Afrykarium Wrocław

Lady Gugu

Afrykarium Wrocław

Lady Gugu

Płaski brzuch- cała prawda o tym dlaczego na brzuchu odkłada się tłuszcz i jakie błędy popełniasz próbując się go pozbyć

Worek na tłuszcz, dżaba, opona, maciek, galareta, piłka, bębol – wiecie, co to? Patrzycie smętnie na okolice swojego pępka, co? Nie będę kłamać, że wiem, o co chodzi, bo sama od trzydziestu lat borykam się z łatką Szkieletora, ale mam oczy i widzę, co się dzieje na ulicy: żadne reformy nie ukryją tego, co kobiety pod nimi chowają – czyli otłuszczonego brzucha! Sama mam znajomą, której sprzedawca w sklepie polecał wózek dla dzieci… choć ona urodziła już ponad rok temu ☺ Teraz się z tego śmieje, bo pozbyła się balastu. Ale żeby to zrobić, musisz co nieco wiedzieć o tym, co już niedługo będzie przeszłością (zgodnie z zasadą: poznaj swojego wroga). Tłuszcz na brzuchu niestety nie gromadzi  się tylko przez tłuste potrawy – osadza się też przez cukry i białka, czyli przez wszystko co jemy! Tak, winowajcą tłuszczu jest po prostu nadmiar kalorii. Tłuszcz na brzuchu jest szczególnie groźny, bo wyobraźmy sobie: jeśli pod skórą jest go w nadmiarze, to jak wyglądają nasze narządy: wątroba, trzustka, śledziona, serce… Otłuszczone narządy nie działają jak powinny i cały organizm zaczyna szwankować. Brzuch bardzo szybko otłuszcza się przez alkohol – jest on bardzo kaloryczny, zwłaszcza że jak przychodzi wiosna, to już tylko zabawa nam w głowie. A tłuszczyk sobie rośnie i to nawet bardziej niż przez cukry – bo wątroba, zajęta przerabianiem alkoholu, nie nadąża z syntezą kwasów tłuszczowych. Otłuszczają się też naczynia krwionośne, a stąd już prosta droga do miażdżycy. Nie będą straszyć, co ona powoduje, ale rzucę tylko dwa hasła, za to śmiertelne: zawał i udar mózgu. Największym winowajcą otyłości brzusznej są tłuszcze trans (czyli chipsy, ciasteczka ze sklepu, słone przekąski, frytki, utwardzone margaryny) – te wstrętne cząsteczki potrafią zmobilizować nasz organizm do odkładania tłuszczu właśnie w rejonie brzucha! Sprytne, co? Poza tym niebagatelne znaczenie mają też hormony, które wpływają na odkładanie się tłuszczu właśnie na brzuchu: testosteron, insulina, kortyzol czy estrogen. Jeśli więc mimo starań nie możesz się go pozbyć, warto zrobić badania poziomu hormonów. Straszę, straszę, ale nie martwcie się: nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoje życie! Najlepiej jednak to zrobić, jeśli zmiana nie jest specjalnie wymagająca. Zacznijcie zatem od czegoś małego – na przykład wyeliminowaniu cukrów. Potem wyrzućcie masło, zamieńcie smalec do smażenia na olej kokosowy i tak dalej, i tak dalej. Zmiany muszą być drobne, niedostrzegalne, podobnie jak trening na początek nie może być zbyt wymagający, bo szybko się zniechęcicie. Niech sprawia wam to przyjemność, a każde 5 minut więcej to już krok do zamiany swojego brzucha: z opony od tira na oponkę, a z oponki na kaloryfer. Nie każde ćwiczenia zadziałają, bo mam fatalne wieści: nie da się zrzucić tłuszczu tylko z brzucha – jeśli pozbywasz się tkanki tłuszczowej, to z całego organizmu. Nie ma szans, żeby zrzucić tłuszcz np. z samej talii, bo na udach ci nie zależy. Przy odchudzaniu najszybciej tracimy tkankę tłuszczową z piersi (chlip chlip…), potem w zalężności od skłonności genetycznych i typu figury: tzw. jabłko – z brzucha, gruszka – z ud i pośladków, klepsydra z ramion. Same brzuszki robione w setkach czy trening siłowy na sprzętach w fitness clubie nie mają sensu, jeśli nie pozbędziesz się wcześniej tłuszczu z okolic talii. Nawet najpiękniej wyrzeźbione mięśnie nie będą spod niego widoczne i dotyczy to przede wszystkim brzucha, bo które mięśnie są tak wspaniale zbudowane jak właśnie tam? Ćwiczenia są też niezbędne, bo mięśnie brzucha są bardzo ważne dla prawidłowej postawy – stabilizują sylwetkę i utrzymują kręgosłup w swojej fizjologicznej krzywiźnie. Działają zatem jak gorset – jeśli więc towarzyszy ci ciągły bol w okolicach odcinka lędźwiowego, a badania nic nie wykazują, to warto po prostu zadbać o swoje mięśnie brzucha. Jak jednak po kolei pozbyć się tłuszczu, także z brzucha? Najefektywniejszy jest oczywiście trening aerobowy lub cardio. Biegaj (na początek polecam szybki chód), skacz na skakance, pływaj, uprawiaj spinning, ćwicz aerobik, postaw na rower – generalnie rób wszystko to, co przyspiesza akcję serca. Ale nie przesadzaj – najefektywniej organizm spala tłuszcz z brzucha, gdy podczas treningu możesz rozmawiać. Tłuszcz na brzuchu nie lubi też tzw. treningów interwałowych – czyli o zmiennym natężeniu. Dlatego biegi przełajowe (zaopatrz się w dobre buty, bo o kontuzję kostki nietrudno!), gdzie teren prowadzi raz pod górę, raz po płaskim, będą wskazane, jeśli chcesz pozbyć się tłuszczu z okolic brzucha. Potem pora na rzeźbienie mięśni: rozgrzej się, zrób trening i uwaga, ważne: na koniec rozciągnij mięśnie! Przykładowo po każdej serii brzuszków połóż nogi płasko na podłodze i odpocznij trochę! Podczas robienia brzuszków nie kładźcie też głowy na podłodze – wtedy mięśnie są cały czas napięte. Wystarczy taki ruch, który zmusi twoje mięśnie do skurczu – nie ciągnij głowy aż do kolan! Z kolei jeśli ćwiczycie skośne mięśnie brzucha, pamiętajcie, żeby wykonać je równie precyzyjnie i w takiej samej ilości powtórzeń na każdą stronę. Mięśnie brzucha to specyficzny typ mięśni i wystarcza im mała ilość powtórzeń, ale wykonywanych powoli, dokładnie, i najlepiej z obciążeniem. Nie zaszkodzi też wspomaganie dietetyczne, a moim sposobem są cytrusy – dzięki ogromnej ilości witaminy C, stabilizują poziom cukru we krwi, pobudzają organizm do szybszej przemiany materii i napędzają metabolizm. Szczególnie godne uwagi są grejpfruty ale uwaga: nie jedzcie ich za dużo, bo jednak zawierają fruktozę, która w nadmiarze nie jest dobrze trawiona, szczególnie u osób po 30-tce. Jak działa woda z cytryną, możecie znaleźć tutaj: dlaczego warto pić wodę z cytryną. Żeby zmniejszyć objętość brzucha, jedzmy też świeże ogórki: działają moczopędnie i pomagają pozbyć się nadmiaru wody i toksyn z organizmu. Poza tym zawierają bardzo mało kalorii! „Brzuch to miejsce, które łączy nas z matką”, ale jeśli w kilkanaście-kilkadziesiąt miesięcy po przecięciu pępowiny ludzie nadal ustępują ci miejsca w tramwaju, pora jednak zabrać się za siebie. Nie mogę obiecać, że będzie łatwo. Ale na pewno będzie warto, bo jak długo można nie sięgać palcami własnych stóp?! Post Płaski brzuch- cała prawda o tym dlaczego na brzuchu odkłada się tłuszcz i jakie błędy popełniasz próbując się go pozbyć pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Zdrowe przekąski na imprezę dla dzieci ( prawie 40 pomysłów)

Lady Gugu

Zdrowe przekąski na imprezę dla dzieci ( prawie 40 pomysłów)

Lady Gugu

Ćwiczenia na pośladki. Domowy trening dla każdego ( 5 minut, 10 min, 15 min dziennie)

Każda kobieta marzy o zgrabnych pośladkach, ale już nie wszystkie mamy tyle zapału i chęci żeby wstać z kanapy i machnąć parę razy nogą. Tymczasem pośladki, to część ciała, na której efekty ćwiczeń można zauważyć naprawdę szybko, bo już po około 3 tygodniach. Lato zbliża się wielkimi krokami, a zgrabne pośladki nie zrobią się same, więc  przesuńcie stronę niżej, włączcie wybrany film i zacznijcie ćwiczyć. Aby ułatwić wam zadanie, przygotowałam  listę moich ulubionych treningów na pośladki,  które możecie robić w domu: 5 minut, 10 minut lub 15 minut.  Dla lepszych efektów, koniecznie podejmijcie też wyzwanie:  zgrabne pośladki w 30 dni. Ćwiczenia na pośladki – 5 minut Ćwiczenia na pośladki – 10 minut Ćwiczenia na pośladki – 15 minut Post Ćwiczenia na pośladki. Domowy trening dla każdego ( 5 minut, 10 min, 15 min dziennie) pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Place zabaw w Zakopanem + Dialogi Matki i Córki

Lady Gugu

Place zabaw w Zakopanem + Dialogi Matki i Córki

Żółty płaszcz i zielona torebka

Lady Gugu

Żółty płaszcz i zielona torebka

Lady Gugu

Jak schudnąć? 15 powodów, przez które twoja waga ani drgnie.

Jak wiecie, ja też ostatnio jestem na diecie (Jak przytyć?), ale 90% ze znanych mi kobiet prowadzi właśnie działania dokładnie odwrotne, zastanawiając się, jak schudnąć. To normalne, że zimą organizm nabiera tłuszczu – to odwieczne prawo natury, która zawsze zwalnia bieg, kiedy nadchodzą mrozy. Dlatego większość pań zimą tyje, a wiosną bierze się za odchudzanie. Dieta, ćwiczenia, wyrzeczenia… mijają tygodnie, może miesiące, a waga ani drgnie. Dlaczego? Może popełniacie błędy, o których nawet nie wiecie – zobaczcie, co być może robicie źle i co można poprawić, żeby jednak uzyskać efekt odchudzający: Dieta bez ćwiczeń, ćwiczenia bez diety – nie ma innego sposobu na zrzucenie kilogramów, jak wytworzenie deficytu kalorycznego! W skrócie: musisz więcej spalać kalorii, niż ich zjadasz. Odradzam głodówkę – wyniszcza organizm, a gdy ją skończysz, jedzenie będzie smakowało tak bardzo, że rzucisz się na nie jak szalona. Zwiększ wysiłek, ogranicz kalorie – oto tajemnica odchudzania. Ćwiczenia mało urozmaicone – nie jest jednak bez znaczenia, jaki rodzaj aktywności wybierasz. Nawet najpiękniejsze mięśnie, rzeźbione na siłowni, nie będą widoczne spod warstwy tłuszczu (przypominam: tłuszcz nie zamienia się w mięśnie!). Zasada jest taka: najpierw zrzuć tłuszcz, potem buduj rzeźbę (czyli piękne ciało). Żeby pozbyć się tłuszczu, konieczne będą ćwiczenia aerobowe: bieganie, spinning, orbitrek, szybki marsz, rower itp. Ale po pewnym czasie organizm zaczyna się przyzwyczajać do wysiłku i podczas, gdy w trakcie pierwszego miesiąca codziennego biegania zrzucisz kilka kilo, to już ta sama intensywność w 2. miesiącu nie ruszy twojej wagi ani trochę. Dobrze jest więc zmieniać rodzaj ćwiczeń, stosować je naprzemiennie, urozmaicać, stosować treningi interwałowe (o zmiennym natężeniu tempa, np. przełaje). Szybkie odchudzanie. Szybko nie znaczy dobrze – jednak nie przesadzaj z ćwiczeniami. Jeśli ćwiczysz w zbyt dużym tempie, organizm nie spala tkanki tłuszczowej, tylko pracuje nad wydolnością. Optymalnym tempem jest takie, w trakcie którego możesz swobodnie rozmawiać. Nie odpoczywasz – cała natura musi mieć czas na regenerację. Podobnie twoje mięśnie – potrzebują chwili, aby się odbudować po wysiłku. Najlepiej robić treningi co drugi dzień, ale dbaj też, żeby towarzyszył ci codzienny, normalny wysiłek fizyczny. Ćwiczysz za krótko – zmartwię cię: organizm zaczyna spalać tkankę tłuszczową po ok. 35-40 minutach ćwiczeń! Oczywiście każdy wysiłek się liczy, jednak krótszy trening nie ruszy twojego tłuszczu, ale poprawi jedynie wydolność. Plusem krótkich treningów jest to, że przygotowują do dłuższego wysiłku, na który wkrótce będziesz gotowa. Diety odchudzające – zbyt mała ilość posiłków – jeśli chcesz schudnąć, musisz napędzić metabolizm. Żeby go napędzić, zwiększ ilość posiłków, bo jeśli jest ich mało, to organizm zaczyna odczuwać to jak okresy głodu i jeszcze usilniej gromadzi tłuszcz, nie pozwalając się go pozbyć. Nie rezygnuj ze śniadań i nie podjadaj między posiłkami! Zamiana na produkty light – produkty light, gdyby były zupełnie pozbawione tłuszczu i cukru, smakowałyby obrzydliwie. Więc producent zazwyczaj wybiera: 0% tłuszczu, ale dorzuca więcej cukru, żeby zrównoważyć smak. I odwrotnie – w produktach bezcukrowych jest czasem więcej tłuszczu, niż w produktach „nie-light”. Źle dobrana dieta – jednorazowa wizyta u dietetyka to koszt około 100 zł. Jeśli cię stać na pełne prowadzenie diety przez kilka miesięcy, to jest to świetna metoda na dostrzeżenie błędów. Jeśli nie, to może warto skusić się na jedną wizytę, która nakieruje cię na dobry trop. Dietetycy to naprawdę specjaliści! Za mało wody – jelita potrzebują bardzo dużo wody, żeby trawić poprawnie. Bez tego grożą nam zaparcia, a na pewno nie jest to komfortowa sytuacja do ćwiczeń fizycznych. Poza tym bez wody nie mamy tyle energii, ile potrzebujemy do ćwiczeń, podobnie jak nie rosną nam mięśnie, które składają się z 80% wody! Nie wyznaczasz sobie celu – podstawowa zasada dochodzenia do celu, to go sobie wyznaczyć. Określ konkretnie, do którego dnia chciałabyś zmieścić się w dane spodnie albo nawet kup ciuch specjalnie o rozmiar mniejszy. Najlepszym celem są oczywiście wakacje w raju, ale nie jedź w miejsce, gdzie jest tyle ludzi, że ze swoją otyłością wmieszasz się w tłum :).Wybierz kraj, w którym każdy dostrzeże twoją świetną figurę Ja oczywiście polecam Florydę, bo Amerykanie do najszczuplejszych nie należą. ( Wakacje na Florydzie) Unikasz węglowodanów – pozornie tuczą, ale bez nich nie mamy w ogóle energii do działania. Jedząc węglowodany przed treningiem, dostarczamy mięśniom paliwa. Ważysz się, zamiast mierzyć – ci, którzy się odchudzają, powinni wyrzucić wagę z domu. Twój ciężar zmienia się w trakcie dnia w zależności od tego, ile zjadłaś i jak dużo wody wypiłaś. Poza tym mięśnie ważą mniej niż tłuszcz – jeśli schudniemy i pozbędziemy się tłuszczu, a zyskamy mięśnie, to waga pokaże nam wyższy wynik! Zamiast ważyć się, mierz obwody: brzucha, pośladków, ud, maksymalnie raz w tygodniu. Wyniki będą miarodajne. Nie konsultujesz się z lekarzem – na dietę odchudzającą mogą pozwolić sobie osoby zdrowe. Dieta to duży wysiłek dla organizmu, zwłaszcza, jeśli jest restrykcyjna. Organizm, któremu nie dostarczasz odpowiedniej ilości składników, zacznie czerpać z zasobów witamin i składników… pod warunkiem, że je zgromadziłaś; braku nie odczujesz więc od razu, ale jeśli już objawy się pojawią, to będzie trudno bez leków wrócić do stanu homeostazy (czyli równowagi organizmu). Dobrze byłoby przed rozpoczęciem diety zrobić morfologię krwi, badanie moczu, zbadać enzymy wątrobowe i poziom niektórych hormonów – być może problemy z wagą to wina źle działającej tarczycy czy wątroby?.. Pijesz alkohol – jedna puszka piwa to aż 250 kalorii, a słodkie i półsłodkie wina mają w kieliszku około 100 kalorii, zupełnie podobnie jak jeden kieliszek wódki (w pokaż mi takiego, który poprzestaje na jednym…). Poza tym alkohol zaostrza apetyt! Wybierasz żywność kiepskiej jakości – odchudzanie nie należy do najtańszych przyjemności. Dowiedziono, że paradoksalnie tyją częściej ludzie biedni niż bogaci. A to dlatego, że ci pierwsi może i jedzą mniej, ale wybierają żywność gorszej jakości, przetworzoną, otłuszczoną. Syrop glukozowo-fruktozowy jest wszędzie, ale jeśli próbujesz mi wmawiać, że nie da się żyć bez keczupu, jogurtów owocowych czy sałatki z majonezem to mam dla ciebie wiadomość: NIGDY NIE SCHUDNIESZ! Jak zwykle trzymam za was kciuki. Dociera do mnie mnóstwo dowodów na to, że podejmujecie moje wyzwania i mam nadzieję, że gdy wyeliminujecie ewentualne błędy w odchudzaniu, będziecie tak szczupłe, jak sobie to założyłyście. Bo liczy się cel, pamiętajcie! Post Jak schudnąć? 15 powodów, przez które twoja waga ani drgnie. pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Krokusy w Dolinie Chochołowskiej

Lady Gugu

Krokusy w Dolinie Chochołowskiej

Jak dbać o długie włosy żeby były piękne, lśniące i nie wypadały? Moje przygody z suszeniem i prostowaniem KONKURS

Lady Gugu

Jak dbać o długie włosy żeby były piękne, lśniące i nie wypadały? Moje przygody z suszeniem i prostowaniem KONKURS

Lady Gugu

Jak przytyć? Jak przybrać na wadze, gdy jesteś chudzielcem

O wiele trudniej jest przytyć niż schudnąć. Wierzcie mi, to prawda. Oczywiście nawet chudzielec znajdzie w internecie rady, jak się utuczyć, ale lepiej byłoby się przecież dowiedzieć, jak przytyć zdrowo, prawda? Bo można być otyłym, a jednak niedożywionym, a nie o to tutaj nam chodzi. Dlatego oto praktyczny poradnik dla tych, którzy nie wiedzą, jak szybko przytyć. 1. Zwiększ ilość kalorii – jeśli chcesz schudnąć, to musisz wytworzyć deficyt kaloryczny. Jeśli przytyć, potrzebny ci naddatek kalorii. Szacuje się, że 7000 tysięcy kalorii nadwyżki to 1 kilogram na wadze więcej. 2. Jedz często – optymalna ilość posiłków, jeśli chcesz przytyć, to co najmniej sześć. Co więcej, nie musisz odmawiać sobie podjadania pomiędzy nimi – pamiętaj jednak, żeby były to zdrowe przekąski (orzechy, świeże i suszone owoce, warzywa, samodzielnie pieczone ciasto itd.). 3. Jedz więcej tłuszczy – warunkiem jednak musi być, aby były to tłuszcze nienasycone: oliwa z oliwek, orzechy, awokado. Nie bazuj na chipsach i chrupkach – to wszystko tłuszcze trans, które przyniosą ci więcej szkody niż pożytku. Owszem, utyjesz, ale otłuścisz przede wszystkim narządy i wpędzisz się w choroby układu sercowo-naczyniowego. 4. Zwiększ ilość owoców – bez obaw: wprawdzie owoce zawierają błonnik i oczyszczają jelita, ale tylko pozornie odchudzają. Większość z owoców ma dużą zawartość cukrów, a głównie fruktozy, która ze względu na sposób trawienia przez organizm szybko przekształca się w tłuszcz. Dodając jeden owoc do każdego posiłku i podjadając banany, winogrona i awokado pomiędzy nimi, szybko przytyjemy. 5. Zainwestuj w białka – żeby przytyć, musisz nabrać masy. Żeby nabrać masy, musisz jeść produkty białkowe. Jedz mięso, nabiał, sery; jeśli lubisz, możesz nawet kupić gotowe odżywki białkowe i dodawać trochę proszku np. do koktajlu owocowego lub pieczonych przez siebie ciastek. 6. Na śniadanie węglowodany – wszyscy powtarzają, że śniadanie musi dawać energię. Aby szybko przytyć, nie musisz już dozować sobie ich ilości. Najlepiej, by były to węglowodany złożone. Świetnym pomysłem jest owsianka, płatki zbożowe, a przede wszystkim jajka. Najzdrowsze są w postaci gotowanej, ale nie musisz odmawiać sobie też omletów z dodatkami czy jajecznicy. 7. Na obiad polecam treściwe zupy – są zdrowe, bo większość witamin z gotowanych warzyw zostaje w wodzie, którą przecież zjadasz. Dodaj do niej śmietanki lub oliwy z oliwek (unikaj jednak zasmażki, bo robiona jest na niezdrowym smalcu), a już zwiększysz jej kaloryczność. A o to przecież chodzi, jeśli chcesz przytyć, tak? 8. Jedz jaja – są świetnym źródłem białka i tłuszczy. Jedno jajko dziennie nie podniesie ci poziomu cholesterolu, więc możesz dodawać je nawet do zup. Widok Schwarzeneggera wypijającego koktajl z surowych jajek po treningu to nie żart – oczywiście ja boję się salmonelli, ale to dobry sposób na dostarczenie kalorii w szybki sposób. 9. Unikaj fastfoodów, niezdrowych przekąsek – nie jest bez znaczenia, jaki rodzaj kalorii pochłaniasz. Jeśli jesz byle co, zamiast przytyć – roztyjesz się. Rozlany brzuch, boczki, ocierające się o siebie uda, cellulit, rozstępy – czy tego chciałaś? Jeśli chcesz przytyć i dobrze wyglądać, musisz nabrać przede wszystkim masy mięśniowej, a tego nie zapewnią nam puste kalorie. 10. Zrezygnuj ze słodyczy i czekolady – owszem, nabierzemy przez nie tłuszczu, ale dodatkowo szybko zapchają nam żołądek i dadzą uczucie sytości. W zamian nie będzie nam się chciało jeść, gdy nadejdzie pora posiłku i już ilość kalorii się zmniejszy. Jednak żeby szybko przytyć, nie wystarczy czasem sama dieta. Tutaj z pomocą idzie zmiana stylu życia: 11. Unikaj ćwiczeń aerobowych – jeśli lubisz biegać, pływać, kochasz spinning czy aerobik, zmień go na inną formę ruchu. Nie rezygnuj ze sportu, ale zainwestuj raczej w trening siłowy, np. ćwiczenia na sprzętach w siłowni czy ćwiczenia z ciężarkami. To pozwoli nabrać ci masy ciała, a nie spali nadmiaru kalorii, o który tak walczymy i który jest niezbędny, żeby przytyć. 12. Odpoczywaj – stres przyspiesza przemianę materii, więc po dużych posiłkach zwolnij tempo. Jeśli masz okazję, poleż pół godziny po posiłku – jelita będą ci wdzięczne. Zmartwię jednak tych, którzy chcą schudnąć: paradoksalnie jednak stres nie pomoże ci schudnąć, bo w czasie stresu jesz o wiele, wiele więcej, z tym że niezdrowych produktów. 13. Wybierz się do lekarza – jeśli chcesz przytyć a nie możesz, być może to wina problemów z jelitami. Nie pracują one, jak trzeba i nie wchłaniają takiej ilości składników, jak powinny. Jedzenie tylko przez nas „przelatuje”, przez co pytanie „Jak przytyć?” może nam już towarzyszyć do końca życia. Sądzimy, że to po prostu wrodzone, a tymczasem jednym z powodów takiego stanu rzeczy mogą być alergie pokarmowe i nietolerancje pokarmowe (np. celiakia) lub zapalenie jelit (którego objawem są czasem przewlekłe biegunki). Pytanie o to, co zrobić, aby przytyć, nie jest wcale kiepskim żartem. Podczas gdy wszyscy wokół chcą schudnąć, to tylko nikły procent zastanawia się, co jeść, żeby przytyć. Chudzielce, nie przejmujcie się! Jesteście wyjątkowe, ale jeśli jednak nie wiecie, jak przytyć, zastosujcie moje rady. One naprawdę działają, bo trudno w to uwierzyć, ale ja naprawdę byłam kiedyś jeszcze chudsza… Post Jak przytyć? Jak przybrać na wadze, gdy jesteś chudzielcem pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Czy legginsy antycellulitowe NIVEA Q10 Plus naprawdę pomagają pozbyć sie cellulitu?

Lady Gugu

Czy legginsy antycellulitowe NIVEA Q10 Plus naprawdę pomagają pozbyć sie cellulitu?

Lady Gugu

Impreza urodzinowa dla chłopca – darmowe dekoracje urodzinowe do wydrukowania

Impreza dla dzieci, to prawdziwe wyzwanie dla rodziców. Wiem, bo już kilka razy podjęłam się zorganizowania urodzin dla mojego dziecka w domu. W poście Impreza urodzinowa dla dzieci inspirowana Krainą Lodu podzieliłam się z wami darmowymi dekoracjami urodzinowymi dla dziewczynki stworzonymi przez Asię. Dziś, zgodnie z obietnicą mam dla was dekoracje urodzinowe w wersji dla chłopca. Jeśli trafiliście tu szukając pomysłu na urodziny, właśnie go znaleźliście. Udanej zabawy.   Dekoracje urodzinowe do wydrukowania Girlanda z imieniem                Girlanda na tort Zaproszenia urodzinowe dla dzieci / tagi urodzinowe Menu   Post Impreza urodzinowa dla chłopca – darmowe dekoracje urodzinowe do wydrukowania pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Lady Gugu

Przykazanie Piąte: nie zabijaj. A może jednak?..

Znowu dyskusja o zmianie ustawy aborcyjnej. Pani z Telewizji z piątką dzieci, bojowniczka o prawa rodziny kontra bezdzietny, bezżenny polityk, o którym czasem głośno. Wyrywają sobie tych nienarodzonych i ich matki, wycierają nimi usta, używają jako argumentu, rzeczy, przedmiotu. Choć niby chodzi o ich dobro… Czy można zabijać, gdy dziecko śmiertelnie/nieuleczalnie chore? Czy można zabijać, gdy jego ojcem jest gwałciciel? Dyskusja ognista, padają epitety, tak liczne, jak ohydne. W dyskusji o dzieciach nie powinny paść takie słowa. Bezdzietnemu jakoś wybaczają, ale matce piątki?.. A ja sobie myślę… … że zajmują się aborcją, a nikt nie myśli o tym, że potem te kobiety, które podjęły najtragiczniejszą decyzję życia leżą na jednym oddziale i w jednej sali z tymi, które dziecka oczekują i drżą o jego zdrowie! …że nie tym powinien zająć się Sejm, ale problemem, że nikt, podkreślam, nikt nie przejmuje się losem kobiety, która musiała urodzić dziecko metodą naturalną, z tym, że dziecko właśnie umarło w jej łonie (takie są szpitalne standardy!). Leżałam w szpitalu z dziewczyną, której pierwsza ciąża zakończyła się w ten sposób – tydzień przed porodem diagnoza: „Płód (!) nie żyje. Musi pani urodzić samodzielnie”. I rodziła, „naturalnie”, wspomagana oksytocyną, rozrywana płaczem i kleszczami. Czy ktoś potem obejmuje taką panią opieką?! …każdy, kto ma do podjęcia tak trudną decyzję dotyczącą aborcji dziecka nieuleczalnie chorego lub poczętego wbrew swojej woli, powinien zostać otoczony troskliwą opieką psychologa, psychiatry, specjalistów z dziedziny wady dziecka, które zdecydowała się usunąć. Powinien być nad nią rozłożony parasol ochronny. A tymczasem wystarczy dwóch lekarzy jakiekolwiek specjalizacji (ustawa nie precyzuje), aby wydać zgodę na zabieg! Czy wszystko to jest humanitarne wobec tej kobiety?! Ja wiem, że ostatnio gdzie nie spojrzysz, to same cierpiące, ciężko chore dzieci. Czy nie lepiej byłoby wiedzieć wcześniej i zdecydować, czy nie chcesz czasem oszczędzić cierpienia jemu i sobie? Nie lepiej… zabić? Jeśli zadajesz sobie takie pytanie, to odpowiedz od razu na inne: czy weźmiesz na siebie odpowiedzialność za tę śmierć? Jak spojrzysz sobie w oczy, wytłumaczysz kolejnemu dziecku? I co, jeśli aparatura jednak się pomyliła? A co, jeśli ktoś tam w górze szykował dla ciebie cud (albo los chciał spłatać ci figla) i właśnie się go pozbawiłaś? Nie oceniam. Ja tylko zadaję pytania. Drążę, bo chcę, aby to była trudna decyzja. Życie ludzkie to nie rzucenie na szalę kawałka mięsa. W tej chwili możesz poczuć się Bogiem, ale czy po to rodziłaś się człowiekiem, żeby wykonywać jego robotę? Nie oceniam, ale stoję na stanowisku matki dziecka, które urodziło się zdrowe i takim miało być według prognoz ginekologów. Przykro mi, nie potrafię wczuć się w sytuację kobiety, która stoi nad przepaścią i decyduje: skoczyć z tej grani czy uczepić się kurczowo skały? Nikt, ani matka pięciorga ani bezdzietny, nie powinien decydować za taką kobietę. Ona jest już wystarczająco rozrywana wyrzutami sumienia – czy tę kobietę muszą jeszcze sobie wyrywać frakcje polityczne? Ludzkie życie już od dawna jest elementem polityczno-internetowego szamba, ale żeby nawet życie nienarodzone?! Post Przykazanie Piąte: nie zabijaj. A może jednak?.. pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Impreza urodzinowa dla dzieci inspirowana Krainą Lodu (darmowe dekoracje urodzinowe do pobrania)

Lady Gugu

Impreza urodzinowa dla dzieci inspirowana Krainą Lodu (darmowe dekoracje urodzinowe do pobrania)

Jak skutecznie pozbyć się cellulitu? Mój sposób na gładką skórę. KONKURS

Lady Gugu

Jak skutecznie pozbyć się cellulitu? Mój sposób na gładką skórę. KONKURS

Lady Gugu

Kto jest dziś większą pierdołą: dzieci czy ich rodzice?

Pół roku temu, pewnie jak większość rodziców w Polsce, dyszałam z wściekłości nad artykułem Gazety Prawnej (Nasze dzieci to największe pierdoły na świecie?) w którym nazywano wszystkie współczesne dzieci „pierdołami”. W skrócie: rośnie nam pokolenie niezaradnych, niesamodzielnych, chorobliwych, leniwych nierobów. Patrzę na moją córkę i dwie cholery cisną mi się na usta: bo cholera mnie bierze, gdy to czytam, i za cholerę nic do niej nie pasuje. Bo według niektórych dzisiejsze dzieci są: Płaczliwymi pierdołami Jeśli pierdołą nazwiesz dziecko, które w pierwszej kolejności nie boi się poprosić własnego rodzica o pomoc, to owszem, są pierdołowate. Kto to dawniej pomyślał, żeby radzić się ojca albo wypłakiwać matce? Dawniej na pociechę dostawało się kakao z jedną dobrą radą: „Nie maż się!”. Kto myślał wtedy o godzinnej rozmowie w cztery oczy, gdy trzeba było krowy udoić, w kolejce swoje odstać i jeszcze mężowi na czas kolację ugotować. Sama znam wiele dzieci, ale żadnego rozmemłanego. Znam też wiele matek, które po pracy lecą na złamanie karku do domu, żeby ostatnią wolną godzinę dnia poświęcić swojemu dziecku, a potem zbierają jego zabawki, z żalem myśląc o tym, jak szybko mija czas. A wszyscy ojcowie z tych, których znam, w delegację zabierają filmiki ze swoimi dziećmi i rozmawiają z nimi codziennie na skypie. To kto tu jest pierdołą: dzieci czy rodzice? Niezaradne życiowo Które pokolenie tak jak to obecnie dorastające, wiedziało już od wczesnej młodości, co chce w życiu robić?! Podczas, gdy pokolenie naszych rodziców szło do takich szkół, jakie były w okolicy/jakie nakazał ojciec/jakie dawały fach w ręku, to my snuliśmy się od jednego kierunku do drugiego, lądując na przypadkowych studiach i nikt przed maturą nie myślał, gdzie po niej wyląduje. Mało kto miał pomysł na siebie. Szkołę średnią wybierało się ze względu na dobry dojazd, fajną atmosferę, małą ilość nauki, a nie wyniki szkoły pod względem ilości olimpijczyków czy wyników z matur. Teraz to dzieci mogą wybierać i zwykle wiedzą lepiej czego chcą niż rodzice. Teraz młodzież, której zarzuca się pierdołowatość, z premedytacją wybiera już liceum, w którym od 1. klasy przygotowuje się do studiów. My w pierwszej licealnej baliśmy się nawet schodzić do szkolnej szatni. Słabi fizycznie Może i są słabiej rozwinięci fizycznie, ale jeśli już chwytają się jakiegoś zajęcia, to robią to z pasją. Ośrodki sportowe rosną jak grzyby po deszczu i można przebierać w nich do woli. Dawniej skazani byliśmy na bieganie po lasach i polach, ale oprócz zdolności survivalowych, społecznych i ogólnej fizycznej tężyzny nie dawało to nic. Teraz sporty, które młodzież uprawia (wspinaczka, sztuki walki, balet), pozwalają nauczyć się tego, o czym my mogliśmy tylko pomarzyć. Poza tym sporty, które uprawiamy (rower czy wędrówki górskie), nigdy w takiej skali jak teraz nie były uprawiane całymi rodzinami. Dawniej pójść z mamą i tatą na basen w późnej podstawówce było obciachem, a teraz to norma i inwestycja w rodzinę. Emocjonalnie nieprzygotowani do życia Owszem, współczesne dzieci dłużej biegają w pieluchach i później uczą się wiązać sznurowadła. Ale to tylko dlatego, że mają na to czas, mogą robić to w swoim tempie i nikt nie pogania ich dorastać. Ponadto jaka w tym wina dzieci, pytam?! Owszem, matki-kwoki nie pojmują, że 5-latek powinien już sam jeść, a na widok komara nie może uciekać z wrzaskiem, ale to znowu wina pierdoły-rodzica. Teraz dzieci nie wahają się mówić o własnych niewygodach, lękach czy emocjach. Czy dawne dzieci się nie bały? Jasne że tak, ale wstydziły się przyznać do tych przeżyć i nie czuły, że w rodzicu znajdą wsparcie. Wolały więc przemilczeć, przeboleć, rozgonić smutki, bo każdy psycholog wie, że wyparcie to jeden z najbardziej powszechnych mechanizmów obronnych. Dzisiejsze dzieci nie boją się mówić o swoich obawach, i dzięki Bogu, bo lepsze to niż udawać, że wszystko w porządku i ciąć się w samotności. Skoro twarda szkoła z przeszłości, którą przywołuje autor artykułu, to świetny pomysł na wychowanie dzieci, to skąd tyle połamanych, pooranych, potrzebujących terapii i zdeprymowanych ludzi 30+? Jeśli moje dziecko nazywa się pierdołą, bo nie waha się cofnąć przed przepaścią i przyznaje do strachu, to mam nadzieję, że ta pierdołowatość oszczędzi jej wizyt u terapeuty w przyszłości. „Wychowujemy rzesze wydmuszek nasączonych wiedzą, z której nie potrafią skorzystać…”. Bzdura. To szkoła naszego pokolenia wtłaczała nam do głowy formuły i tabele! Nie sądzę, żeby moje dziecko musiało wkuć na pamięć całą tablicę SI razem z formułką, co to jest kandela i lumen czy tablicę Mendelejewa razem z wartościami jonów. Świat się zmienia i dotyczy to też wychowania i rodzicielstwa. Nasze dzieci nie będą takie, jak my. Czy lepsze? Chcę wierzyć, że tak. Ale na pewno inne. Mam nadzieję, że bardziej tolerancyjne i w przeciwieństwie do części naszego pokolenia, będą rozumiały, że inny nie znaczy gorszy Post Kto jest dziś większą pierdołą: dzieci czy ich rodzice? pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Co nowego u nas?

Lady Gugu

Co nowego u nas?

Lady Gugu

Syrop glukozowo-fruktozowy – główny winowajca otyłości

Z jakim warzywem kojarzy się wam Ameryka? Oczywiście z kukurydzą, bo tym właśnie zajadają się Amerykanie na większości oglądanych przez nas filmach. Rzeczywiście, w tym kraju produkcja kukurydzy drastycznie wzrosła w latach 70-tych. Dlaczego? Wtedy bowiem odkryto, że kukurydza jest świetnym materiałem do stworzenia najbardziej szkodliwego substytutu cukru wszechczasów – syropu glukozowo-fruktozowego. Producenci żywności od razu pokochali syrop glukozowo-fruktozowy. Nic dziwnego, bo ma nieprzecenione właściwości funkcjonalne: niska lepkość, świetnie rozpuszczalny, działa drobnoustrojowo, przedłuża trwałość żywności, bo dzięki niemu żywność nie wysycha. Najważniejsza jest jednak jego opłacalność – fruktoza jest prawie dwa razy słodsza niż sacharoza, a sam syrop tani, producent może go więc użyć dwa razy mniej za niższą cenę. Ponadto nie zawiera sztucznych barwników czy dodatków, a w Europie syrop produkuje się z pszenicy i kukurydzy niemodyfikowanych genetycznie. Same zalety, prawda? Skoro tak, to dlaczego jest uznawany za szkodliwy dla naszego organizmu? Czy syrop glukozowo-fruktozowy zawarty jest tylko w niezdrowej żywości? Sam syrop nie jest niezdrowy, bo to właściwie taki sam cukier jak sacharoza (czyli glukoza i fruktoza) czy naturalny miód. Problem w tym, że nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo syropu glukozowo-fuktozowego zjadamy każdego dnia i że można liczyć to już na dziesiątki gramów dziennie. Syrop glukozowo-fruktozowy zawarty jest nie tylko w tzw. niezdrowych produktach – ciastkach, żelkach, cukierkach, napojach, ale również w tych, które kuszą pozorem swych zdrowotnych właściwości: płatkach i ciasteczkach zbożowych, sokach 100%, sosach pomidorowych, a nawet produktach z eko-sklepów (np. w soku z brzozy). Co więcej, kupujemy nieraz sałatki z dressingiem, myśląc, że robimy ukłon w stronę pięknej figury. A tymczasem dodany do produktu sos zawiera nie tylko konserwanty, ale właśnie sporą ilość syropu glukozowo-fruktozowego! Szkodliwość syropu glukozowo-fruktozowego Syrop glukozowo-fruktozowy składa się w różnych proporcjach z glukozy i fruktozy (tej ostatniej najczęściej jest 42%). Wbrew obiegowych opiniom największym winowajcą otyłości w składzie syropu jest właśnie nie glukoza, ale ten drugi składnik, czyli fruktoza. Ten prosty cukier, który jest składnikiem owoców, jest bowiem trawiony w zupełnie inny sposób niż glukoza. Proces syntezy zachodzi bezpośrednio w wątrobie, a winę za całe zamieszanie ponosi fakt, że fruktoza nie może być zamieniona w niej w glikogen (jak chociażby glukoza) i powoduje nadprodukcję trójglicerydów we krwi. A te z kolei zatykają żyły, powodują wzrost cholesterolu i są jedną z najważniejszych przyczyn otyłości. Ponadto syrop glukozowo-fruktozowy, tak jak każdy cukier, upośledza nasz system odpornościowy – więc jeśli zastanawiacie się, dlaczego wasze dziecko tak dużo ostatnio choruje, przyjrzyjcie się jego diecie! Co więcej, syrop glukozowo-fruktozowy jest również składnikiem sklepowych syropów do wody, którymi leczycie wasze dzieci (np. z pędów sosny czy malinowego) , więc podając im je, dalej osłabiacie ich odporność. Syrop glukozowo-fruktozowy przyczyną otyłości: jakich produktów unikać? Dlaczego nie tyjemy tak od owoców, które przecież pełne są fruktozy? Bo w latach 90-tych zrobiono badania i okazało się, że ze wszystkich 40g spożywanej fruktozy tylko 13g pochodzi z owoców! Reszta to oczywiście syrop glukozowo-fruktozowy; nie dziwi taki wynik, bo oprócz wspomnianych wyżej słodyczy, znajdziemy go dosłownie wszędzie: w sokach, nektarach, napojach gazowanych, słodkich alkoholach, sosach do lodów (w samych lodach też!), pieczywie o przedłużonej trwałości, konserwach, dżemach, musztardach, keczupach, wędlinach, kiełbasach, jogurtach… wyliczać można w nieskończoność. Syrop glukozowo-fruktozowy zaburza poprawny metabolizm. Przykładem jest epidemia otyłości i cukrzycy w USA, gdzie w przeciągu 20 lat sytuacja pogorszyła się diametralnie, za co winą obarcza się właśnie syrop glukozowo-fruktozowy. Już teraz Polska w rankingach otyłości zaczyna powoli doganiać naszych sąsiadów zza oceanu. Rada? Czytajcie etykiety. Teraz, kiedy w sklepach wybór produktów jest wręcz olbrzymi, nie jest problemem wybrać zdrowszą alternatywę tego samego produktu. Zdrowszą, znaczy bez syropu glukozowo-fruktozowego. Post Syrop glukozowo-fruktozowy – główny winowajca otyłości pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Jesteśmy piękne

Lady Gugu

Jesteśmy piękne

Logopeda radzi: Jak rozwijać mowę dziecka?

Lady Gugu

Logopeda radzi: Jak rozwijać mowę dziecka?

Lady Gugu

Kobiecość i comiesięczny dramat płodności – czy urlop menstruacyjny to wybawienie?

Przypomnijcie sobie: wstajecie rano. W głowie się kręci, twarz blada, zimne poty oblewają wam plecy, ciśnienie tak niskie, że głosy docierają do was przytłumione. Zamiast chodzić – powłóczycie nogami. Brzuch rozdziera tępy, nieustający ból, który wędruje w stronę ud i krzyża. Umieracie? Nie. To znowu przyszła ONA. Menstruacja. Ile z was co miesiąc marzy o wypisaniu się z życia, a jedynym sposobem żeby zedrzeć was z łóżka są leki przeciwbólowe w ilościach hurtowych? Ile z was przeklina wtedy własną kobiecość i marzy o podwiązaniu jajowodów? Wszystko mija po dwóch dniach, ale wy już wiecie, że za niewiele ponad 3 tygodnie powróci. A pewna firma z Wielkiej Brytanii, śladem wielu innych z Korei Południowej czy Japonii, w związku z tym kobiecym problemem właśnie znalazła się na ustach wszystkich. Postanowiła mianowicie wyjść naprzeciw kobietom, które ból menstruacyjny porównują do tego porodowego, z tym, że przeżywają go wciąż i wciąż z miesięczną regularnością. Urlop menstruacyjny Do tych wspomnianych firm wprowadzono bowiem… urlopy menstruacyjne. Mogą z niego skorzystać kobiety, którym to, co dostaliśmy od natury jako dowód własnej płodności, uniemożliwia przez 1-2 dni w miesiącu normalne funkcjonowanie. Bo my, kobiety, wprawdzie chcemy równego traktowania, ale gdy przychodzą TE dni marzymy o staniu się facetem. Ja podziwiam kobiety z tej firmy, bo gdy boli tak bardzo, że zapominamy o wstydzie, to nie wahamy się krzyczeć też o niesprawiedliwym losie, który dał nam płodność. Tak, jak w czasie porodu nagość i sekrety naszego ciała odchodzą w dal, tak w czasie okresu jedynym marzeniem jest tylko przerwać ból. Wtedy nie liczymy się z konsekwencjami: brania końskiej dawki leków, odpoczynku mimo natłoku zajęć i słabości okazanej przed bliskimi czy współpracownikami. Urlopy menstruacyjne to nowy temat, ale obawiam się, że nie tylko się nie przyjmie, ale że po chwili otrzeźwienia rozdarte bólem kobiety same stwierdzą, że więcej z tego byłoby kłopotów. Bo ogólnie rzecz biorąc cieszymy się z własnej kobiecości, ale w pracy wolałybyśmy równe traktowanie. Nie oszukujmy się jednak: kobieta w TYCH dniach bywa czasem tak słaba, że nawet najmniejszy przeciwnik jest w stanie ją zetrzeć. Który pracodawca chce takiego pracownika?.. Czy urlop menstruacyjny to wybawienie? Trudno jest być współczesną kobietą. W życiu prywatnym podkreślamy kobiecość, w pracy zacieramy granice płci. Słabość, jaką niesie ze sobą menstruacja, jest z jednej strony wstydliwa, a z drugiej mamy chęć wywrzeszczeć mężowi „Żebyś ty choć raz tak cierpiał!”. Urlop menstruacyjny owszem, byłby wybawieniem, ale wymagałby przyznania: tak, jestem tylko kobietą. Słabą i ze wszystkimi tego konsekwencjami. Czy współczesne kobiety tego na pewno chcą? A wy, jak przeżywacie TE dni? Czy polscy pracodawcy idą wam na rękę, czy tak jak mój były szef litują się, ale wyśmiewają na każdym kroku, sprawiając, że żałujecie bycia kobietą? A może tak, jak u mojej znajomej: pozwalają brać dzień wolny praktycznie w każdym miesiącu? U mnie ten problem mam już z głowy i dodam: na szczęście, bo nie sądzę, by mój obecny pracodawca (czyli córka…) pozwolił mi przeleżeć ten dzień na kanapie z kocem na głowie i termoforem na brzuchu… Post Kobiecość i comiesięczny dramat płodności – czy urlop menstruacyjny to wybawienie? pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

7 powodów, dla których trzeba pić wodę zimą

Lady Gugu

7 powodów, dla których trzeba pić wodę zimą

Lady Gugu

50 zaskakujących faktów o organizmie człowieka, o których nie miałeś pojęcia

Myślicie, że wiecie o sobie wszystko, doskonale znacie swoje ciała? Nic bardziej mylnego. Jestem przekonana, że nie znacie siebie samych tak dobrze, jak wam się wydaje. Oto 50 zaskakujących faktów na temat ludzkiego organizmu. 1. Twoje serce bije 101 tysięcy razy dziennie. 2. Każdego dnia bierzesz 23 tysiące oddechów. 3. Twoja krew podczas podróży przez twoje ciało przemierza 96 tys. kilometrów każdego dnia. W każdej minucie przepłynie ona przez organizm trzy razy. 4. Mrugasz przynajmniej 15 tys. razy dziennie. 5. Każda twoja komórka wykonuje 6 trylionów czynności na sekundę. 6. Gubisz 600 tys. cząstek skóry każdej godziny. 7. Twoje kości są 4 razy mocniejsze niż beton. 8. Twoje naczynia krwionośne okrążyłyby glob 2,5 raza. 9. Twój język ma ponad 10 tys. kubków smakowych. 10. Twoje ciało potrzebuje dziennie 1000 – 1500 kalorii tylko po to, żeby podtrzymać czynności życiowe. 11. Twoje ciało produkuje codziennie 300 miliardów nowych komórek. 12. Do wykonania kroku używasz 200 mięśni. 13. 43 mięśni używasz do marszczenia brwi. 14. Wystarczy, że spojrzysz na coś smacznego żeby twój żołądek zaczął produkować kwas żołądkowy. 15. Jedzenie potrzebuje 7 sekund żeby dotrzeć z twoich ust do żołądka. 16. Twój jeden włos może utrzymać ciężar o wadze 3kg. 17. Zęby to jedyne części twojego ciała, które nie mogą się same zregenerować. 18. Tracisz około 200 włosów dziennie. 19. Jesteś w stanie przełknąć jedzenie nawet stojąc na rękach. 20. Mózg stanowi jedynie 2% masy twojego ciała. Jest on jednak prawdopodobnie najmniej ekonomiczną częścią ciebie. Zużywa aż 20% tlenu, który trafia do krwiobiegu. 21. Prędzej umrzesz z braku snu niż z braku pożywienia. O ile ludzki organizm wytrzyma bez jedzenia nawet kilka tygodni, to już zgon z powodu bezsenności może nastąpić po 10 dniach ciągłego funkcjonowania. 22. Urodziłeś się z niebieskimi oczami-dzieci zawsze rodzą się niebieskookie. 23. Po dużym posiłku gorzej słyszysz. 24. Twoja skóra waży nieco ponad 11 kilogramów. 25. Przeciętnie, co 20 dni odnawia się twój naskórek. 26. Jednym kichnięciem generujesz podmuch wiatru o szybkości 166 km/h. Uczucie przy kichnięciu fizjologicznie jest identyczne jak orgazm. 27. Twoje włosy rosną około 1 cm na miesiąc. 28. Gdyby zsumować wszystkie mrugnięcia, okaże się, że w ciemności spędzasz ponad godzinę dziennie. 29. Począwszy od trzydziestki, co dziesięć lat malejesz o około 1,5 cm. 30. Jesteś dorosły, wiec prawdopodobnie przełykasz od 600 do 2 tysięcy razy dziennie. 31. Podczas snu wytwarzanie śliny w twoich ustach niemal ustaje… 32. … za to w dzień twój organizm produkuje jej aż 1-1,5 litra. 33. Jeśli jesteś kobietą, twoje serce bije szybciej niż serca męskich przedstawicieli gatunku ludzkiego. 34. Twój żołądek umiejscowiony jest znacznie wyżej niż sądzisz. Zaczyna się tuż pod lewym sutkiem, a kończy pod prawym łukiem żebrowym. Dlatego, jeśli mówisz, że coś „usiadło ci na żołądku” prawdopodobnie chodzi ci o jelita. 35. Jedzenie z przełyku nie trafia do żołądka od góry, ale dociera do niego z prawej strony. Przy  każdym kroku, który stawiasz, ciśnienie w żołądku zwiększa się dwukrotnie, ponieważ napinasz mięśnie brzucha. Ciśnienie rośnie też podczas ataku śmiechu i kaszlu. Brzuch napiera od dołu na żołądek, dlatego byłoby niewskazane żeby jedzenie wpadało do niego od góry. Dzięki temu rozwiązaniu, kiedy wychodzisz na spacer po jedzeniu, nie odbija ci się przy każdym kroku. 36. Ból głowy zamiast zniechęcać, powinien zachęcać cię do seksu. A to dlatego, że podczas seksu wydzielają się endorfiny, które mają działanie przeciwbólowe. 37. Nie ma drugiego odcisku języka identycznego jak twój. 38. Niemieccy naukowcy stwierdzili, że zawał serca najbardziej grozi ci w poniedziałki. 39. Jeśli masz wysokie IQ, śnisz więcej niż osoby z niskim ilorazem inteligencji. 40. Twój mózg jest bardzo aktywny w nocy. Kiedy ty śpisz, on pracuje na pełnych obrotach. 41. 80% twojego mózgu to woda. 42. Twój nos rozróżnia 50 000 zapachów. 43. Powłoka komórkowa pokrywająca ściany twojego żołądka odnawia się co kilka dni. Musi, bo kwas żołądkowy po prostu ją rozpuszcza. 44. Najszybciej rośnie ci paznokieć na środkowym palcu. 45. W twoich palcach u rąk nie ma mięśni – są one kontrolowane przez ścięgna. 46. Twój węch jest ostatnim zmysłem, który budzi się rano. 47. Kiedy zakryjesz swoje lewe ucho i zaczniesz mówić, dowiesz się, jak słyszą cię inni ludzie. 48. Twoje serce to całkiem wydajna pompa. Potrafiłoby wyrzucić krew na wysokość dziewięciu metrów. 49. Gdy kładziesz się do łóżka jesteś niższy, niż gdy wstajesz z niego rano. 50. W twojej ślinie zawarty jest środek przeciwbólowy wielokrotnie silniejszy niż morfina (jego nazwa to opiorfina). Wytwarzasz go w niewielkich ilościach, dzięki temu nie chodzisz otumaniony 24 h/7. Cudem jesteś TY… Post 50 zaskakujących faktów o organizmie człowieka, o których nie miałeś pojęcia pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Oszczędź sobie – jak NIE kupować produktów dziecięcych?

Lady Gugu

Oszczędź sobie – jak NIE kupować produktów dziecięcych?

Lady Gugu

Matko, przestań w końcu (sz)czekać!

Ostatnio dużo czytam internetów, a szczególnie matczynych, poruszających esejów pt. „Jakie to życie matki jest ciężkie, niewdzięczne i ogólnie niesprawiedliwe”. I że jedyną zapłatą za te wszystkie trudy jest uśmiech dziecka. Wszystko niby prawda, ale to chyba gruba przesada. Mam wrażenie, że matkom w XXI wieku wiedzie się obecnie o wiele, wiele gorzej niż ich babkom, które miały za sobą 3 wojny, w tym dwie światowe, przemiany ustrojowe i ocet na półkach. Dzisiejsze macierzyństwo jest trudne, ale nie na tyle, żeby nie poradziła sobie z nim przeciętna kobieta! W jednym przypadku można faktycznie nie podołać: kiedy damy się złapać w pułapkę własnego perfekcjonizmu. Bo taka moja znajoma: dopadła ją ostatnio tzw. grypa żołądkowa. Mąż w pracy, dziecko w żłobku. A ta? „Wstanę, pójdę po coś na zupę, najwyżej pozarażam wszystkich w sklepie i napluję staremu (to mąż) i dziadowi (to syn) to garnka”. I poszła. Pułapka internetowego macierzyństwa jest największą zmorą obecnych matek. Z jednej strony słyszę wołanie o pomoc tonącym współczesnym matkom, które nie dają rady. Z drugiej zewsząd dobiegają nas doniesienia w postaci zdjęć czy filmów, jakie to matczyne życie jest sterylne, spokojne i satysfakcjonujące. Czasem nawet na moim blogu pojawiają się pytania, czy mój dom zawsze tak lśni czystością, a ja łapię się za głowę, że ktokolwiek wierzy, że tak wygląda moje życie 24 godziny na dobę. Internet wykreował wizję matki-androida, któremu zwykła matka nie dorasta do pięt, ale stara się jak Syzyf pchać ten swój matczyny kamień (albo dwa, trzy) pod górę. Sami sobie utrudniamy, gdy świat macierzyństwa internetowego traktujemy jako normę. Narzucamy sobie reżim, ale większość matek zwyczajnie sobie z nim nie radzi. Nic dziwnego, bo nasze matki wyświadczyły nam za młodu niedźwiedzią przysługę. Chcąc zapewnić nam warunki, jakich same nie miały, wychowywały nas w przeświadczeniu, że właściwie nic już nie musimy. „Szlachta nie pracuje”, jak brzmi najgłupsze hasło internetu, które szerzy się jak zaraza. I wprawdzie tyramy w sklepach, biurach czy fabrykach, ale nikt nie ma siły, energii i chęci, aby pracować nad własną macierzyńskością. Dlatego zamiast zakasać rękawy, załamujemy matczyne ręce w zderzeniu z problemami rodzicielstwa, jakie stają na naszej drodze. Mając dziś wszystko w zasięgu ręki narzekamy o wiele bardziej, niż nasze babki, które miały wybór: mniejsze nic lub większe nic. Zmechanizowany świat niby miał nam ułatwić życie, a zadziałało to zupełnie odwrotnie. A ja wam mówię: trzeba przestać szczekać na świat, który może i nie jest usłany różami, ale do korony cierniowej też mu daleko. Trzeba przestać czekać na energię z kosmosu czy zesłany z niebios magiczny moment matczynej satysfakcji. On może nigdy nie nadejść, bo uczucie: „Tak, teraz na pewno sprawdziłam się jako matka” może nigdy nie nadejść. Zamiast tego pomyślmy: macierzyństwo jest jak sinusoida – raz na górze, raz na dole, ale żeby narysować tego typu wykres potrzeba bardzo wielu punktów. I właśnie te drobne kropki niech dadzą nam satysfakcję. Cieszmy się tym co tu i teraz. Macierzyńskie mityczne spełnienie może nigdy nie nadejść, bo patrząc w chmury, nie dostrzeżesz motyla, który siedzi ci na ramieniu. I tą myślą jak z chińskiego ciasteczka, wypływającą jednak z czysto polskiej głowy Ladygugu, udam się teraz na macierzyński odpoczynek, który zawsze jest snem z jednym okiem otwartym. Post Matko, przestań w końcu (sz)czekać! pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Wyniki konkursu #ladyguguiutulanka

Lady Gugu

Wyniki konkursu #ladyguguiutulanka

Plakaty w dziecięcym pokoju ( darmowe grafiki do pobrania)

Lady Gugu

Plakaty w dziecięcym pokoju ( darmowe grafiki do pobrania)

Lady Gugu

Niedobór magnezu

Czujecie się ostatnio zmęczeni? Puszczają wam nerwy, bez powodu warczycie na bliskich? Ciągle narzekacie na bóle mięśni, pleców i ogólne osłabienie? Pewnie większość siada wtedy przed ekranem komputera (Jak leczy się Polak?) i otrzymuje szybką diagnozę: rak. Zamiast kopać sobie grób, pomyślcie, czy czasem nie brakuje wam zwyczajnego, pospolitego magnezu. Z powodu jego niedoboru cierpi większość ludzi na świecie. Jest to najważniejszy pierwiastek w organizmie, bo reguluje działanie trzech innych, niezwykle ważnych składników: wapnia, potasu i sodu. Jednym słowem: bez wsparcia magnezu ta trójka nie zajedzie zbyt daleko. Większość zmagazynowanego magnezu znajduje się w sercu, mózgu, mięśniach i wątrobie. To tam najszybciej odczujemy brak tego pierwiastka. Niedobór magnezu Niedobory magnezu wpływają na każdy element organizmu i każdą jego komórkę. Wystarczy jego niewielki niedobór, a narządy nie działają jak trzeba – bez magnezu komórki po prostu nie dostają tyle energii, ile potrzebują. Zapytacie: które komórki? Odpowiem jednym słowem: wszystkie. Magnez potrzebny jest niemal wszystkim układom organizmu. Najszybciej jednak jego brak odczuwany jest w układzie nerwowym. Pierwsze oznaki niedoboru magnezu odczuwamy dość delikatnie: mogą to być skurcze łydek, tiki (samoistne mruganie powieki, znacie?), nieokreślony ogólny ból kończyn. Potem pojawiają się palpitacje serca albo zmiana jego rytmu, dalsze skurcze, ale tym razem nie tylko mięśni, a już naczyń krwionośnych. Ważnym wskaźnikiem braku magnezu jest uczucie ciężkości w piersiach – taka osoba ma problem z wzięciem głębokiego oddechu, ma wrażenie, że coś „przygniata” mu klatkę piersiową i często wzdycha. Pojawiają się kłopoty ze snem, wspomniane uczucie niepokoju, podenerwowanie, stany depresyjne, lękowe. Niektórzy mogą słyszeć dziwne rzeczy, być wrażliwi na dźwięki i ostre światło. Niemożliwe staje się dla nich prowadzenie samochodu nocą. Drętwieją ręce, mrowią usta i palce. Bujna wyobraźnia podpowiada wam początki szaleństwa, ale spokojnie: to może być tylko magnez, a raczej jego brak. Zapytacie: no dobrze, ale skoro to jest tak częsty problem, to dlaczego lekarze nie zlecą badań i nie przepisują leków? Problem w tym, że magnez praktycznie wcale nie jest przechowywany we krwi (zaledwie 1%), więc morfologia nie pokaże nam prawdziwego wyniku. Magnez jest przechowywany w tkankach, a jego poziom bardzo szybko się zmienia. Jedynym sposobem na stwierdzenie, że brakuje nam magnezu, jest wnikliwa obserwacja samego siebie. Skutki niedoboru magnezu Skutki utraty magnezu szczególnie widoczne są u kobiet. Mowa o skurczach i bólach miesiączkowych czy utrudniającym życie PMS-ie. Jeśli wasz mąż ciągle pyta was, ile razy w miesiącu ma się okres, bo ciągle rzucacie się mu do gardła, może to właśnie niedobór magnezu? Ponadto kobiety w ciąży bardzo często muszą łykać magnez w ilościach hurtowych – mała istota w brzuchu pobiera tyle magnezu, ile jej potrzeba nie pytając nas o zdanie; niedobór magnezu u matki wpływa na skurcze macicy, które owszem, są potrzebne, ale dopiero przy porodzie. Trzeba również pamiętać, że magnez wpływa na gospodarkę wapniową w organizmie – jeśli zostanie ona zaburzona, wapń zaczyna „uciekać” z kości (osteoporoza!) i odkładać w tkankach miękkich. To właśnie dotyka ludzi starszych, których stawy pełne są takich zwapnień. Jeśli jednak permanentnie brakuje nam magnezu, możemy stać się „wapniakami” już w młodym wieku. Osobę z niedoborami magnezu pozornie łatwo rozpoznać. Ma się wrażenie, że jest ona ciągle spięta, nie potrafi rozwiązywać szybko problemów, ma kłopot z kojarzeniem, zapamiętywaniem, pamięcią. Stresuje się przy każdej okazji i nie śpi po nocach. Napisałam „pozornie”, bo pytanie, kto ze współczesnych ludzi nie ma takich problemów? Jeśli jednak nie mamy dużych kłopotów, a otoczenie mówi nam: „Zjedz coś, bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyć”, to chyba czas na uzupełnianie magnezu. Witamina B6 Magnez jednak jest trudno przyswajalny z suplementów diety. Jego wchłanianie polepsza witamina B6, ale i tak farmaceuci spierają się ciągle, czy najlepszy jest mleczan magnezu i cytrynian magnezu (wchłanialność 90%) czy magnez w postaci chelatu. Najmniej korzystną formą magnezu jest węglan magnezu (30% przyswajalności) czy tlenek magnezu (tylko 4%!). Uważajcie też na zapis na opakowaniu – producenci chwalą się, że jest tam aż 375 mg magnezu (dawka dobowa dla kobiet to 300 mg, w ciąży 450 mg), ale w rzeczywistości jest to właśnie tlenek magnezu lub inna jego forma. To oznacza, że samych jonów magnezu jest tam o wiele, wiele mniej, a ich przyswajalność jest słaba. Generalnie jednak lekarze przyznają: nie jest łatwo dawkować magnez farmakologicznie, więc najlepiej szukać go w jedzeniu. W czym jest magnez? A gdzie go znajdziemy? Źródeł jest wiele, ale nie wszystkie tak wartościowe. Najlepszym źródłem magnezu jest oczywiście kakao, więc ani dietetycy ani lekarze nie powinni zabronić ci kostki ciemnej czekolady (min. 75% kakao!) dziennie. Drugim świetnym źródłem magnezu są ziarna słonecznika. Potem szukajmy go w migdałach, kaszy gryczanej, fasoli białej, płatkach owsianych, ryżu brązowym. Uzupełniając magnez starajmy się unikać tych produktów, które go wypłukują: kawy, czarnej herbaty i (przykro mi to pisać…) alkoholu. Nie bez znaczenia jest również błonnik – warzywa i owoce wyłapują nie tylko te złe produkty przemiany materii, ale spożywane w nadmiarze wypłukują także te dobre składniki. Uwaga także na colę – ma ogromne ilości fosforanów (o nich wkrótce na blogu), które również wypłukują magnez (wszystko inne też, łącznie z rdzą…). Jeśli wkurzył was ten artykuł tak bardzo, że rzuciłyście laptopem o ścianę (bo uznajecie, że znowu się mądrzę), to pewnie brakuje wam magnezu. Uzupełnijcie go sobie szybciutko i wracajcie, choć nie ukrywam, że niedługo znowu was czymś wkurzę… Post Niedobór magnezu pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Plakaty motywacyjne (darmowe grafiki do pobrania)

Lady Gugu

Plakaty motywacyjne (darmowe grafiki do pobrania)

Lady Gugu

Wsadźcie sobie to 500. I plus też! Dlaczego program „500 plus” to utopia, mrzonki i ułuda?

Wiadomo, że kasy nigdy dość. Mnie właśnie zostało zabrane sprzed nosa 500 zł, bo nie dość, że mam jedno dziecko, to jeszcze jestem zdaje się krezusem. Czy żałuję tej straty? Wcale. Od dawna jestem przyzwyczajona, że jedyne pieniądze, jakie będę mieć w ręku, pochodzą z mojej pracy, a nawet, jeśli ktoś mi coś da, to i tak później los się za to na mnie mści. Miało być niepolitycznie, ale nawet, jeśli nie mam telewizora, nie kupuję gazet i nie wchodzę na rządowe strony, to i tak „500 plus” dopada zewsząd: w sklepowej kolejce, u lekarza czy w przedszkolu córki. A ja uważam, że program, w którym specjalizuje się obecnie połowa Polski, jest największą kiełbasą wyborczą wszechczasów i zemści się na nas bardzo szybko. Dlaczego? Po pierwsze nie mam pojęcia, skąd wyliczenia, że 500 zł wystarczy na utrzymanie dziecka i na przyspieszenie decyzji o zajściu w ciążę. Wiem, że teraz zaleje mnie fala hejtu, ale 500 zł na utrzymanie dziecka to śmieszne pieniądze, chyba że twoje dziecko: nie sika w pieluchy, pije tylko mleko z piersi, nie choruje w ogóle, nie szczepisz go na nic poza obowiązkowymi szczepieniami, zjada warzywa z ogródka sąsiada i mięso z królika, którego sama upolujesz. Dziecko kosztuje, ale nie aż tyle, aby sobie nie poradzić przy normalnym nakładzie pracy. Z tym że niestety, „500 plus” odstrasza od pracy, rozleniwia i pozwoli uwierzyć, że z tymi pieniędzmi możesz siedzieć z dzieckiem w domu, płodząc kolejne dzieci Ale odradzam ci to: nie opłaca się iść za radą przedstawicieli rządu i rodzić na potęgę. Kadencja sejmu trwa 4 lata i wygląda na to, że dłużej „500 plus” się nie utrzyma. Mieliśmy już podobną sytuację w przypadku „Rodziny na swoim”, która po przegranych wyborach przez partię zamieniła się w inny, niedostępny właściwie dla nikogo „MDM”. Nie zdziwię się, jak w trakcie trwania programu „500 plus” jego warunki będą ulegały modyfikacjom, bo państwo zwyczajnie nie utrzyma na swoich barkach tego ciężaru. A ciężar jest znaczny, bo w przyszłym roku program „500 plus” będzie kosztował ok. 23 miliardy (!) złotych. W następnych latach, jeśli bezdzietni (lub mało-dzietni) wezmą się do roboty, koszty jeszcze wzrosną. Co to mnie obchodzi, zapytasz. A powinno, bo jeśli państwo nie znajdzie tych pieniędzy, to poszuka w twojej kieszeni: zabierze się za podatki. A przecież tak wiele pozostało jeszcze do opodatkowania… Oczywiście cieszę się, że niektórzy te pieniądze jednak dostaną, bo sama znam wiele rodzin, którym pomoże to na życie w normalnych warunkach. Nie rozumiem, dlaczego mają spowiadać się kontrolerom, na co je wydadzą. Pomijając fakt, że taka kontrola jest fizycznie niemożliwa (bo czy pozwolisz zajrzeć sobie do lodówki? Jak udowodnisz, że parówki kupiłaś z „500 plus”, a piwo z wypłaty?!), to generuje ogromne koszty związane z obsługą administracyjną tego programu. A gminy już teraz załamują ręce, że nikt na to nie ma środków. Nie ma wytycznych, wniosków, regulaminów. Nie mają pracowników i biur dla nich. Nie ma nawet programu komputerowego, który obsłuży „500 plus”. Słowem: nikt nic nie wie, ale niektórzy już zaczęli wydawać otrzymane pieniądze. Aż strach pomyśleć, ile osób już wzięło się za płodzenie dzieci… Oczywiście: idźcie i rozmnażajcie się. Ale jeśli robicie to tylko dla pieniędzy i wtedy, gdy rząd da wam na to zielone światło, to biada waszym dzieciom i żal mi ich, mimo że się jeszcze nie urodziły. Co z tymi dziećmi zrobicie, jeśli „500 plus” zniknie wraz z obecnie rządzącymi?! Oddacie ustępującej partii „ku chwale ojczyzny”?! Nie powiem nic nowego ponad to, że jedynym sposobem na zarobienie kasy jest wzięcie się do roboty, a nie narzekanie, jakie życie jest ciężkie. Ale żeby pracować, potrzeba realnej opieki państwa: normalnej opieki zdrowotnej (a nie stania w kolejkach godzinami), uczciwych i wyrozumiałych pracodawców (a nie umów śmieciowych, w trakcie których nie możesz zachorować, bo lądujesz na bruku), ogólnie dostępnych przedszkoli i żłobków państwowych (bo na razie te są tak elitarne, że chodzące do nich dzieci można nazwać szczęściarzami). Ludzie chcą się czuć w kraju bezpiecznie i komfortowo, ale czy chwiejny kolos na glinianych nogach, czyli „500 plus” zapewni rodzinie poczucie bezpieczeństwa? Ja osobiście wolę polegać na sobie i swojej pracy. Jeśli dostałabym wsparcie tego rodzaju, to ucieszyłabym się jak dziecko, ale nie oszukujmy się: nie zaczęłabym kupować więcej ziemniaków i schabowych. Wydałabym to na: rozrywkę, przyjemności i wakacje, oczywiście z dzieckiem. Tylko czy – na razie planowany – kontroler rządowy mi tego nie zakwestionuje?.. Fajne jest „500 plus”… ale tylko na papierze. W rzeczywistości to utopia. Piękny, nierealny sen, który wprawdzie właśnie się ziszcza, ale w końcu trzeba będzie się obudzić. Z ręką w nocniku. Post Wsadźcie sobie to 500. I plus też! Dlaczego program „500 plus” to utopia, mrzonki i ułuda? pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.