ANIA MALUJE
Jak pozbyć się strachu przed tym, co powiedzą inni?
Co robić, gdy blokuje Cię strach przed tym, co powiedzą inni? Chcesz założyć własny biznes, zamiast iść na studia, ale boisz się reakcji. Chcesz odezwać się na zajęciach, ale powstrzymuje Cię strach przed spojrzeniem. Masz inne zdanie niż znajomi. Ale milczysz i przytakujesz im. Typowe. Ale nie nieuleczalne.Jeśli liczysz, że mój tekst sprawi, że przestaniesz się bać - przeliczysz się. To Ty sam musisz to zrobić. Jeśli naprawdę nie będziesz tego chcieć, to milion tekstów i psychologów Ci nie pomoże.Wiem tylko tyle, że sama kiedyś taka byłam. Bałam się ocen, więc unikałam dyskomfortu jaki się z nimi wiązał, podejmując stadne decyzje. Spełniając oczekiwania rodziców, nauczycieli, znajomych i mniej znajomych, często obcych, nic nie znaczących dla mnie ludzi. Aż zrozumiałam dwie rzeczy - że pozwalając sobie na bycie taką życiową cipą, daję tym ludziom nad sobą władzę. Pozwalam im pociągać za sznureczki mojego życia. Decydować o tym, jak się czuję, jaki mam nastrój.Druga rzecz jaką zrozumiałam, szybko stała się moją dewizą.Argumentem zła jest tłum.Jeśli ktoś chce uzasadnić głupią, złą, niegodną człowieczeństwa decyzję, to powie "bo wszyscy". "Bo tak jest od zawsze" "Bo tak działa świat".Błąd. Mój świat działa na moich zasadach.W strachu przed tym, co powiedzą inni, mamy dwie strony. Innych i nas samych.Inni będą oceniać zawsze. Bo im wygodnie, bo to łatwe, bo sami boją się ocen i wiedzą, że najlepszą obroną jest atak. Tego zmienić nie mogę, to jest czynnik niezależny ode mnie.Ale druga strona to ja i moje emocje, moje zachowanie i moje odczucia mogę zmienić w 100%. Bo to ja decyduję, jak reaguję na to, co inni mówią.Pierwsza sytuacja, która mnie obudziła - bierzmowanie, trzecia klasa gimnazjum. Nie jestem katoliczką, z religii wypisać się nie można było (byłam naiwna i dałam się oszukać szkole:))... nagle bierzmowanie stało się tematem numer jeden. Jako osoba, która jest wierząca, ale nie religijna, nie chciałam mieć nic wspólnego z jakimś panem w sukience który odprawi nade mną swoje czary. Rodzina, szczególnie babcia - wszyscy oczekiwali, że pójdę do tego bierzmowania. Bo wszyscy. Bo wstyd (babci). Bo ludzie powiedzą. Bo tak się robi. Bo co Ci szkodzi.Okazało się, że katolików tylko z nazwy jest trochę więcej. Były osoby, dla których bierzmowanie było ostatnim kontaktem z kościołem ("odbębnisz i po sprawie"). Poszły dla świętego spokoju.Czy ich oceniam? Nie. Ale gdybym ja zachowała się w ten sposób, nie mogłabym spojrzeć w lustro. Byłabym w swoich oczach najtańszą z dziwek, zwykłą, tanią kurwą. Myślę samodzielnie, nie jestem katoliczką, satanistką, buddystką, protestantką, muzułmanką. Pójście do bierzmowania w zamian za spokój, prezenty i dobrą ocenę z religii byłoby dla mnie zwykłym kurestwem.Czy mnie oceniali? Oczywiście.Czy się tym przejęłam?Nie. Już nie.Bo w życiu jest tak, że ponosimy konsekwencje swoich czynów. Niepochlebna ocena była naturalną konsekwencją tej decyzji. I ja to akceptuję. Akceptuję to, że komuś może się to nie podobać. Akceptuję to, że inni myślą inaczej.Drugą rzeczą, która wyzwoliła mnie z tego irracjonalnego strachu była moja choroba. Generuje ona setki niekomfortowych sytuacji. Gdy po wyczerpujących badaniach w szpitalu nie ustąpiłam w autobusie miejsca starszej kobiecie, patrzyli na mnie jak na debilkę.Niech patrzą - oceniają tylko podstawie czubka góry lodowej, który widzą. Nie wiedzą o tym, że wcześniej zemdlałam i godzinę dochodziłam do siebie. Nie muszą wiedzieć. Oceniają na podstawie szczątkowych danych, ich równanie ma niewłaściwe dane, więc ich wynik jest błędny.Mam to gdzieś.Kiedy muszę porządnie sobie kaszlnąć, nie będę czekała na dogodny moment - nie pozwolę sobie na stawianie komfortu grupy wyżej niż moje zdrowie. Oczywiście w większości sytuacji staram się roić to taktownie, wyjść na zewnątrz itp., ale kiedy się nie da - moje zdrowie jest na pierwszym planie.Kiedyś natknęłam się na bardzo dziwny eksperyment. Wydał mi się totalnie idiotyczny. Ale wiem, że nie ocenia się smaku potrawy, której się nie spróbowało. Postanowiłam więc go sprawdzić, zanim wydam swoją opinię #hehe #ale #bullshit #lol. Okazało się, że ten eksperyment zmienił moje życie. I działał. Nie zastanawiałam się, czy opisać go w książce - wiedziałam, że część osób po przeczytaniu przypisze tagi #hehe #ale #bullshit #lol mnie i mojej książce, dokonując projekcji swoich emocji. Spoko. Akceptuję to. Ich zdanie nie ma dla mnie znaczenia.Jeśli jestem czekoladowym plackiem, a mój smak oceniają osoby, które nie miały tego placka w ustach, to ja mam ich opinię totalnie gdzieś. Ocenianie książki, której się nie przeczytało, jest jeszcze głupsze niż ocenianie jej po okładce. Ocenianie filmu, którego się nie zna, osoby o której nie ma się pojęcia, czekolady, której się nie jadło jest pozbawione sensu. A mnie zachowania ludzi, których postępowanie pozbawione jest sensu, totalnie nie interesuje.Czy ludzie mnie oceniają? Zapewne cały czas to robią. Czy jestem bezkrytyczna? Absolutnie nie! Wiem, że są obszary życia, nad którymi panuję trochę słabiej. Potrzebuję konstruktywnej, szczerej, rzetelnej krytyki. Np. tekstem ratunku nie mam stylu, sama wręcz o nią poprosiłam. Czy przyjęłam krytykę bezkrytycznie? Oczywiście, że nie :). Wiem jednak, że oceny dokonywane przez innych są na potrzebne i chętnie z nich czerpię.Jest taka prosta zasada : zamień wadę na zaletę.I ja się jej trzymam. Bo na 100 głupich uwag, może paść jedna, w której będzie ziarno prawdy, albo nawet cała prawda. Jakiś punkt zaczepienia, który stanie się punktem zwrotnym w moim życiu. _______________Ania! Konkret!Nie ma konkretu, nie ma recepty. Po prostu zdecyduj, czy chcesz pozwalać innym na to, aby władali Tobą, Twoim życiem, Twoimi wyborami. Czy ich opinie są tym, co jest dla Ciebie istotne. Czy pozwolisz im się blokować. Jeśli chcesz to zmienić - zacznij od maleńkich rzeczy. Załóż ulubione i niemodne spodnie. Idź pobiegać w ruchliwym miejscu.Prawdopodobnie nawet na Ciebie nie spojrzą. Bo są zbyt zajęci swoim życiem. I strachem przed tym, że to oni są właśnie oceniani.Być może zachwycasz się tym filmikiem:Może nawet byś klaskał. Ale jeśli przez resztę dnia siedzisz na pudelku i oceniasz ludzi, których nie znasz, to jesteś hipokrytą ;)) Jest wielka różnica między ocenianiem czyjegoś konkretnego zachowania, a ocenianiem człowieka. Zanim uzyskasz wynik swojego równania, zastanów się, czy masz wystarczającą ilość danych.PS. nie chciałam powielić informacji z tekstu : Ludzie zawsze będą mieć "ale". Idź do przodu. Jeśli czujesz niedosyt, to tam zajrzyj.Pełna wersja grafiki reklamowej z nagłówka : tutajreszta : tumblr Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na "głównej") - jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin :)