia, który wspomaga spalanie tkanki tłuszczowej, więc powinny być stałymi składnikami diety. Jeśli nie lubicie ich smaku w naturalnej postaci, połączcie je z owocami…. OWOCE I WARZYWA uwielbiam, więc dodaję je do każdego posiłku. Są nie tylko pyszne, ale też dostarczają organizmowi cennych witamin. Należy jednak pamiętać, że niektórych owoców i warzyw podczas diety należy unikać. bo zawierają sporo cukru i mają wysoki indeks glikemiczny. Należą do nich: arbuz, awokado, banany ( szczególnie te dojrzałe), winogrona, melony, mango, ziemniaki, buraki, kukurydza, rzepa. ZDROWE PRZEKĄSKI zapomnijcie o chipsach i innych niezdrowych przekąskach. Zamiast nich, do sklepowego koszyka wrzucajcie orzechy brazylijskie, migdały, pestki słonecznika, suszone owoce. Doskonale smakują i na dodatek są zdrowe. WODA niegazowana.  Oczyszcza organizm z toksyn,  przyspieszając przy tym  procesy metaboliczne. Tkanka tłuszczowa spalana jest szybciej. Jeśli nie potraficie żyć bez soków, nie kupujcie tych dostępnych w sklepach, bo zawierają cukier, ale przygotujcie świeże soki w domu. ZDROWE ŚNIADANIE to podstawa diety każdej mamy, najważniejszy posiłek dnia.  Odpowiednio przygotowane, przyspieszy metabolizm i doda energii na cały dzień.  Znam wiele osób, które rezygnują z tego posiłku, bo nie mają czasu, nie są rano głodni albo są na diecie. Tymczasem,rezygnowanie ze śniadania to zgubny nałóg, który odbija się na zdrowiu ale też na wadze ( niestety nie w taki sposób, jakiego wszyscy oczekują) KASZA JAGLANA, GRYCZANA, PĘCZAK są zdrowsze od ziemniaków i nie trzeba ich obierać. ODPOCZNIJ  zbyt częste treningi i brak odpoczynku nie są dobre dla przemęczonych mięśni brzucha, które potrzebują czasu na regenerację. Prawidłowy trening brzucha obejmuje zazwyczaj 2-3 treningi w tygodniu. Ćwiczenia?  Brzuszki zostawcie na koniec tej drogi. Zacznijcie od ćwiczeń, które spalają tłuszczyk. Bieganie, rower, pływanie. Jeśli tak jak ja ćwiczycie w domu, to polecam wam ćwiczenia z Rebeccą Louise. Krótkie  ale bardzo skuteczne treningi: Jeśli skóra na brzuchu straciła jędrność Nie czarujmy się, każda mama w mniejszym lub większym stopniu ma ten problem. Cieszę się, że mimo moich dodatkowych 18 kg, które zgromadziłam w ciąży, po porodzie nie zostałam z rozstępami, a skóra na brzuchu wymagała jedynie masażu i ujędrnienia. Jeśli więc zmieniacie nawyki żywieniowe, żeby pozbyć się oponki na brzuchu, nie zapomnijcie o ujędrnieniu. Wystarczy, że codziennie posmarujecie skórę balsamem i zafundujecie jej kilkuminutowy masaż.  Jeśli masaże połączycie z odpowiednią ( zdrową) dieta, na efekty nie będziecie długo czekać. Powodzenia! Post Płaski brzuch po ciąży pojawił się poraz pierwszy w .

Zabójcze umysły – serial, który nauczy cię psychologii

Facetem jestem i o siebie dbam

Zabójcze umysły – serial, który nauczy cię psychologii

Co to są dermokosmetyki?

Lady of the House

Co to są dermokosmetyki?

Naturalne sposoby walki z kaszlem

Lady of the House

Naturalne sposoby walki z kaszlem

Pomysły na pierwsze urodziny

Fashionelka

Pomysły na pierwsze urodziny

Techniczna strona blogowania

Szafeczka blog

Techniczna strona blogowania

Masaż świecą – doskonały sposób na stres

Facetem jestem i o siebie dbam

Masaż świecą – doskonały sposób na stres

Wywiad z doulą

Makóweczki

Wywiad z doulą

Lifemenagerka

Zdrowe odżywianie… psa ;)

Powiecie może, że zwariowałam poruszając tu taki temat ale… Jakby nie było – pies to też ważny element mojego stylu życia. Dodatkowo w komentarzach do ankiety kilka osób pisało, że chętnie poczytałoby na blogu więcej o psach, więc… Nie ma problemu! A jak kogoś ten temat nie dotyczy to czytać nie musi Na początku był chaos… Kiedy w naszym domu pojawiła się Luna, przez chwilę zmartwiłam się, że chyba oszaleję musząc teraz dbać nie tylko o nasze zdrowe odżywianie, ale i o karmienie w ten sposób psa. Stwierdziłam na początku, że wolałabym karmić Lunę domowym jedzeniem, bo gotowe karmy nie wydawały mi się dobrym rozwiązaniem. Niestety – szybko ze względu na czas i wygodę przerzuciliśmy się na karmy z puszki (suchych w ogóle nie chciała jeść i niechęć do nich została jej do dziś). Na początku te podstawowe, do których teraz wstydzę się przyznać… A potem znalazłam karmę, która miała bardzo spoko skład i przyzwoitą cenę iiii… cóż, przyzwyczailiśmy się do niej. Luna też, choć miewała takie okresy, że strasznie grymasiła i nie chciała jeść nawet przez 2-3 dni. Karmiliśmy ją w ten sposób dość długo, aż kiedyś przy okazji wizyty u weterynarza zapytałam co on poleca – karmę czy jedzenie domowe? Powiedział, że zdecydowanie to drugie. Dał nam też sporo wskazówek z czego takie posiłki powinny się składać, bo układ pokarmowy psa różni się od tego ludzkiego i pewne produkty nie są wskazane.  Cóż, pewnie ilu weterynarzy tyle opinii, ale postanowiliśmy zrobić eksperyment i wprowadzić w życie nowy sposób żywienia Luny. Jedzenie domowe Dziś, po kilku miesiącach od tamtego momentu mogę powiedzieć, że była to dobra decyzja. Pies to domowe jedzenie naprawdę bardzo polubił. Luna nigdy z taką niecierpliwością nie wyczekiwała na nałożenie jej karmy jak teraz, kiedy szykuje się jej domowy „obiad”. A jak już go dostanie to zazwyczaj wcina aż jej się uszy trzęsą. Prawie każdy posiłek Luny składa się z 3 grup produktów: mięso – najczęściej jest to indyk, kurczaka weterynarz odradzał ze względu na jego nafaszerowanie chemią (co jest dla nas zrozumiałe, bo z tego samego powodu my też wolimy indyka). warzywa – najczęściej gotowane, np. marchew, cukinia, groszek, brokuł „wypełniacz” w postaci ryżu, kaszy, ew. makaronu Przyznaję, że na początku to gotowanie dla psa było strasznie upierdliwe. Nadal trochę jest, w końcu nie jest to gotowa karma którą wyjmuje się z szafki i nakłada do miski. Dużym ułatwieniem jest przygotowywanie posiłków od razu na kilka dni i mrożenie ich w porcjach. Z czasem nauczyliśmy się też, że jedzenie psa dostosowuje się do tego co sami jemy – przykładowo jeśli robię burgery z groszku to wiadomo, jakie warzywo wyląduje w najbliższym posiłku Luny. Jeśli np. gotujemy sobie do obiadu kaszę, to szykujemy jej więcej i część idzie do posiłków Lunaska. Dodatkowo Luna od pierwszych dni u nas, jest uczona jeść też świeże warzywa i owoce, dlatego w ramach przekąsek spożywa (i bardzo lubi) m.in. jabłka, gruszki, banany, marchewkę, gotowany bób (dozuję jej odpowiednią, niewielką ilość)… W sumie to chyba jadłaby wszystkie owoce i warzywa, gdyby tylko wszystkie były dozwolone. Smakują jej nawet ogórki kiszone (nie żebym ją nimi karmiła, ale jak mi spadnie plasterek z kanapki to Luna odkurzy go zanim zdążę go zlokalizować). Aż chce się powiedzieć „moja krew!” ;). Nie dajemy Lunie do jedzenia nic słodkiego. Pewnie gdyby znała smak ciastek czy lodów to by je z chęcią pałaszowała, ale po co ma znać? Niech nie wie co traci. Nie wiem w sumie czemu sytuacja, kiedy na spacerze dzielimy się z Luną jabłkiem czy ogórkiem, wprawia w osłupienie większość psiarzy. Jeśli od małego uczymy zwierzaka dobrych nawyków żywieniowych, to stają się one dla niego czymś zupełnie naturalnym. Ja się cieszę, że mój pies spożywa witaminy w naturalnej postaci. I tutaj muszę podkreślić, że absolutnie nie neguję karmienia psów karmą – jeśli jest ona dobra jakościowo, a psu to służy to ok. U nas to się nie sprawdziło. Dodam też, że o żywieniu domowym również można dyskutować w nieskończoność – przykładowo jedni mówią, że pies może jeść cytrusy, inni, że absolutnie nie. Tak samo można sprzeczać się o warzywa kapustne czy strączkowe. Nie chcę wnikać w szczegóły, ze wszystkich „prawd” trzeba wybrać te, w które się wierzy, a ja pod tym względem ufam naszemu weterynarzowi. Teraz jedynym problemem są wyjazdy z psem… Podczas ostatniego myślałam, że od biedy (brak lodówki) poradzimy sobie przez te kilka dni z saszetkami Pedigree… Ale mocno się przeliczyłam – Luna nie chciała tego nawet z bliska powąchać. Ostatecznie uratowały nas domowe obiady z ośrodkowej stołówki – Mała wolała zjeść resztki z naszego obiadu niż tę paskudną karmę. P.s. Tak po cichu jestem z niej dumna, wie co dobre ;). A Wy czym karmicie swoje psiaki? Lubią warzywa i owoce? Ciekawa jestem też czy koty da się karmić domowym jedzeniem, bo nie znam nikogo (poza ludźmi na wsi), którzy by to robili The post Zdrowe odżywianie… psa ;) appeared first on Life Manager-ka.

Korekta nosa – co trzeba wiedzieć?

Jest pięknie

Korekta nosa – co trzeba wiedzieć?

Rhinoplastyka, czyli ogólnie mówiąc zmiana kształtu nosa, to jeden z najczęściej wykonywanych przez Polki zabiegów chirurgii plastycznej. Nie promowany czytaj dalej

Uber w Polsce – co trzeba wiedzieć?

Jest pięknie

Uber w Polsce – co trzeba wiedzieć?

9 porad, jak prawidłowo myć włosy

Jest pięknie

9 porad, jak prawidłowo myć włosy

Wydaje się, że mycie włosów jest prostą czynnością. Wystarczy nałożyć szampon, następnie umyć włosy i spłukać kosmetyk. Nic jednak bardziej mylnego! Nie promowany czytaj dalej

Co warto kupić w… Biedronce

Lifemenagerka

Co warto kupić w… Biedronce

Dłuuuugo zbierałam się do tego wpisu bo ta Biedronka to trochę problematyczna jest ;). Otóż wiele produktów jest tam dostępnych lokalnie. Przykładowo śmietana, która w Warszawie jest produkowana przez jakąś firmę i ma jakiś konkretny (spoko) skład, w Szczecinie pomimo tej samej biedronkowej marki może być produkowana przez zupełnie kogoś innego (kto o skład już tak bardzo nie dba). Nie mam więc gwarancji, czy polecany przeze mnie produkt w Waszej Biedronce będzie miał dokładnie ten sam skład i smak. Dlatego jak to zwykle bywa – nawołuję do czytania składów, zawsze i wszędzie (bo dostawca danego produktu też może się zmienić). Mam też wrażenie, że niektóre produkty nie są dostępne wszędzie. Przykładowo czytałam na innym blogu o biedronkowych dżemach słodzonych sokiem owocowym zamiast cukru i choć poszukuję ich od około pól roku, jeszcze nie udało mi się ich znaleźć. Ale ogólnie – muszę to napisać – mam wrażenie, że Biedronka idzie w dobrym kierunku. Widzę w niej coraz więcej całkiem spoko produktów, które nie świecą w ciemności.  Ok, no to do sedna. Poniżej przedstawiam listę rzeczy, które mi zdarza się kupować w Biedronce i które uważam za przyzwoite pod względem ceny i jakości (koncentruję się na produktach tzw. marek własnych, czyli biedronkowych, nie piszę o produktach dostępnych wszędzie) Marka Sottile Gusto A kryją się pod nią produkty nawiązujące do kuchni włoskiej (poprawcie mnie, jeśli się mylę), takie jak suszone pomidory, ser mozzarella itp. Jestem fanką pomidorów suszonych tej marki – zawsze kupowałam zwykłe, a teraz pojawiły się też z pestkami dyni lub żurawiną. Słoiczek kosztuje 6,95 zł, czyli naprawdę niewiele. Skład, jeśli producent nie ściemnia, jest bardzo czysty – pomidory suszone (pomidory, sól), olej rzepakowy, łuskane pestki dyni i mieszanka ziół. Ostatnio trafiłam również na pesto tej marki – słoiczek 190 g kosztuje 4,89 zł. Nabiał W Biedronce można znaleźć całkiem sporo przyzwoitych jakościowo serów, jak chociażby wspomniana wyżej mozzarella Sottile Gusto (cena 2,53 zł), ale też sery pleśniowe (np. Blue Delikate) czy kozie. Ja przez całe tegoroczne lato kupuję też śmietankę 30%, której używam do domowych lodów. Nie będę jej już zdradzać, jest najlepsza i tania (2,95 zł). Często kupuję też biedronkowe masło Mleczna Dolina, ale nie wiem czy jest dobre, bo dla mnie wszystkie masła smakują identycznie, zresztą używam go w bardzo małej ilości. Inne Szpinak baby, rukola, kiełki, niektóre owoce lub warzywa… makaron pełnoziarnisty mrożone mieszanki owoców lub warzyw ryba – baaardzo rzadko kupuję, ale kiedyś na jakimś służbowym spotkaniu od znawców rynku słyszałam, że np. łosoś dostępny w Biedronce jest bardzo dobrej jakości. Nie wiem ile w tym prawdy, ale zaryzykuję puszczenie tej plotki w świat ciasto francuskie A czego nie warto kupować w Biedronce? Pieczywa – raz na jakiś czas się skuszę jak akurat potrzebuję bagietki do grzanek, ale ogólnie pieczywo w Biedronce to cała tablica Mendelejewa, dodatkowo jest ono głęboko mrożone. Jajek – omijam szerokim łukiem bo u mnie są tylko trójki, czyli jajka najgorszej jakości od nieszczęśliwych kur Gotowców typu pizza, czy zapiekanki. Fuj, ale takich rzeczy to w ogóle nie ma sensu kupować, nie tylko w Biedrze Poprzedni wpis z tej serii dotyczył TESCO i tym razem podobnie jak wtedy - liczę, że w komentarzach dopiszecie swoje typy. Może sama o czymś zapomniałam, wtedy zaktualizuję ten wpis The post Co warto kupić w… Biedronce appeared first on Life Manager-ka.

Jak przygotować dziecko do przedszkola?

Makóweczki

Jak przygotować dziecko do przedszkola?

Zdrowa Ekologia. Zdrowy Rozsądek.

Lady of the House

Zdrowa Ekologia. Zdrowy Rozsądek.

Jak zarabiać na blogu lub stronie internetowej?

Facetem jestem i o siebie dbam

Jak zarabiać na blogu lub stronie internetowej?

Koniec ze śmierdzącą torbą treningową

Facetem jestem i o siebie dbam

Koniec ze śmierdzącą torbą treningową

Mity na temat mózgu

Facetem jestem i o siebie dbam

Mity na temat mózgu

Jak zorganizować wieczór kawalerski

Fashionelka

Jak zorganizować wieczór kawalerski

Stała się rzecz dziwna i niecodzienna. Wpuściłam faceta na mój blog! W ogóle to chcę zrobić małą rewolucję i publikować więcej gościnnych wpisów. Wy będziecie mogli zobaczyć inny (niż mój) punkt widzenia, ja będę miała wolne i jak typowa szafiara pójdę na zakupy, albo na paznokcie. Dziś będzie o wieczorze kawalerskim. Autorem tekstu jest Łukasz Kępiński, z którym poznaliśmy się na sesji z zdjęciowej (pisałam o niej wczoraj). Łukasz na co dzień jest korpo-dziadem, który siedzi w Warszawie i ciężko pracuje. Specjalizuje się w Social Media, reklamach na Facebooku i tysiącach pomysłów. Od słowa do słowa, okazało się, że obydwoje jesteśmy po ślubie i panieński/kawalerski mamy za sobą. Dobra, dość mojego gadania… Jest w życiu kilka imprez, które drugi raz się nie wydarzą: osiemnastka, studniówka, ślub (przynajmniej tak być powinno). Przed tym ostatnim, czeka Cię jeszcze wieczór kawalerski, który już teraz może zajmować Ci myśli. Czy będzie to niezapomniana przygoda? Ja już własny mam za sobą (niestety). Fashionelka pisała swoje przemyślenia o idealnym wieczorze panieńskim. Przeżyłem też kilka wieczorów moich znajomych. Na podstawie tego doświadczenia (dużo śmiechu, zabawy jak i poranne meeega kace) przygotowałem listę 9 punktów, które pomogą Ci ogarnąć najlepszy melanż w Twoim życiu. Jedziemy. To Twój wieczór! Ślub jest Waszym wspólnym świętem i nie chcesz przecież aby przyszła teściowa mówiła Ci jaką salę, kapelę czy rodzaj garnituru wybrać (no chyba, że polegasz tylko na kasie od swoich i małżonki rodziców – czego nie polecam!) Tak samo wieczór kawalerski jest TWOJĄ imprezą! Zakładam, że jedną na całe życie, więc najważniejsze byś to Ty bawił się na niej świetnie i byś pamiętał ją jak najlepiej. Przyjęło się, że to świadek odpowiada za całą organizację. I OK! Niech zajmuje się organizacją, ale niech robi to na Twoich zasadach. Powiedz mu dużo wcześniej, że nie chcesz żadnych niespodzianek. Zaplanuj (przy jego udziale, by go nie urazić i by wciąż czuł się wyróżniony i potrzebny) jakie mają być punkty imprezy Twojego życia. To Twój wieczór! Zabierz tylko najbliższych przyjaciół W grupie raźniej? To prawda, ale duża grupa znajomych, to więcej zagrożeń. A to ktoś przesadzi na początku z alkoholem i będzie trzeba się nim zająć. A to okażecie się za dużą grupą by odwiedzić spontanicznie jakiś pub. A to nie będą chcieli wszystkich wpuścić do klubu (zawsze znajdzie się ktoś kto założy białe adidasy). Także przemieszczanie się po mieście stanowi niemałe logistyczne wyzwanie. Zabierz przyjaciół i kumpli, którzy są Ci naprawdę bliskich, którzy będą potrafili w fajny sposób świętować na Twojej imprezie. To Twój wieczór! Wyjedź z miasta, w którym mieszkasz Swoje miasto znasz jak własną kieszeń. Nie ma nic ekscytującego w odwiedzaniu klubów i pubów, w których już byłeś kilka razy. Najlepiej wyjedź do mniejszego miasta. Idą za tym i niższe ceny Polecam Toruń i Lublin (ja spędziłem niezapomniane 3 dni właśnie w stolicy złocistej Perły). Gdy podliczysz koszty, może okazać się, że będą nieznacznie wyższe od tego, co czekałoby Ciebie w Twoim mieście. Najważniejsze jest jednak, byś poczuł się z kumplami, jak za starych czasów na wakacyjnym lub kolonijnym wyjeździe. Prawdą jest (wiem co mówię..!), że takie wspólne męskie wyjazdy przez dłuższy czas mogą Ci się nie powtórzyć. Aha, po co Ci spotkać niewygodnych znajomych podczas Twojego imprezowania ? To Twój wieczór! Wyjedź na kilka dni Niby wieczór kawalerski. Ale co powiesz, na dwa wieczory? Skoro już zdecydowałeś się na spotkanie, to Twoja przyszła małżonka przełknie jakoś to, że nie będzie Cię przez 3 dni No dobra, ale czemu kilka dni? Bo masz poczuć się jak na wakacjach. Masz wstać rano w hotelu/hostelu/wynajętym apartamencie i spokojnie wraz z ekipą najlepszych przyjaciół zrobić sobie lordowskie śniadanie z zimnym piwkiem. Masz mieć czas by na spokojnie powspominać to co się wczoraj działo. A jak Ci nie wyjdzie wyjście pierwszego wieczora, zawsze pozostaje Ci drugi. To Twoje dwa wieczory! Nie chlaj jakbyś wyjeżdżał na kolonie Kaman! Nie jesteśmy w gimnazjum, czy innym liceum. Nie ścigamy się i nie ma nic fajnego w wypijaniu kolejnej 0,7 lub browara na czas, lub na ilość. Zakładając, że jedziesz poza miasto, nie upijajcie się już w pociągu/autokarze. Naprawdę nie chcesz już wieczorem ogarniać co się dzieje? Żeby nie było, że jakiś purytanin ze mnie. Sączonko alkoholowe być musi, ale niech swoje apogeum osiągnie w stosownym czasie – czyli najlepiej nad ranem Nie ma nic fajnego z imprezy, której nie pamiętasz. A robisz ją przecież dla własnych, zajebistych wspomnień. To Twój wieczór! Nie nabijaj niepotrzebnie grafiku Masz dwa dni wolne dni przed sobą i jesteś w innym miejscu. Nie oznacza to jednak, że powinieneś wymyślać teraz setki aktywności. Gokarty, potem paintball, jazda rajdowym samochodem? Zdecyduj się na jedno każdego dnia. Skoro jesteś na swoim wieczorze kawalerskim z najlepszą ekipą przyjaciół, fajnie jest spokojnie zjeść obiad i poopowiadać o przygodach, które już Was spotkały, powspominać o pierwszych miłościach z podstawówki i innych takich. Po co się spieszyć? To Twój wieczór! Nie zapraszaj striptizerki Oczywiście to tylko rada. Na moim kawalerskim żadnej nie było. Wyszedłem z założenia, że te kilka stów lepiej przeznaczyć właśnie na bilety i nocleg. Generalnie widok przyszłego młodego, który zestresowany i skrępowany siedzi przed wijącą się laską, a wokół pełno rechoczących facetów – nie jest fajny. Po co masz się stresować? To Twój wieczór! Nie fotografuj Żyjemy w czasach, gdy fotografowane jest wszystko i wszyscy. Wszyscy pstrykają tysiące fot jedzenia, strzelają selfie (oczywiście wszyscy oprócz Ciebie drogi czytelniku i mnie – bo przecież my nie daliśmy się temu zwariować, no nie? ) Brak zdjęć z wieczoru kawalerskiego to: a) gwarancja, że nie wypłynie nic żenującego za co będzie obrywało Ci się od Twojej żony przez najbliższe 3-4 lata b) z każdym rokiem ilość alkoholu, który wypiłeś i dziewczyn, które zdążyłeś zbajerować i obtańcować na parkiecie będzie rosnąć ! Niech impreza żyje Twoimi wspomnieniami, szkoda czasu na wybór idealnego kadru. To Twój wieczór! dog selfie Baw się dobrze Ostatni punkt. Jeszcze ze mną jesteś? Bo to najważniejsza sprawa. Jeżeli się ze mną nie zgadzasz, wykreśl wszystkie powyższe punkty, nazwij mnie w komentarzach lamusem i starym dziadem i zorganizuj swój wieczór kawalerski tak jak będziesz czuł najlepiej. Po prostu baw się dobrze. To Twój wieczór. Łukasz Kępiński

Nie klikaj tego wpisu!

Facetem jestem i o siebie dbam

Nie klikaj tego wpisu!

Nowy eyeliner od Benefit – hit czy kit?

Fashionelka

Nowy eyeliner od Benefit – hit czy kit?